POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

CZERWONE SYCYLIJSKIE POMARAŃCZE

Gdzie jest uprawiana czerwona sycylijska pomarańcza?

Objęta ochroną zastrzeżona nazwa towarowa „Czerwona Pomarańcza z Sycylii”  (Arancia Rossa di Sicilia) obejmuje trzy odmiany tego owocu: Tarocco, Moro i Sanguinello.  Zaszczytną nazwę mogą otrzymać wszystkie rośliny tej odmiany i ich odpowiednie owoce rosnące i dojrzewające na terenach wschodniej Sycylii, i tylko tam, ponieważ to właśnie tam tak warunki klimatyczne jak i charakterystyka terenu uznane zostały za najdogodniejsze dla tego typu upraw. I tak w okolicach Katanii na terenach przyległych do miejscowości: Adrano, Belpasso, Biancavilla, Caltagirone, Castelnuovo di Judica, Grammichele, Licodia Eubea, Militello di Val di Catania, Mineo, Misterbianco, Motta Sant’Anastasia, Palagonia, Paterno’, Ramacca, Santa Maria di Licodia i Scordia.

Natomiast w okolicach Syrakuzy są to  tereny przyległe do takich miejscowości jak: Lentini, Francofonte, Carlentini, Melilli, Augusta.

Większość tych miejscowości widziałam osobiście, jeździłam tam tak środkami komunikacji publicznej jak i prywatnymi samochodami plantatorów pomarańczy.

http://ewamariapacini.it/pl/blog/gaje-pomaraczowe-niziny-katanii.html

I zapewniam, że są to widoki odbierając wszelkie zdrowe zmysły.  Bo co innego oglądać skrzynkę jakichkolwiek pomarańczy w osiedlowym supermarkecie...

...a co innego móc oglądać jeszcze wiszące na drzewach, lub co więcej - samemu osobiście urwać z drzewa i zjeść na miejscu...

A sad cytrusowy ciągnie się aż po horyzont ograniczony wyłącznie najwyższym czynnym wulkanem Europy...

Antocjany zawarte w pomarańczach

Do niedawna wszyscy prawie bez wyjątku wiedzieli tylko o tym, że cytrusy, w tym pomarańcze, zawierają witaminę C. Dokładniejsze zaś badania z ostatnich lat wykazały, że poza witaminą C pomarańcze mają w sobie jeszcze mnóstwo innych dziwnych substancji, które mogą dobroczynnie wpłynąć na nasz organizm.

Właśnie wśród nich znajdują się antocjany. To takie głupie w brzmieniu słowo jest pochodzenia greckiego i składa się z dwóch członów: anthos – kwiat i kyaneos – granat (taki kolor, a nie narzędzie mordu zbiorowego). Są to pigmenty naturalne, rozpuszczalne we wodzie i znajdują się w warzywach, kwiatach, owocach, a także w jesiennych liściach! A czerwonym pomarańczkom sycylijskim nadają ten specyficzny,  niepowtrzalny kolor, czasami dochodzący prawie aż do czerni.

Już się nieraz tu przyznawałam, że chemik ze mnie żaden, ale wygrzebałam w internecie, że odcień ciemniejszy lub jaśniejszy tych antocjanów uzależniony jest między innymi od odczynu pH środowiska w którym się akurat znajdują i od wiązania się soli z metalami ciężkimi obecnymi w tkankach tych roślin. Ale o tym trochę dogłębniej za chwilę.

Co do liści zaś, to każdy widział młode liście róż na przykład. Są one brunatno fioletowe. Tu akurat mam zdjęcie młodych listków cytryny, tak, żeby zostać w tematyce cytrusów...

Właśnie antocjany sprawiają, że mają taki  dziwny, mało roślinny kolor. I póki roślina nie zacznie produkować chlorofilu pod wpływem światła słonecznego, to takie zostają. Ten sam proces tyle że w odwrotnym kierunku zachodzi na początku jesieni, kiedy w roślinach ustaje fotosynteza i stopniowo się zmniejsza ilość chlorofilu w liściach. (Nie wiem jak Wy, ale ja się właśnie dowiedziałam czegoś zupełnie nowego!)

 

Inne dobroczynne substancje zawarte w pomarańczach

Kolejna substancja to antyoksydanty. Co prawda w niektórych źródłach antocjany są też uważane za antyoksydanty... No ale czymś moja ignorancja chemiczna musi się objawać. Kto chce niech się czepia...

Jak by jednak nie patrzeć na zagadnienie, wszystkie antyoksydanty bardzo dzielnie walczą z wolnymi rodnikami – wrogami gładkiej i jędrnej skóry, ale nie tylko. Antyoksydanty powodują że wolniej się starzejemy oraz chronią nas przed rozmaitymi brzydkimi chorobami. Dobrze wpływają na ukrwienie oka, co powoduje mniej problemów ze wzrokiem. I nie jest to też do pogardzenia!

Pomarańczki mają w sobie też magnez, który wspomaga pracę mięśnia sercowego, układu nerwowego; potas co wspomaga układ krwionośny i utrzymuje w ryzach nasze ciśnienie, nierzadko chętne do szaleństw; oraz selen, co wzmacnia ściany wszystkich naszych komórek.

Jedna szklaneczka świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy i tyle dobrego! Z dodatkowych przyjemności wspomnieć należy o smaku – niezastąpiony napój do popijania w czasie śniadania czy przerwy w pracy; oraz o energii potrzebnej do nauki oraz przy aktywności fizycznej. Skórka zawiera peptynę. Tę samą, którą wytwrzamy kiedy jesteśmy najedzeni i zaczynamy trawić.  Kto zna jakiś sposób poza karmelizowaniem, żeby to jakoś spożyć bez konsekwencji w postaci nadmiernego porostu tyłka???

 

Kolor pomarańczy

Tu też mają dużo do powiedzenia wyżej wspomniane antocjany. Mniej lub bardziej intensywne wybarwienie skórki pomarańczy jest uzależnione od wielu czynników. Tak wielu, że ciężko jest ustabilizować podaż odpowiednio wybarwionych pomarańczek na rynku. Genetycy się za to wzięli, męczą się z tym już od jakiegoś czasu, a i tak efekty są mniej niż średnie... Przeprowadzono na przykład badania porównawcze rozmaitych genów, wiecie, te takie, co ich wykresy wyglądają jak kod kreskowy w pionie. I w pomarańczy udało się wyodrębnić gen regulujący stopień wybarwienia. Nazwano go Ruby. I teraz w pomarańczy „pomarańczowej” jak i w tej czerwonej ten gen jest identyczny tak pod względem struktury jak i sekwencji.

I teraz uwaga, bo będzie grubo: podstawową różnicę natomiast wyodrębniono w zakresie wyłącznie genotypów napigmentowanych, w których odkryto zupełnie przyzwoitą dawkę czegoś, co się nazywa retrotraspozon aktywny, określony na potrzeby badań kodem 3’LTR, a którego obecność jest niezbędna, żeby gen Ruby w ogóle się uaktywnił.

Nie chcę być świnia i obrzucać Was czymś, co być może nie leży w zakresie mojego wykształcenia i narażać się na taką, co się wozi ze zwrotami nakukowymi, których znaczenia nie zna, dlatego sprawdziłam we włoskiej Wikipedii (polska mi nie dała żadnego wyniku!) i się dowiedziałam, że są to fragmenty DNA (co to jest DNA to są wiadomości z podstawówki i nie będę ich omawiać!) które się samoczynnie wbijają w odpowiednich miejscach na zmianę z RNA (też wiedza podstawówkowa!) by potem móc się powielać w odpowiednich konfiguacjach i pozycjach wewnątrz genomu.

Uff, to przez najtrudniejsze się przebiłam.

Tłumacząc to na trochę bardziej ludzki język, można stwierdzić, że gen o nazwie Ruby i odpowiednia sekwencja są odpowiedzialne za obecność lub brak pigmentacji antocjanowej, natomiast ilość pigmentu widocznego w poszczególnych owocach zależy od mechanizmów genetycznych i epigenetycznych (to też sprawdziłam: to taki mechanizm, co jest związanyz dziedziczeniem pozagenowym – kto chce niech sobie dalej sam to zgłębi, ja się czuję wyzuta umysłowo po wyżej opisanych rewelacjach z zakresu genetyki!) jeszcze nie do końca zbadanych, a razem z warunkami klimatycznymi przyczyniającymi się do różnorodności i stopnia wybarwienia owocu, tak w obrębie miąższu jak i skórki. Jak mnie jakiś ekspert od genetyki pomarańczy czyta, to może wyłapać i poprawić błędy. 

A jak to wygląda w praktyce?

Jak na prawdziwą Polkę przystało, znam się na dojrzewaniu jabłek dużo bardziej, niż na dojrzewaniu pomarańczy. Albo przynajmniej do niedawna tak było. I dla mnie normalne było, że dojrzewający owoc się zaczerwienia, kiedy jest wystawiony na ciepełko i bezpośrednie światło słoneczne. Każdy widział jabłko mniej lub bardziej zaczerwienione z jednej strony.

No właśnie. Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy plantatorzy pomarańczy, tych właśnie czerwonych, mi powiedzieli, że dojrzewanie pomarańczek, ich smak i wybarwienie jest zależne od dużej różnicy temperatur na przestrzeni doby. Dobra, dojrzała, ładnie wybarwiona pomarańczka to taka, która dojrzewała przy stosunkowo wysokich temperaturach za dnia i niskich temperaturach nocy. Mowa tu o temperaturach rzędu zera stopni do -4 czy -6 nocą. I teraz kolejna rewelacja i całkowite zaskoczenie: to ciemniejsze, czerwone wybarwienie pojawia się na pomarańczce nie od strony słoneczka, a od strony gdzie miała zimniej!

Czerwone sycylijskie pomarańcze można zamawiać bezpośrednio u plantatorów. Chętnie podam namiary. Do mnie na przykład docierają w środę owoce zebrane w niedzielę po południu lub w poniedziałek rano. Już bardziej świeże się nie da... Ale o tym kiedy indziej!

 

Artykuł opracowany we współpracy z  Az. Agr. Alfio Bellardita, Az. Agr. Le Arance di Donato, Az. Agr. Rocco Cannizzaro oraz na podst.:

http://www.lescienze.it/lanci/2012/03/13/news/progetto_athena_svelato_il_segreto_delle_arance_rosse-904102/

comments powered by Disqus