POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

ACCADEMIA DELLA CRUSCA – CZYLI GDZIE SZUKAĆ WIADOMOŚCI O JĘZYKU WŁOSKIM?

Nie zajmuję się wyłącznie pracą ani wyłącznie rozrywką w formie turystyki różnorodnej. Czasami zdarza mi się uczestniczyć również w imprezkach bardziej intelektualnych. A tym razem zdarzyła mi się rzecz która łączy w sobie wszystkie trzy aspekty. Tak więc praca była, bo rzecz związana z językiem włoskim, turystycznie było, bo się zwiedziło ciekawe miejsce, no i intelektualnie też  się okazało, bo to przybytek wiedzy, działalność dydaktyczna,  krzewienie kultury i te sprawy...

Postaram się jak najbardziej skondensować relację bo temat jest obszerny, zahacza o historię (bo jakże by inaczej we Włoszech!), architekturę, szeroko pojętą kulturę oraz o atrakcję turystyczną docenioną przez UNESCO. Czyli tak żeby nie było nudno, a żeby udało się zawrzeć jak  najwięcej ciekawostek z tak oryginalnego miejsca.

Siedziba instytucji językoznawstwa we Florencji

Wille Medycejskie mają w dzisiejszych czasach najprzeróżniejsze przeznaczenie.

Villa di Castello jest siedzibą bardzo oryginalnej instytucji naukowej. Accademia Della Crusca czyli Akademia Otrębów (nie pomyliłam się, dobrze napisałam i za chwilę wyjaśnię, w czym rzecz) jest najstarszą na świecie placówką naukową zajmującą się studiami lingwistycznymi, badająca zagadnienia filologii i językoznawstwa języka włoskiego.

Powstała w roku 1583, a od stosunkowo niedawna czyli od roku 1973 ma siedzibę w Villa di Castello pod Florencją.

Accademia della Crusca - trochę historii powstania Akademii

Otóż w roku 1583 pięciu młodzieńców: Giovan Battista Deti, Anton Francesco Grazzini, Bernardo Canigiani, Bernardo Zanchini i Bastiano De’ Rossi, studentów florenckiej Akademii Medycejskiej znudzonych dętymi i górnolotnymi tematami poruszanymi na uczelni, postanowili założyć stowarzyszenie, w którym czuliby się o wiele bardziej wolni w wypowiadaniu swoich opinii, spotykając się w miejscach o wiele mniej oficjalnych i w luzacki sposób mogli by dać ujście swojej młodzieńczej fanfaronadzie. Wspólne uczęszczanie do winiarni, niekoniecznie najelegantszych knajp w mieście, zabawy, żarty, imprezki to coś, co o wiele bardziej kręci młodych ludzi niż drętwe dyskursy akademickie. Jak widać w tej materii nie zmienia się nic na przestrzeni wieków. Chłopaki nadają swemu stowarzyszeniu nazwę Brygada Otrębów (Brigata dei Crusconi), co chyba najlepiej odzwierciedla charakter organizacji i działającej w niej członków. Włoska"crusca" czyli otręby ma jeszcze dodatkowe znaczenie oprócz tego zasadniczego. To właśnie żarty, swawole, głupoty i wygłupy. Nic poważnego, nic ważnego. Dzisiejsza kolokwialna polszczyzna nazywa to "pierdołki". No właśnie. Chłopaki przez jakiś czas oddają się owym wygłupom, aż do momentu kiedy dołącza do nich pan Lionardo Salviati...

...poważny filolog, zainteresowany pracą badawczą z zakresu językoznawstwa i literatury. Przy nim pozostali członkowie grupy się nieco uspokajają, to on zmienia nazwę stowarzyszenia na tę aktualną czyli Akademię Otrębów (Accademia Della Crusca), ustanawia godło stowarzyszenia, renesansową maszyna do oddzielania ziaren od otrębów, a jego motto to cytat z któregoś dzieła Francesco Petrarki: "Il piu bel fior ne coglie" ( dosłownie: zbiera najpiękniejsze kwiaty - co w w wolnym tłumaczeniu można oddać jako kwiat czegos tam, czyli coś najlepszego z najlepszych). Cały czas wspominam te tajemnicze  odniesienia do zboża, mąki czy kwiecia, zaraz napiszę, o co chodzi. Salviati dorabia też odpowiednią filozofię do działalności całej grupy oraz systematyzuje cele i zadania istnienia grupy. Rozochoconym sowizdrzałom najwyraźniej potrzeba było silnej osobowości dla odpowiedniego ukierunkowania rozbrykanej aktywności.

Cóż zatem ziarna, otręby, zboże i rozmaite maszynerie z tym związane mają wspólnego z badaniem języka, można by się zapytać. A otóż pan Salviati jako filolog i wielki miłośnik języka którym się posługiwał przyrównał język do dobrej mąki. I tak jak od ziaren oddziela się otręby i wszelkie zanieczyszczenia, aby wyprodukować jak najlepszą mąkę do pieczenia pysznego chleba, tak samo z języka mówionego i pisanego można usuwać błędy, niedomówienia, braki, wulgaryzmy i w ogóle wszystko to, co sprawia że język brzmi źle, brzydko, nieskładnie czy niegramatycznie. Jego celem było uszlachetnienie mowy i języka pisanego. Najwyraźniej to ojciec wszystkich tych ortograficznych i gramatycznych gestapowców, czyhających w Internecie i wytykających każdemu nawet najgłupszą literówkę.

Pierwotne skojarzenie czystości języka z ziarnem i czystą mąką bez otrębów okazało się strzałem w dziesiątkę, bo dawało pole do podpisu milionom skojarzeń i zlepków pojęciowych. Zboża, słoma, ziarna, kłosy, produkcja i przesiewanie mąki, wypiek chleba, rodzaje chleba doskonale nadawały się do przełożenia na pojęcia związane z językiem i działalnością stowarzyszenia. Salviati wymyślił też i zaczął realizować cel działalności organizacji. Otóż udało mu się przekonać współtowarzyszy do jak najszybszego i jak najbardziej kompletnego zredagowania słownika języka włoskiego. Jak się przyjrzymy ówczesnej rzeczywistości, to się okaże, że oni wtedy nie mieli słowników takich, jakie znamy dzisiaj. Owszem, funkcjonowało coś na podobieństwo dzisiejszego"thesaurusa" czyli zbiory wyrazów z danej tematyki. Czyli jak był wyraz "morze" to dookoła niego była fala, ryby, statki, rośliny morskie itede, ale niczego to nie wnosiło w zakresie poznawczym. Od początku działalności tej specyficznej organizacji z takżdego zebrania były redagowane protokoły czy relacje. Tu na przykład jeden z pierwszych zawierający decyzję, co do redakcji słownika.

Słowniki wydawane przez Accademia della Crusca

Na efekty tej decyzji nie trzeba było długo czekać. Zabrali się do roboty. Ponieważ robili to w grupie, każdy dostał swój zakres działań, ale nie dość na tym. Należało ustalić jakies zasady pisania tego słownika, żeby to było spójne, trzymali się kupy i miało ręce i nogi. Zadanie wbrew pozorom wcale nie było łatwe bo, jak już wcześniej wspominałam, słowników w owych czasach jeszcze nie było i nie było od kogo odgapić pomysłu. Jakie logiczne zasady należało ustalić.

Kolejny problem, też dosyć ważny, to ile i jakie wyrazy mają być zawarte w tym słowniku. Mowa ludzi wykształconych? Potoczna? Kolokwializmy? Brzydkie słowa też dopisać? No jakiś komplet wyrazów to musi być. Prawda, że trudna decyzja? Salviati na szczęście okazał sie człowiekiem płodnym w oryginalne pomysły i postanowił, że do opisania wybierze komplet wszystkich słów, które do napisania wybranych dzieł użyli Francesco Petrarca, Giovanni Boccaccio i Dante Alighieri. Od czegos należało zacząć, a to wydawało się najrozsądniejszym rozwiązaniem, jako że wybrani poeci opisywali obszerne aspekty ówczesnego życia używając do tego różnorodnych wyrażeń i słów. Jak postanowił, tak zrobiono. Każdemu przydzielono odpowiednie fragmenty wybranych dzieł z poleceniem rozbioru tekstu na czynniki pierwsze, wypisując zeń wszystkie, ale to wszystkie wyrazy i wyrażenia. Opracowanie każdego wyrazu miało polegać na podaniu jego formy zasadniczej czyli rzeczownika, czasownika w bezokoliczniku oraz pozostałych użytych części mowy, wypisać to grubszym drukiem, podać opis znaczeniowy oraz podać przykłady zastosowania w zdaniu. Cytaty zerznięto bezpośrednio z Boccaccia, Petrarki, czy Dantego (wszystkich znamy z nazwiska tylko Dante jest najczęściej wymieniam prawie zawsze z samego imienia - ciekawe, dlaczego?) I teraz jaką formę podać jako zasadniczą? Jedyny model na którym można było się nieco wzorować to łacina, która w opisie wyrazu podaje zawsze na przykład czasownik w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Jakoś im się to nie spodobało i wybrali bezokolicznik.

Najlepszy numer jest taki, że facet okazał się w końcu prekursorem z prawdziwego zdarzenia. Takie usystematyzowanie słownika...

 

...dotrwało aż do naszych czasów w prawie nie zmienionej formie. Łącznie z podaniem znaczeń metaforycznych. Był w tym tak dobry, że potem wszyscy inni od niego odgapiali. I tu ciekawostka: Na slajdzie pokazano nam stronę tytułową jakiegoś słownika języka niemieckiego zredagowanego ni mniej ni więcej tylko przez braci Grimm. Tak, tych od Jasia i Małgosi i Czerwonego Kapturka! No proszę! Nie wiedziałam, że bracia Grimm zajmowali się także poważną działalnością naukową. Myślałam, że poprzestali wyłącznie na głupich bajkach... Z ciekawości zajrzałam do wikipedii pod hasłem Słownik. Sami sobie zobaczcie, co za bełkot jest tam wypisany. Żadnego konkretu. Salviati górą!

Za wydrukowanie pierwszej edycji słownika akademicy zapłacili z własnej kieszeni. Pierwsze wydanie ukazało się w roku 1612. Zostało wydrukowane w Wenecji - najwyraźniej tam drukarze mniej zdzierali za swoje usługi. Słownik miał jeszcze kolejne cztery edycje.

Najwyraźniej chłopaki z Akademii wbili się ze swoją ofertą doskonale w zapotrzebowania ówczesnego rynku. Ostatnia edycja zawiera 11 ksiąg. Słownik nie tylko rozszerzono (wbrew pozorom o niewiele), ale także dodano ilustracje i zwiększono marginesy. Skąd taka różnica i nagła rozrzutność akademików? Ano właśnie dlatego, że tym razem, to nie ich kasa na to poszła. Sponsor sie znalazł. Członkowie rodu Lorena, czyli nie byle kto!

Ta ostatnia edycja słownika jest niekompletna, kończy się na literze “O". Alademicy z lat 1863-1923 chyba nieco przesadzili z rozmachem. Chcieli docenić fakt świeżego zjednoczenia kraju (Włochy w owym czasie zostały zjednoczone z mnóstwa małych księstewek i państw-miast w jedno duże państwo - Garibaldiego wszyscy znają, to on w tym maczał palce!) i wydać słownik na miarę wydarzenia. W połowie zaniechano dzieła, bo żaden logiczny słownik nie może powstawać przez całe stulecia. Każdy język, włoski też, ulega transformacji, wchodzą w użycie nowe słowa, niektóre znikają z języka mówionego, czasem zmienia się zakres pojęciowy słów. I wychodzi to tak, że jak się dojdzie z pisaniem tego co jest na "Z" to w międzyczasie zawartość tego co na "A" już się dawno zdąży zdezaktualizować! Zakończony na literze "O" słownik wydrukowano. Ale wszystko to co od "P" do “Z” istnieje w charakterze rękopisów, fiszek skatalogowanych w małych kasetkach i jak ktoś się uprze, to może sobie to obejrzeć (trudny jest dostęp, ale nie niemożliwy). Akademia przygotowuje z tego wersję cyfrową, więc będzie dostępniejsze!

To samo można zaobserwować również w dzisiejszych czasach. Dzisiaj najbardziej znane i popularne słowniki języka włoskiego DeAgostini i Garzanti wychodzą zaktualizowane co roku i posługują się nimi uczniowie i studenci. Na przykład słownik z roku 1958, który miał w domu mój mąż, zanim nasza córka poszła do szkoły, zawiera wyrazy które już wyszły z użytku no i oczywiście brak w nim określeń nowinek technologicznych ostatnich lat.

Aktualna działalność Akademii

Accademia della Crusca nowych słowników już nie drukuje. Zadowala się od czasu do czasu wznowieniami, ale bardziej jako ciekawostkę bibliofilską niż jako narzędzie poznawcze.

W dzisiejszych czasach Akademia zajmuje się filologią, studiami lingwistycznymi oraz badaniami nad literaturą włoską. Prowadzi szeroko zakrojoną działalność naukową i dydaktyczną. W zakres działalności dydaktycznej wchodzą właśnie takie wizyty z przewodnikiem, w jakiej ja uczestniczyłam. Lokale Akademii na codzień są niedostępne dla publiczności. Dlatego od czasu do czasu organizują takie wejścia ku krzewieniu kultury. Akademia ma też swoja stronę internetową http://www.accademiadellacrusca.it/it/copertina na bieżąco aktualizowaną i bardzo bogatą. Na podany tam adres mailowy można pisać, jak się ma jakiekolwiek wątpliwości w zakresie użycia wyrażeń i zwrotów z języka włoskiego. Nie ma to-tamto: Odpowiadają same najznamienitsze szychy naukowe, filologowie i badacze języka na najwyższym poziomie! Studentów italianistyki zapraszam do spróbowania. Uważam że warto.

Akademia ma archiwum. Do wglądu wyłącznie dla badaczy językoznawców. Wydaje dwa periodyki. Jeden, o ten pod niebieska książką...

...jest dla pospólstwa oczekującego wyłącznie ciekawostek i porad językowych, takich z pytaniami odpowiedziami z serii jak się co pisze i o znaczenia poszczególnych wyrazów, a drugi już dla naukowców, na bardzo wysokim poziomie, tematy wyłącznie z zakresu językoznawstwa.

Instytucja co prawda odczepiła się od wydawania nowych słowników, ale inne publikacje naukowe to owszem, wydaje. Ta na przykład książka traktuje o współczesnym języku/dialekcie toskański z Florencji i okolic.

Na bardzo treściwej i bogatej stronie internetowej Akademii można znaleźć wszystko co dotyczy budynku siedziby, Akademii jako takiej, działalności dydaktycznej i naukowej prowadzonej przez Akademię oraz mnóstwo zagadnień z zakresu językoznawstwa. Kto się uczy języka włoskiego, albo studiuje italianistykę może się  śmiało zwrócić z zapytaniem w formie maila na każdy temat dotyczący jakichkolwiek wątpliwości językowych. Kto chętny I zainteresowany to służę dodatkowymi informacjami.