POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

FORTE DEI MARMI

Forte dei Marmi leży nad samym morzem, jak na typowo wypoczynkową miejscowość przystało. Zimują tu wyłącznie stali mieszkańczy, których jest stosunkowo mało...
Miałam zostawić taką nieokreśloną liczbę mieszkańców, bo co to za różnica w końcu, ilu ludzi tam jest zameldowanych na stałe, ale z ciekawości i dla wiarygodności tekstu zajrzałam do Wikipedii. No i się zdziwiłam. Bo na dzień 13 kwietnia 2013 roku liczba mieszkańców wynosiłą AŻ 7.063 sztuki. Trochę mi się to niewiarygodne wydaje, ale to chyba ze względu na fakt, że bywałam tam wyłącznie w sezonie, kiedy nie ma gdzie nogi postawić, tak roi się od turystów i plażowiczów.
No właśnie, bo Forte dei Marmi to miejscowość wybitnie wypoczynkowa. I to na dodatek wszechstronnie. Główną atrakcją miejscowości owszem, jest morze i fajna plaża ze złotym piaskiem, ale jak się odwrócić tyłem do morza to można sobie obejrzeć taki widoczek:



Te wygarbienia terenu potocznie zwane górami to mają po dwa tysiące metrów... Wysokość dla mnie zabójcza. Małą dygresyjkę wtrącę. Swego czasu, jak byłam świeżo upieczoną żoną, to mój małżon postanowił zaaplikować mi rozryweczkę i zawiózł mnie do Forte dei Marmi, na miłe nadmorskie plażowanie. Wspominałam już, że to mój ulubiony letni sport, leżaczek nad morską tonią, lekka bryza, szum fal i te sprawy...
Żyć nie umierać! Małżon doskonale wpasował się z przyjemnochą dla mnie! No ale żeby nie było zbyt nudno, to postanowił urozmaicić dzienną porcję rozrywek i zaraz, natychmiast po leżaczkowaniu zabrał mnie w góry, do kopalni marmuru, tego białego, kararyjskiego, skąd Michał Anioł brał materiał do swoich arcydzieł.
No i prawie mnie zamordował tymi górami! Małżon, nie Michał Anioł. Od zera nad poziomem morza do prawie dwóch tysięcy metrów w niecałą godzinkę! Sami spóbujcie, to się przekonacie, czym to grozi! Myślałam, że zejdę z tego świata! Od tamtej pory utwierdziłam się przekonaniu, że nie lubię gór. Nigdy nie lubiłam, ale nie wiedziałam dlaczego... No, to się dowiedziałam!
A wracając do tematu zasadniczego: Forte dei Marmi wzięło swą nazwę od małego fortu, wzmocnienia zbudowanego w roku 1788 na życzenie ówczesnego władcy Wielkiego Księstwa Toskanii, Pietro Leopoldo di Lorena, w centralnej części miasta, w celu obrony terenów nabrzeżnych oraz od marmurów które właśnie z pobliskich gór (tych, których nie lubię!) Alp Apuańskich były transportowane do portu, żeby dalej drogą morską mogły dostać się do różnych miejsc przeznaczenia, czasami i nawet bardzo odległych.
Kopalnię marmurów można zwiedzać. I kiedy ja to oglądałam, to była to wielka wyrwa w bielusieńkiej skale. Jak dokładniej się przyjrzycie pierwszej focie u góry, to widać tam takie białe łaty. To nie jest śnieg leżący na skałach, a właśnie sama skała. Zasadniczego procesu wydobywania marmuru, odbierania go górom nie można oglądać, ponieważ prace te opierają się głównie na użyciu materiałów wybuchowych, oprócz kilofa i łopaty. 
Na nadmorskiej promenadzie rosną sobie takie palmy i kwiatuszki: