POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

JAK PORUSZAĆ SIĘ PO SYCYLII ŚRODKAMI KOMUNIKACJI MASOWEJ

Temat wdzęczny i bardzo egzotyczny. Bo można o tym w nieskończoność. A dzięki osobistym doświadczniom,  rozmowom tak z osobami wydawałoby się całkowicie postronnymi, jak wałaściciele hoteli i b and b z którymi miałam kontakt, pasażerami na przystanku,  jak i z samymi kierowcami, nabyłam wystarczającą wiedzę, żeby teraz móc się z Wami, moimi klientami/czytelnikami, podzielić co atrakcyjniejszymi informacjami. Przyznam, że bałam się, czy do takiego oryginalnego tematu znajdę w swojej już ogromnej kolekcji fot z Sycylii, jakieś zdjęcia przedstawiające właśnie tematykę środków komunikacji masowej, a tu proszę niespodzianka. Znalazłam! I to całkiem sporo i zupełnie nieźle obrazujących poruszane w artykule zagadnienia. Oczywiście że nie cały ten śmietnik tu przedstawię, a te co bardziej pasujące do tematu. No to do rzeczy!

Nie bardzo też wiem jak potraktować tak obszerny temat, więc może podzielę go na hasła wywoławcze. Powiedziałabym, że zacząć chyba należy od najważniejszego i największego:

Rozkład jazdy. Nieistniejący.



Gdzieś tu w jakimś poście pisałam już, że na przystankach nie istnieją rozpiski czasowe,  z jaką regularnością jeżdżą autobusy komunikacji miejskiej. Piszę to na bazie komunikacji miejskiej w Katanii, ale wszędzie gdzie byłam na Sycylii to spotkałam mniej więcej to samo. Jak dobrze pójdzie, to na przystanku bywa zamieszczona informacja związana z trasą danego autobusu. Przy czym należy zwrócić uwagę, że na ogół spisane są wszystkie przystanki (albo charakterystyczne miejsca, w których  autobus się zatrzymuje lub przez które przejeżdża) tak „w tę” jak i „z powrotem”. I że w ten sposób poszczególne nazwy się mogą znaleźć tam dwukrotnie  w odpowiedniej kolejności.

No właśnie. Powyżej od razu fotka ukazująca to, o czym wspomniałam. Pod dużą tablicą przystanku jest przyczepiona mała tabliczka i po powiększeniu foty widać wyraźnie trzy kolumny  na trzy linie autobusowe akurat tędy przejeżdżające i zapewniam, że nie było tu nawet wzmianki o jakiejkolwiek godzinie przejazdu któregokolwiek autobusu....rozkład jazdy czasowy to marzenie ściętej głowy. Nigdzie takiego nie znalazłam. Nigdzie. Na żadnym przystanku. Czyli wszelkie wycieczki po mieście  należy sobie planować z dużym zapasem czasowym na oczekiwanie na autobus. Na ogół, z tego co zdążyłam zaobserwować, to autobusy stricte miejskie, co nie wyjeżdżają poza granice miasta to jeżdżą z częstotliwośćią co 15-20 minut. Co w końcu nie jest takie tragiczne. Natomiast jeśli chodzi o autobusy,  co  już przekraczają granice miasta zabawa wygląda zupełnie inaczej. Tu już raz spotkałam rozkład jazdy, nawet sfotografowałam ewenement....   




....i jak widać na załączonej fotce odpalają z częstotliwościa co godzina. Akurat tę linię na trasie Katania  - Aci Trezza obsługują dwa autobusy. Jeden odpala z Katanii i w tym samym czasie drugi odpala z Aci Trezza.

Jazda trwa ok 40-45 minut, a pozostałe 15 minut autobus spędza na przystanku końcowym.  Kierowca w tym czasie gada z kolegami (jeśli to w Katanii) i pali papierosa. Lub tylko pali papierosa jeśli jest to na przystanku końcowym w Aci Trezza, gdzie sobie siedzi sam na ławeczce, o ile nie znajdzie nikogo do pogadania. Wniosek: nie dostosowywać się do przejazdów autobusami.

Ja opracowałam sobie swój prywatny sytem użytkowania autobusów w celu zwiedzania Katanii. Po prostu wsiadać w to, co akurat podjeżdża na przystanek i zdać się na całkowitą łaskę losu, dokąd i kiedy mnie podwiezie. Ma to sówj urok.

A, i żeby było jasne: na stronie internetowej przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej w Katanii są rozpiski czasowe, ale tylko te z przystanku tego głównego z którego autobus odpala. Przyznam się, że odbywa się to w miarę punktualnie, chociaż poślizgi z powodu dokańczania kawy/rozmowy z innymi kierowcami/papierosa przez kierowcę się zdarzają i nie są powodem do wielkich awantur. Pasażerowie grzecznie czekają, bo sami pewnie też, o ile pracują,  to stosują takie podejście do swojej pracy.




Ze strony jednej osoby, rodowitej mieszkanki Katanii, zostałam poinformowana, dlaczego nie ma na przystankach rozkładów jazdy z dokładną godziną przyjazdu autobusu.  Bo pasażerowie którzy czasami czekają i po 40 minut na autobus (a podobno takie rzeczy się zdarzają, chociaż ja nigdy nie trafiłam i nie czekałam dłużej niż te 15-20 minut) to by kierowcę zjedli na miejscu. Jestem w stanie zrozumieć  mieszkańca, który mieszka na jednym końcu miasta, a pracuje na drugim i codzień musi się z taką sytuacją użerać, ale dla mnie, jako turystki zasadnicza część miasta, taka do zwiedzania ogranicza się do centrum, nawet wliczając to dojście do dworca kolejowego. I jest to trasa do pokonania na piechotę w pół godziny do czterdziestu minut. I nawet przyjemna. Więc nie mam zamiaru się czepiać.

Numeracja autobusów miejskich w Katanii.

To jest sama poezja! Myślałam, że tylko w moim mieście jakiś pseudonaukowiec powymyślał głupią i niezorganizowaną numerację i określenia na linie autobusowe, a tu się okazuje, że AMT w Katanii przebiło moje miasto po stokroć. AMT to skrót od Miejskiego Przdsiąbiorstwa Komunikacji miasta Katanii.  I tak: linii autobusowych jest 50. Ok. Miasto nie powala ogromem i tyle linii, to uważam, że w zupełności wystarcza, tym bardziej, że nie ma żadnej innej komunikacji. No są jeszcze pociągi, ale to osobna bajka. I wracając do linni autobusowych, których jest 50, myliłby się ktoś, kto by oczekiwał numeracji od 1 do 50 i cześć. Otóż nie. Numeracja jest w większości trzycyfrowa, a dodatkowo są jeszcze linie, które mają numerację 1-4, 2-5, 4-7 na przykład. Poza tym literowe, jak na przykład linia D. Albo najfajniejsze, co widziałam  i z którego skorzystałam: linia okrężna! 431R i 431N. R się przekłada na czerwone (od rosso) a N przekłada się, na czarne (od nero).


Jeżdżą tą samą trasą po okręgu, tylko że jedna jeździ zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a druga odwrotnie. Wsiada się w tę, która podjeżdża bliżej twego punktu docelowego. Cudo!

Informacje ogólne na temat komunikacji miejskiej

Na zasadzie koniec języka za przewodnika. Na Sycylii nabiera to dodatkowego smaczku. Ponieważ kogo sie nie spytasz, zawsze otrzymasz inną informację na ten sam temat. Już nie mówię u przypadkowych ludzi, ale nawet pytanie kierowców nie zawsze przynosi pożądany efekt. I zaraz opowiem dlaczego. Otóż zawsze marzyłam o podróży przez całe miasto z jednego końca na drugi, najlepiej środkiem komunikacji miejskiej, a nigdy jakoś czasu na takie dyrdymały znaleźć nie dało rady. No i trafiło mi się w Katanii. Jeden z kierowców autobusu 429 na via Etnea mi wskazał, z którego przystanku mam ruszyć, żeby dotrzeć do Piazza Europa. No i się okazało, że autobus jakimiś niemożliwymi zygzakami dowiózł mnie na drugi koniec miasta, dokładnie po przeciwnej stronie, niż ta która mnie interesowała. Miejsce zwie się villaggio sant Agata. Sprawdziłam sobie na googlu już po dotarciu do domu. Fakt, drugi koniec miasta. Niezapomniane przeżycie, ciemno już się zrobiło, bo snułam się po mieście całe popołudnie, aż do wieczora, miasto w nieznanych miejscach jawiło się znienacka, jak duch z ciemności. Bo i ciemno  i deszcz chwilami zacinał i w ogóle było tak bardziej niesamowicie. Dotarłam na ten drugi koniec miasta, przesiadłam się na autobus, który za chwilę miał odpalać z powrotem, a moja rozmowa z kierowcą wyglądała mniej więcej tak:

- Coś mi się wydaje że ten, co mi powiedział, że tym autobusem z tamtego przystanku dojadę do Piazza Europa, to mnie chyba w błąd wprowadził,co nie?

- Eeeee tak.

-I w tej chwili jestem z drugiej strony miasta, co nie?

- Eeeeeee tak.

- I tego co mi tak poradził to mu (...) urwę jak go jeszcze raz zobaczę, co nie?

- ......

To taka jedna porażka, ale nie do końca niemiła. Na ogół jednak kierowcy są szalenie uprzejmi, sympatyczni i w ogóle. Na przykład o takie coś. Kierowca autobusu z lotniska do centrum linia Alibus (jedna z tych pięćdziesięciu, którymi dysponuje AMT i która jak widać nie ma numeracji a tylko nazwę)...




...czekając na pasażerów, aż wszyscy dosiądą, pali sobie papierosa i gada przez komórę. Odjeżdża z tylko dwuminutowym opóźnieniem. Ale i tak już było późno, więc autobus, którym miałam się dostać do bed and breakfast, w którym miałam nocować, skończył już kurs. Musiałam się przesiąść na 830 do piazza Europa. Tym też krótko pojeździłam, bo też kończył kurs. Musiałam więc poszukać innego autobusu, który przynajmniej kawałek dalej mnie podrzuci; przecież nie będę się szlajać po obcym miejscie, po ciemku, późną nocą z walizką na kółkach... Dwóch kierowców innego autobusu (jeden akurat kończył pracę i ten drugi go podwoził kawałek dalej) mnie porywa na sławetne „non si preoccupi, signora” (niech się pani nie martwi)! Ahahahha nie wiem dlaczego, ale to zdanie w ustach Sycylijczyków brzmi tak, że  zaczynam się zastanawiać, co mnie za chwilę czeka... I to niekoniecznie zaraz w negatywnym sensie. Potrafią zaskoczyć. No i zaskoczyli. Podwieźli mnie nie dość, że prawie do samego bed and breakfast, to jeszcze zboczyli nieco z trasy w celu pokazania mi dokładnie gdzie mam dotrzeć, a jeden jeszcze wysiadł i palcem pokazał mi ulicę w którą miałam wejść. Nie da rady nie kochać Sycylijczyków!

Bilety za przejazdy



No z tym to jest rozmaicie. Tak jak na ogół w moim mieście, na pięć razy co jeżdżę środkami komunikacji miejskiej, tak ze trzy, cztery razy mi kontrolują bilety, tak na Sycylii, w autobusach komunikacji miejskiej nie sprawdzono mi ani razu. W pociągu za to za to trzy razy, ale o tym za chwilę. Wracając do kontroli biletów, to wcale nie namawiam, żeby nie kasować i jeździć na gapę. Wręcz przeciwnie, od zawsze jestem zdania, że autobus nie jest mój, więc coś za przejazd się należy. Może być w formie biletu. Natomiast co do biletów na autobusy międzymiastowe, co niektórzy Polacy operują nadal skrótem pekaesy, czyli właśnie takie, tu już bilet kupuje się tuż przed odjazdem i kierowca pilnie sprawdza wszystkich, a kto nie ma biletu, to może sobie u niego spokojnie kupić, i wcale nie kosztuje to więcej. 

Przejazd pociągiem

W którymś poprzednim poście pouwieszałam psy na transporcie kolejowym na Sycylii. I jak widzę, to częściowo muszę to odszczekać. Podkreślam częściowo. Bo przejechałam się z miasta Syrakuza do Noto właśnie pociągiem. W sobotę, kiedy autobusy miały ograniczoną ilość kursów. Bilet kupuje się w kiosku na dworcu (kas nie zauważyłam, możliwe że były, nie zamierzam się upierać, że nie było) tak na drogę „tam” pociągiem jak i „z powrotem” autobusem, bo z kolei po południu to pociągów nie było o przyzwoitej porze. No a pociągiem musiałam się posłużyć, bo miałam znowu zmianę programu. Cały czas ten sam plantator pomarańczy dał ciała jak zwykle. To się wybrałam do Noto (sławetny plan B).

I teraz właśnie co do kontroli biletów. Tu odbyło się to trzykrotnie. Pan konduktor służbista najpierw przeszedł mi skontrolować bilet, a potem jeszcze raz się przespacerował i kazał takiej małej, chudej, paskudnej babie zdjąć kopyta z siedzenia naprzeciwko! Poważnie! I jeszcze raz poprosił o bilety. A potem jak dosiedli ostatni spóźnialscy, to jeszcze raz się przeleciał... Dużo turystów wiedziało  o tym pociągu.

Pociąg odpalił punktualnie i jechał przez sady pomarańczowe i brzegiem morza.  Słońce waliło mi w oczy i nie dość, że samo z siebie świeciło, to jeszcze odbijało się w tafli wody morskiej. Ze zdjęć nic by nie wyszło. A szkoda, bo byłoby co popodziwiać.




Po dokładniejsze informacje, tak strategię poruszania się po Sycylii, jak i  rozkłady jazdytrasyceny biletów i wszelkie inne zapraszam do mnie. Staram sie być zawsze na bieżąco z wszystkimi nowinkami sycylijskimi, szczególnie tymi komunikacyjnymi, bo nigdy nie wiem, kiedy najdzie mnie ochota polecieć sobie na tę piękną wyspę .