POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

GENUEŃSKI SOS BAZYLIOWY

 

Genueński sos bazyliowy

Kolejny smakołyk włoski. Przyznam się, że do tego smakołyku musiałam się najdłużej przekonywać. Jest to bowiem coś szalenie oryginalnego i osobie o konserwatywnych poglądach gastronomicznych, takiej jak ja ciężko się było dać nakłonić by spożyć zieloną masę, którą polany został makaron. Nieodparcie bowiem nasuwało skojarzenia ze szpinakową paciają, serwowaną niegdyś w Polsce jako źródło żelaza...

No ale głupoty na bok. Tu rozprawa będzie o włoskim sosie pesto. I jego szczególnej genueńskiej odmianie.

Pesto od czasownika „pestare” – czyli pobić, podeptać, stłuc. I tak też są traktowane delikatne listki bazylii...

Jedyne prawdziwe zielone pesto to pesto genovese czyli genueński sos  bazyliowy.  Bywa, że takie rzeczy są sprzedawane w słoiczkach pod tytułem „pesto alla genovese”. Malutkie słówko „alla” robi różnicę, bo zawartość takiego słoiczka może być czymś zupełnie innym niż omawiany smakołyk. Może być zanieczyszczona rozmaitymi dziwnymi składnikami nie mającymi wiele wspólnego z prawdziwym zielonym pesto.

Składniki na pesto genovese

Prawdziwe zielone pesto bowiem ma się składać z siedmiu składników: bazylii genueńskiej DOP, oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia (na zimno!) najlepiej z oliwek z wybrzeża liguryjskiego, parmezanu Reggiano (obocznie może też występować  z parmezanem Grana Padano), białym owczym serem  z Sardynii (temu akurat czasem odpuszczają), orzeszkami  pinii (czasem zamiennie z orzechami włoskimi), ząbkiem czosnku oraz odrobiny soli.

Przepis na pesto genovese

Jak wiadomo Włosi mają ciężkiego hyzia na punkcie jedzenia i szacunku do kuchni, więc i z pestem nie mogło być inaczej. Istnieje na pesto genovese oficjalny przepis, który ja pozwoliłam sobie lekko zmodyfikować - oczywiście w ramach nieprzekraczalnych granic – czyli odpuszczając sobie serek owczy i zamieniając orzeszki pinii na orzechy włoskie.

Przygotowanie pesto genovese

A co tak naprawdę mnie skłoniło do przygotowania pesto? Prozaiczna sprawa. Troska o roślinki! Wyjeżdżałam z domu na 3 tygodnie i nie miałam sumienia zostawiać na balkonie dobrze wyrośniętych roślieki bazylii. Wiedziałam, że nikt mi tego nie popodlewa tak jak należy i pozdychają biedactwa. Wobec takiego stanu rzeczy pościnałam wszystko w pień i jedną część zamroziłam, a z drugiej części zrobiłam pesto domowym sposobem.

Potrzebne będą zatem: bazylia o drobnych listkach.

 

Najfajniej jest taka osobiście wyhodowana od nasionka ale sklepowa też może być. Świeżutka i jędrna. Przepis podaje 50 gram.

Oliwa z oliwek.

Pół szkanki. Jak już wyżej napisałam najlepiej z riwiery liguryjskiej. 6 łyżek utartego parmezanu i 2 łyżki utartego białego sera owczego z Sardynii. Jak nie mamy sera owczego to dać 8 łyżek samego parmezanu.

2 ząbki czosnku. Na szczęście tu nie ma żadnych obostrzeń jakiego typu czosnek użyć. Najlepiej oczywiście świeży.

1 łyżkę orzeszków pinii lub łyżkę pokrojonych orzechów.

Oryginalny przepis podaje odmianę Juglans regia, ale nie jest pod tym względem bardzo rygorystyczny, zastrzega tylko by w razie braku akurat tej odmiany dać orzechy pochodzenia europejskiego.

Szczyptę soli. Proponuję jednakże dodać tę sól na samym końcu ponieważ czasem parmezan  potrafi być bardzo słony i wtedy należy dopasować ilość soli do własnych upodoba smakowych.

Dzieła należy dokonać w takim czymś.

Włosi najczęściej używają moździeży marmurowych (takich jaki ja mam) lub z drewna oliwnego. Składniki dodawać po odrobinie i ubijać to dosyć długo i starannie tak by w końcowym efekcie otrzymać  o taką masę.

Makaron w ulubionej formie ugotować „al dente” . Dopilnować porządnego odlania makaronu z wody po ugotowaniu a następnie wymieszać makaron z sosem pesto.

Życzę smacznego!

Po kolejne przepisy zapraszam na inne artykuły na moim blogu, lub na w przyszłości dodane nowe!

A jak spróbujecie wykonać, to podzielcie się fotami efektów! Ciekawa jestem jak Wam wyjdzie!

 

 

 

 

 

comments powered by Disqus