POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

INSTRUMENTY ASTRONOMICZNE I ZEGARY SŁONECZNE WE FLORENCJI

 

Zima w natarciu

Szczerze, dogłębnie i z całego serca nienawidzę zimy. Co prawda Włosi w to nie wierzą i uważają, że skoro przybyłam do nich „z dalekiej północy” to powinnam być w jakiś sposób przyzwyczajona do zimy, ją lubić i uważać za coś normalnego. Nie. I jeszcze po stokroć: nie! Nie znoszę zimy, nie cierpię żadnych sportów zimowych, oglądanie górskich krajobrazów ze śniegiem w roli głównej przyprawia mnie o dreszcze nawet w porze największych upałów! I nie jestem w żaden sposób przyzwyczajona do zimna, chłodu i wszelkiego rodzaju niskich temperatur, czyli takich, które schodzą poniżej 26 stopni Celsjusza! Jestem zakamieniałym zmarzluchem i ciepełko jest mi do życia niezbędne jak powietrze! Dość powiedzieć, że dzisiaj rozpoczyna się kalendarzowa zima, a ja już mam chłodnych dni powyżej dziurek w nosie!

Moje zimowe atrakcje

I dlatego też aby przeżyć niedogodności zimowe staram sobie tę zimę jakoś uatrakcyjnić. A to pomarańczkami na Sycylii, a to wypadzikami w ciekawe miejsca, kiedy tylko pogoda dopisze, a to w końcu rozmaitymi innymi atrakcjami niwelującymi niekorzystne aspekty głupiej i ponurej pory roku! Na szczęście znam sposoby na zniwelowanie tego pesymistycznego faktu. Jednym z nich jest wiedza. Taka zwykła, szkolna, ale podana w zaskakujący i ciekawy sposób na przykładach z otaczającego mnie świata. A że mnie akurat otacza samo piękne i dane mi jest  żyć tak blisko Florencji to naprawdę dar losu i to największego kalibru! I jak przystało na Florencję ma ona w zanadrzu masę atrakcji! Do takich napewno należy fakt, że znajduje się tu najwięcej zegarów słonecznych na świecie.

 

Niespodzianki świata dookoła mnie

Czy zdarza  się Wam przechodzić milion razy obok jakiegoś miejsca a potem dziwić się widząc szczegóły, na które wcześniej nie zwracało się uwagi? Ja tak mialam na przykład z bazyliką Santa Maria Novella znajdującą się obok budynku dworca kolejowego we Florencji. Front budynku tego kościoła widziałam mnóstwo razy.

Ale obecność na nim przyrządów astronomicznych dostrzegłam dopiero dzisiaj. A ponoć zostały tam zainstalowane w XVI wieku... Nieźle.

Kim byl Egnatio Danti?

Autorem niecodziennych nakościelnych instalacji jest pan co się nazywał Egnatio Danti. Niezbyt znana postać  historyczna. Może szkoda, bo w roku 1582 facet uczestniczył w pracach nad zreformowaniem kalendarza. W tamtych czasach żeby się czegokolwiek sensownego nauczyć i dowiedzieć to najlepiej  było  wstąpić do stanu duchownego. Tylko księża i zakonnicy mieli dostęp do wiedzy. Motłoch gnił w ignorancji.

Facet według ówczesnej terminologii był kosmografem, czyli takim kimś co się zajmuje i sprawami ziemskim i niebem.

Urodził się w Perugii w rodzinie architekta hobbystycznie budującego rozmaite przyrządy i narzędzia, dzięki czemu młody Egnatio mógł rozwijać swoje zainteresowania i samemu od czasu do czasu coś tam popełnić. Na studiach bardzo mu się to przydało jako dodatek do wrodzonych zdolności.  Zdolnego, a później znanego w szerszych kręgach studenta wyłowił Cosimo Pierwszy Medycejski. Tego pana już przedstawiałam.

Tak więc w 1562 roku Danti zostaje powołany na stanowisko nadwornego kosmografa na dworze wielkiego księcia Toskanii. Światły książę powołuje go do tej służby z kilku powodów. Chce by Danti narysował mu mapy ówcześnie znanego świata.  Taki Google Maps tamtych czasów.  Danti wywiązuje się bardzo dobrze z powierzonego mu zadania. I 30 z do tej pory przetrzymywanych w Palazzo Vecchio pięćdziesięciu  map jest jego autorstwa.

Więcej.  Danti poza wszystkimi swymi zaletami umysłu charakteryzował się także myśleniem całkiem współczesnym i prawie że demokratycznym. Otóż publikował on wszystkie swoje dzieła nie po łacinie jak czynili to inni “badacze” z tamtych czasów, a w pierwotnym pisanym języku włoskim tak zwanym “volgare”. Nie ma to nic wspólnego z wulgaryzmami chociaż źródłosłów jest oczywisty. Chodziło po po prostu o język którym posługiwał się prosty lud. Danti wychodził z założenia, że wiedza powinna być dostępna nie tylko wykształciuchom czyli duchownym i prawnikom, ale także innym osobom które w jakikolwiek sposób mają wpływ na życie całego społeczeństwa: handlowcom, rzemieślnikom, mecenasom sztuki… Pisał on w jednym ze swoich dzieł: “Sposób najprostszy by wyplenić ze społeczeństwa zabobony,  przesądy w które ludność bezkrytycznie wierzy, to nie stosowanie gróźb i kar, ale rozpowszechnianie wiedzy o naukach przyrodniczych i fizyce”.

Reforma kalendarza – ile trwa jeden rok?

Cosimo po stwierdzeniu że ma przy sobie naprawdę Zdolnego człowieka powierzył  mu kolejne zadanie. Tym razem wielkiemu księciu zamarzył się kalendarz. I to taki z szykanami.  Do tej pory bowiem posługiwano  się kalendarzem juliańskim, stworzonym przez Juliusza Cezara. Był on delikatnie rzecz ujmując niezbyt dokładny i pory roku rozjeżdżały mu się ze stanem faktycznym. Jeden dzień co 128 lat gdzieś przepadał, a było to 11 minut i 28 sekund w ciągu jednego roku. I dużo to i mało, ale powodowało obsuwę aż o 10 dni już w czasach kiedy żyli i Cosimo i Danti. Cosimo wymyślił sobie by Danti, obstukany w astronomii, policzył mu dokładnie ile wynosi rzeczywista długość roku. Dzisiaj wiemy, że jest wyzwanie z serii “mission impossible” bo jest to jakaś liczba nieskończona z jakąś nieprzyzwoitą ilością cyfr po przecinku. Ale wtedy o tym nie wiedziano i Danti podjął się karkołomnego zadania. Po ilości i różnorodności zegarów słonecznych obecnych w samej tylko Florencji można by przypuszczać, że ówcześni chcieli sobie popatrzyć, która jest godzina… Ale nie – to łamigłówka, ile właściwie trwa rok i kiedy dokładnie wypada równonoc wiosenna i jesienna była celem tych wszystkich działań. Komu na takich obliczeniach zależało? No księciu Cosimo napewno, ale przede wszystkim kościołowi jako instytucji. A to dlatego by móc bezproblemowo wyznaczać na kiedy przypadają kolejne święta Wielkiej Nocy. Jak powszechnie wiadomo (lub powinno być wiadome) okres, na który przypadają kolejne święta wielkanocne jest ściśle powiązany ze zjawiskami astronomicznymi. Święto powinno przypadać zaraz po równonocy wiosennej, w pierwszą pełnię księżyca i zaraz kolejną po tym niedzielę. Zawiłe to, wiem. Wielkanoc to święto ruchome mogące być tak 22go marca jak i 25go kwietnia! A ze względu na niedokładny kalendarz juliański było z tym trochę zadymy. Stąd pilna potrzeba konkretnych i precyzyjnych wyliczeń. Dzięki zaś Dantiemu i jego mozolnej pracy teraz kalendarz którym się posługujemy traci jeden dzień co trzy tysiące lat. No,odzyskać ten jeden dzień to już nie nasze zmartwienie!

 

Sfera armiralna

Danti zabrał się do roboty. Bazylika Santa Maria Novella jest usytuowana frontową ścianą prawie idealnie na południe – mogła więc ta ściana posłużyć za bazę do montażu prostych w swej konstrukcji, ale jakże dokładnych na owe czasy instrumentów pomiarowych. I tak oto instrument co się nazywa Armilla.

Słowo pochodzi z łaciny  (a jakże by inaczej!) i oznacza naramiennik.  Ze względu na swoją okrągłą formę, do złudzenia przypominającą prawdziwy naramiennik jaki nosili gladiatorzy podczas swoich walk. Pogrzebałam w czeluściach Wikipedii i się dowiedzialm, że czymś podobnym posługiwał się Kopernik i że po polsku nazywa się to sfera armiralna. Instrument składa się z dwóch metalowych kół. Koło usytuowane pionowo ma odzwierciedlać położenie południka, wyznaczając kierunek północ- południe. Natomiast kółko poziome jest zainstalowane ukośnie - tak by było równolegle do równika ziemskiego. A ukośnie bo wiadomo, że oś obrotu Ziemi jest nachylona względem Słońca o ileś tam stopni. I owo ukośne kółko ma na sobie kilka cech charakterystycznych. Na samym dole ma wyryte liczby oznaczające stopnie kątowe. Nieco dalej ma wyżłobioną szczelinę przez którą ma padać promień słońca i na części przeciwległej się odbić plamką światła, ułatwiając pomiary. Po przeciwnej zaś stronie jest wykryte imię i nazwisko twórcy i data. Egnatio Danti 1573. Jak widać określenie równonocy to nie byle jakie zadanie. Promień słońca idealnie przechodził przez szparkę, świetlista plamka odznacza się na cieniu rzucanym przez koło, które akurat w tym dniu o tej konkretnej porze rzucało na ścianę bazyliki cień w postaci idealnego paska. Spowodowane to było położeniem słońca na niebie akurat na tej wysokości nad horyzontem w tej konkrernej chwili.  Uff! Strasznie to skomplikowane. Ale dopóki nikt mi nie operuje liczbami, matematyką i wymyślnymi obliczeniami, to moja wyobraźnia daje radę. Pod armillą na dwóch marmurowych tablicach- na zdjęciu tego nie widać, ale zapewniam, że jest – widnieją napisy. Na lewej lizusowska dedykacja od kosmografa dla księcia –„drugiemu Juliuszowi Cezarowi ojcu kalendarza” i tak dalej w te klocki, a na prawej napisy na temat równonocy wiosennej na rok 1573.

Jak widać w czuj roboty dla pomiarów, które dzisiejszej elektronice zajmują kilka sekund.

Obserwatorium astronomiczne wewnątrz kościoła

I nie koniec na tym. Danti wykonuje jeszcze dwa otwory w ścianie frontowej w dwoch różnych miejscach. Jeden przy zwieńczeniu ściany prawie u samego szczytu a drugi w witrażowej rozecie. O tym za chwilę.

Astronomiczne południe

Taki film jest, już dosyć stary. Nazywa się “W samo południe”. A kiedy to dokładnie jest? Południe słoneczne takie rzetelne, astronomiczne na różnych długościach geograficznych wypada kiedy indziej. Dla ułatwienia ludzie sobie podzielili całą kulę ziemską na strefy czasowe. Ale wiadomo, że słońce wcześniej wzejdzie w Białymstoku niż w Szczecinie. Tak to działa w obrębie jednej strefy czasowej. Zegary słoneczne pokazują godzinę prawdziwą, a nie tę uśrednioną umowami międzynarodowymi. I jak na zegarku mamy 12.00 w południe to we Florencji w zegary słoneczne pokazują 11.45.

Analemma

Drugim czynnikiem powodującym, że na zegarze słonecznym widzimy co innego niż na naszych zegarach jest zjawisko, co się nazywa analemma. Słońce w zenicie na danej szerokosci geograficznej nigdy nie znajduje się w tym samym punkcie przez cały rok. I nie chodzi tu wyłącznie o jego położenie nad horyzontem uwarunkowane porami roku. Gdyby ustawić w jednym miejscu aparat fotograficzny i co kilka dni strzelać fotkę cały czas na tej samej kliszy, to ślad światła słonecznego pozostawi po sobie coś na kształt cyfry 8. Poszukajcie sobie na googlu. Wejdźcie od razu w obrazki, to wszystko stanie się jasne, bo opisywanie tego to istna męka.

Jak mne przypadkiem czyta jakiś astronom i stwierdzi źe nasadzilam strasznych dyrdymałów, to niech mnie poprawi. Chętnie głębiej poznam tak istotę opisywanych zjawisk jak i ich dokładne nazewnictwo.

Zegary słoneczne, określanie czasu i nazwy dni tygodnia

Okazuje się, że zegary słoneczne potrafią być różne. Tak samo, jak różne są sposoby na liczenie czasu w ciągu dnia. To była dla mnie największa niespodzianka! No bo w końcu zegar słoneczny to zegar słoneczny. Co tu niby wydziwiać??? Kij zatknięty w ziemię albo w mur, a dookoła odpowiednio poszatkowana płaszczyzna do odczytu. A jednak nie...

Danti montuje więc wszystkie te zegary na frontowej ścianie bazyliki.

I teraz tak: pierwszy z nich służył do określania pozycji słońca na niebosklonie w każdym dniu roku, czyli do określania stopnia nachylenia osi Ziemi względem Słońca. Podwaliny tej wiedzy wyłożył Ptolemeusz w II wieku naszej ery w swoim dziele “Almagest” (Matematike syntaxis – dzieło matematyczno astronomiczne, w którym opisywał swoją teorię geocentryczną).

Drugi zegar pokazuje godziny od zachodu słońca i są to tak zwane “italiki”. Dlatego tak się nazywają, że najczęściej były używane właśnie we Włoszech, od czasów Dantego Alighieri do czasów Napoleona Bonaparte, kiedy to cesarz francuski “przekonal” Włochów do liczenia godzin tak, jak to się robi po dziś dzień. Uprzednio liczyli oni godziny od zachodu słońca i było to ułatwienie dla tych co pracowali w polu. Fajne i użyteczne.  Wiadomo bowiem, że długość dnia jest różna o różnych porach roku i jeśli taki zegar wskazywał na przykład godzinę nr 22 to wiadomo było że za dwie godziny zapadnie zmrok i warto kończyć już pracę, żeby potem nie trzeba było  po ciemku  do domu wracać.

Trzeci zegar pokazuje godziny tym razem od wschodu słońca. Taki zegar używano od czasów starożytnej Babilonii.

Czwarty pokazuje godziny astronomiczne. Tego z kolei używali astronomowie by mieć pewność, od kiedy dokładnie rozpoczynał się każdy kolejny dzień. Oni z kolei liczyli początek od południa słonecznego czyli od naszej mniej wiecej dwunastej. Jest to jeden z najprecyzyjniejszych zegarow słonecznych, gdyż najłatwiej jest określić kiedy słońce znajduje się najwyżej na niebie.

Piąty zegar pokazuje godziny tak zwane “zagórskie” czyli narodów z terenów poza Alpami:Niemców i Francuzów.  Sposób używany po dziś dzień.

Szósty pokazuje godziny związane z ruchem planet oraz godziny tak zwane “tymczasowe” bądź “nierówne”. Też ciekawostka, bo były to godziny, które miały po 60 minut tylko w dni równonocy tak jesiennej jak i wiosennej. Zimą miały po czterdzieści kilka minut, a latem ponad 70.  W dużym uproszczeniu i skrócie można powiedzieć, że podział czasu planetowego miał związek z terminologią horoskopu. Wierzono bowiem, że na kazdą pierwszą godzinę poszczególnych dni miała wpływ inna planeta. Znano siedem planet i popodpinano je do kolejnych dni tygodnia. I tak na przykład pierwsza godzina niedzieli upływała pod znakiem Słońca.  Nie zgłupiałam doszczętnie, wiem, że Słońce to nie planeta, ale oni kiedyś nie wiedzieli. To dzięki temu mamy tydzień podzielony na 7 dni, związany z siedmioma planetami. Również nazewnictwo dni tygodnia po włosku stąd pochodzi.

I w ten sposób:

-  poniedziałek lunedì to dzień Księżyca – Lunae dies po łacinie;

- wtorek martedì to dzień Marsa – Martis dies;

- środa mercoledì to dzeń Merkurego – Mercuri dies:

- czwartek giovedì to dzień Jowisza – Iovis dies;

- piątek venerdì to dzień Wenus – Veneris dies;

- sobota sabato to z początku był dzień Saturna – Saturni dies (coś z prototypu odnajdziemy w dzisiejszym  języku angielskim gdzie sobota to Saturday, podczas gdy nasza sobota i włoskie sabato pochodzą bodajże od szabasu żydowskiego)

- niedziela Domenica – dzień Pana, z łaciny Dominis dies. Ta nazwa została wporowdzona przez cesarza Konstantyna, tego co się jako pierwszy oficjalnie przerzucił na chrześcijaństwo i zastąpił poprzedni, pogański dzień Słońca Solis dies. Anglicy i Niemcy najwyraźniej maja dużo większe ciągotki pogańskie, bo Sunday i Sonntag o czymś świadczy!

Te godziny i dnie związane z znakami zodiaku służyły rozmaitymi przesądom, zabobonom i przepowiedniom, czy akurat dzisiaj jest dobry dzień do zrobienia czegoś, czy może bezpieczniej jest sobie odpuścić!

Siódmy i ostatni już zegar, to tak zwany “kanoniczny”. Jak się łatwo domyślić wymyślony przez duchownych, którzy tak sobie podzielili dzień, żeby wiedzieć kiedy wypada czas na poszczególne modlitwy. Ściśle powiązane z ewangelicznym podziałem  godzin, opisującym  dzień męki pańskiej. I tak o północy Chrystus się modlił w ogrodzie Oliwnym, pojmany został o trzeciej godzinie, doprowadzony przed oblicze Piłata o pierwszej, skazany o trzeciej, ukrzyzowany o szóstej, o dziewiątej wydał ostatnie tchnienie… I tak dalej…

Początek zimy astronomicznej 

No to teraz, już na sam koniec, przejdę do zasadniczego punktu programu, czyli do początku zimy astronomicznej. Wewnątrz bazyliki wykonany został południk biegnący przez zdecydowaną większość długości nawy kościelnej. Miał to zrobić Danti w odpowiednim momencie, ale nie zrobił bo jego opiekun, książę Cosimo zmarł, a syn księcia takie tematy miał w głębokim poważaniu, panowie się pokłócili i Danti został “relegowany” do Bolonii gdzie takie coś wykonał w kościele pod wezwaniem świętego Petroniusza.

Promień światła przechodzący przez dziurę w witrażu wykonaną przez Dantiego pada na posadzkę nawy kościelnej ...

To co widać tu na zdjęciu zrobiono całkiem niedawno. Kółko że słoneczkiem określa miejsce na które w południe  pada plama światła z promienia słonecznego podczas przesilenia letniego.

 

Nie tylko ja czekałam na zobaczenie czym się objawia początek zimy.

Uwaga nadchodzi...

Na drugim końcu linii znajdziemy narysowane elipsę w którą o tak się wpasowała plama światła rzucana przez słońce dzisiaj, to jest 21 grudnia.

Zima przyłapana in flagranti.

Uff… No, to poczułam się prawie jak SciFun tłumacząc wam te wszystkie zawiłości astronomiczne, ale jak już wspomniałam ja je uwielbiam i jako rozproszenie ponurych myśli na długie zimowe wieczory nadają się doskonale!

Życzę wszystkim krótkiej zimy!

 

 

comments powered by Disqus