POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

KONSORCJUM IL TARDIVO DI CIACULLI

Bohterowie walki o przetrwanie mandarynek późnej odmiany Ciaculli

Konsorcjum „Il Tardivo di Ciaculli”, zrzesza 90 małych firm rolniczych, właścicieli około 200 hektarów terenu, na którym uprawia się systemem ekologicznym  mandarynki późnej odmiany Ciaculli. Drzewka na szczęście są odporne na choroby i pasożyty, więc nie wymagają zbyt wielu zabiegów. W momencie powoływania do życia tego konsorcjum, wszyscy jego członkowie zobowiązali się do upraw zgodnie z naturą, chroniąc środowisko i w poszanowaniu bioróżnorodności. A jeszcze jakiś czas temu uprawa tej odmiany podupadała, rolnicy porzucali plantacje, bo robiły się one nierentowne i aż żal brał patrzeć na to, co się działo. Dzięki przystąpieniu do konsorcjum ich pozycja wzrosła, marka się skonsolidowała, odzyskano podupadłe uprawy i zaopiekowano się porzuconymi drzewkami. Przywrócono życie wielu uprawom, a rolnikom wróciła wiara we własne siły i możliwość czegoś w rodzaju sukcesu. To właśnie przystąpienie do konsocjum sprawiło, że dzisiaj producenci mogą sprzedawać swoje owoce bez żadnych pośredników. Wszyscy tak się spięli, że mandarynka późnej odmiany Ciaculli jest dzisiaj marką samą w sobie, dobrze znaną na rynku włoskim, a także wybiórczo na rynkach zagranicznych (w pełni sezonu bardzo niszowe polskie strony internetowe również oferują na sprzedaż drobne ilości tych owoców). Wpisana na listę fundacji „Slow Food” jako typowy produkt tego regionu. I jeszcze specyficzna ciekawostka: na stronie internetowej konsorcjum, u samego dołu widnieje winietka oznaczająca produkt wolny od wymuszeń i haraczu. Pozostawiam bez komentarza.

Moja wizyta w siedzibie konsorcjum Il Tardivo di Ciaculli

To tyle tytułem historii i wprowadzenia. Brzmiało zbyt ciekawie bym porzuciła temat praktycznie w połowie. Na jakiś czas przed wyjazdem na Sycylię napisałam do konsorcjum...

I nic. Wylądowałam na Sycylii, obejrzałam uprawy czerwonych pomarańczy w okolicach Syrakuzy, obejrzałam uprawy jasnych pomarańczy (pomarańczowych pomarańczy brzmi zbyt głupio, nie?) w miejscowości Ribera i dalej nic. Siedząc w pokoju hotelowym w tej Riberze, zaczynałam sobie właśnie modyfikować rozpiskę wyjazdu, usuwając Palermo z programu, bo po co jechać, skoro z mandarynek nic nie będzie, kiedy dotarła do mnie odpowiedź od samego prezesa konsorcjum, pana D’Agati, który prosił mnie o skontaktowanie się telefoniczne w celu namówienia się na wizytę...

W takich chwilach skrzydła mi rosną i chce się żyć!

Siedziba konsorcjum Il Tardivo di Ciaculli znajduje się na obrzeżach miasta w dzielnicy handlowo przemysłowej. Szumnie i dumnie to brzmi, wielkiego przemysłu tam nie widziałam, ale hale produkcyjne są , magazyny, firmy usługowe też, jakiś transport, logistyka i takie tam... Dotarłam tam taksówką,tą samą, którą przedtem się bujałam w poszukiwaniu umówionego noclegu Cometa http://ewamariapacini.it/pl/blog/nocleg-w-palermo.html. Pana D’Agati nie było, miał dojechać, a mnie po firmie oprowadziła dziewczyna z biura.

Konsorcjum Il Tardivo di Ciaculli to dzieło pana D’Agati, który był inicjatorem jego powstania i jest tu obecny od samego początku jego działalności. Wiecznie zalatany, załatwiający milion rozmaitych spraw i o tyluż decydujący, kiedy ja tu dotarłam  to nie zastałam go w firmie, mimo, że umówiliśmy się na konkretną godzinę. Dziewczyna z biura jednakże stanęła na wysokości zadania i przetelnie oprowadziła mnie po kolejnych etapach przygotowania mandarynek do wporowadzenia ich do handlu.

Proces przygotowania do sprzedaży owoców manarynki późnej odmiany Ciaculli

No to tym razem zapraszam na historyjkę obrazkową jak dla przedszkolaków. Ale czasami poznanie „od podszewki” czegoś, co się wydaje oczywiste, może dostarczyc nowych i niezapomnianych wrażeń! Zapewniem, że wizyta w Konsorcjum Il Tardivo di Ciaculli na długo zostanie mi w pamięci jako przeżycie pełne podziwu dla  działalności firmy i pracujących w niej i dla niej ludzi!

Zebrane z drzew mandarynki docierają na plac przed magazynem.

Są ważone.

 

Mandarynki wysypują się na transporter.

Są obierane z liści.

Mandarynki jadą do mycia.

Wewnątrz maszyny znajdują się szczotki, które oczyszczają owoce z nadmiaru pyłu, kurzu i ewentualnych innych zabrudzeń.

Zdziwienie budzi fakt, że przy sprzyjającym wietrze pyły wulkaniczne z Etny potrafią dotrzeć nawet pod Palermo, na plantację mandarynek.

Umyte i nawoskowane mandarynki są poddawane pierwszej selekcji.

Pan na zdjęciu chciał koniecznie zaistnieć. Mimo, że nauczona doświadczeniem z innych firm, gdzie w niektórych fotografowanie osób zostało mi wyraźnie i jasno zabronione, starałam się nie fotografować ludzi. A tu tego pana to wyraźnie bawiło... Proszę uprzejmie. Zaistniał!

Najwyraźniej wstępna selekcja jest przydatna. Tu zawieruszyła się jedna cytrynka...

A to jest maszyna kalibrująca. Mandarynki w przeciwieństwie do pomarańczy mają tylko dwa rozmiary handlowe. Co widać po dwóch torach kalibrujących. Dwa z przodu i dwa z tyłu.

Przygotowane do pakowania mandarynki spadają do skrzynek.

I są przygotowywane do sprzedaży w sposób bardziej wyrafinowany. Pakowane ręcznie, dwupiętrowo w eleganckich kartonowych skrzyneczkach.

Z tyłu magazynu kartonowe skrzynki i puste opakowania.

W cieniutki papier z logiem firmy pakowane jest tylko kilka mandarynek na skrzynkę.

Tak wygląda ta elegantsza wersja opakowania.

Mniej wytworne opakowanie to siatka. Pełna automatyzacja...

Wrzucanie owocu do siatki...

Oklejanie taśmą z nazwą produktu...

A tak wyglądają już gotowe siatki po trzy kilo.

Inne owoce w Konsorcjum Il Tardivo di Ciaculli

W międzyczasie, a także gdy sezon mandarynkowy się skończy konsorcjum zajmuje się pakowaniem zebranych cytryn. Także one podlegaja temu samemu procesowi mycia, selekcji i pakowania w siatki.

 

Konsorcjum poza mandarynkami i cytrynami ma w swojej ofercie także nieszpółki oraz w mniejszych ilościach pomarańcze i brzoskwinie.

Załadunek i dystrybucja mandarynek późnej odmiany Ciaculli

Druga strona hali gdzie przygotowane do transportu owoce czekają na przyjazd samochodu z Palermo, żeby dostarczyć je do supermarketów i handlarzy owocami i warzywami.

Wózek widłowy w robocie, bo właśnie nadjechał dostawczak zabrać część gotowego towaru.

Specjalnie przeciągnęłam wizytę, czekając na takie obrazki.

Załadunek dla supermarketów Esselunga w środkowej cześci Włoch.

I bardzo dobrze zrobiłam, bo w chwilę potem dotarł pan D’Agati, ucieszył się, że wizyta w firmie mi się spodobała. Najwyraźniej mój entuzjazm wzbudził jego uznanie i dlatego w bonusie zostałam zaproszona na jego prywatną plantację mandarynek, nieszpółek i cytryn.

Ale o tym to w kolejnym artykule, który wkrótce! Zapraszam!

comments powered by Disqus