POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

LA SCALA W MEDIOLANIE

Jak nie dać się przeciwnościom losu, czyli dyskretny urok planu "B"

Do napisania tego akurat posta przyczyniły się dwa wydarzenia: jedna obsuwa i jedna rocznica. O rocznicy za chwilę. Przygoda tym razem miała być ekstra klasa, a nie wypaliła... Ale od czego są plany "B"? No i oczywiście ja, która we wprowadzaniu ich w życie mam  już całkiem niezłe doświadczenie. Środowisko mnie tego nauczyło - słoneczna Italia bowiem celuje w rozmaitych niewypałach, ma ich kopę na każdą możliwą okazję - jest więc w czym wybierać!

Tym razem zapowiadało się czadowo - miała być wizyta na targach meblowych w Mediolanie.

Sam szał! Bardzo mnie to kręciło i miałam imprezkę zapisaną w kalendarzu już od paru miesięcy. Wymyśliłam sobie dzień,  który mogę na takie rozrywki poświęcić, co prawda kolidujący ze wstępem dla szerokiej publiczności na targi (pierwsze 3 dni wyłącznie dla sektora, zwykli zjadacze chleba tylko sobota i niedziela!), ale napisałam do firmy, którą znam z zapytaniem, czy mogę tam dobić w czwartek. Odpowiedź przyszła pozytywna, zakupiłam bilet do Mediolanu i z powrotem (drogi jak piorun!) i udałam się pociągiem. Na miejscu znalazłam upartą panią w kasie, co za żadne skarby nie chciała mnie wpuścić, znajoma firma nie odpowiadała na telefon, żeby może interweniować i uratować moje marzenie... Krótko mówiąc siła złego na jednego. Obróciłam się na pięcie i sobie poszłam. Łaski bez.

Atrakcje Mediolanu

Mediolan, a ściślej samo jego centrum jest wystarczająco atrakcyjne i bez targów meblowych. Tym bardziej, że przypadkiem trafiła mi się nie lada gratka, ale o tym za chwilę. Kto widział pocztówkę lub jakiekolwiek zdjęcie z Mediolanu? Założę si o trzy euro, że przestawiało katedrę.

No bo jest to najbardziej znany zabytek tego miasta. Ućkany milionem czubków czy wieżyczek budynek to coś, obok czego nie da się przejść obojętnie.

Nie pchałam się do wnętrza, bo kolejka do wejścia kłębiła się kilometrowa! Nie mam czasu na wystawanie w kolejce! Z tego samego powodu odpuściłam sobie “Ostatnią wieczerzę” mistrza Leonarda, tę samą, która posłużyła jako baza na wysuwanie wydumanych hipotez panu Danowi Brownowi w jego "Kodzie Leonarda da Vinci". Poza tym oglądanie obrazów w oryginale nie stanowi istoty mego istnienia na tym padole, więc łatwo poszło odpuścić. W internecie se obejrzę.

Obeszłam budynek katedry dookoła dzielnie cykając foty.

Moja uwagę przykuła seria zdjęć ustawionych na stelażach obok katedry, a przedstawiająca informacje, skąd się brało marmur na budowę arcydzieła architektury. Zdziwiłam się, że wcale nie z Carrary… No proszę… Niespodzianka!

Budynek obok katedry to obszerny i elegancki pasaż handlowy...

...z takimi butikami jak na przykład Prada czy Gucci, gdzie byle drobiazg kosztuje jakieś straszne pieniadze!

  Obejrzeć można. Kupić to już nie bardzo.

Yyyyyy... Taką teczuszkę mieć... Jedyne 1590 euraków i moja!... Eheheheh...

Jedna z najsłynniejszych scen świata - mediolańska La Scala

A jak się ją opuszcza z drugiej strony, to się wychodzi na plac, gdzie się znajduje jedna z najsłynniejszych oper światowych - La Scala.

*fotka ściągnięta z internetu (za ładna jak na mnie!)

Myślałby kto?! Budyneczek mniej niż przeciętny zawiera w sobie taką znamienitość. Krótka kolejka różnojęzycznych turystów przed jednymi z bocznych drzwi wzbudza moje zainteresowanie. Napis obok drzwi głosił, że od trzynastej otwiera się muzeum La Scali i że przez chwilę będzie można popatrzeć na jedną z najsłynniejszych scen świata.

Przed sobą miałam kolejkę złożoną z dwunastu osób które porozumiewały się nie znanym mi językiem. Było za pięć pierwsza, co mi szkodzi... Sama z siebie w życiu bym nie wpadła na szalony pomysł wejścia do La Scali. Muzyka tych lotów średnio mnie kręci, śpiewać nie umiem, grać to tylko na nerwach niektórym osobom, eee... Niech tam! Wstęp za jedyne siedem euraków. Mogłam tyle poświęcić. Tym bardziej, że coraz bardziej odczuwałam potrzebę skorzystania z toalety... Na dworcu kosztowało to aż dwa euraki, wiec się obraziłam i nie użyłam. Tu zaś pełna kultura! No, w takim miejscu zostawić siusiu, to chyba tylko muzea watykańskie  są w stanie to przebić! W dodatku jak się okazało wszyscy z kolejki przede mną wpadli na ten sam genialny pomysł. I jeszcze dowcip  sytuacyjny się z tego urodził. Nie tylko ja poczułam się wyróżniona możliwością ulżenia fizjologii w tak kulturalnym miejscu. Facet co korzystał przede mną wyszedł z ciężko obrażoną miną i z rozczarowaniem w głosie powiedział do całej reszty oczekujących, że było bez podkładu muzycznego!!! Padłam!

Muzeum Teatru La Scala i jedna z najsłynniejszych scen tego globu

Przyznam się że muzeum mnie nieco rozczarowało - zbieranina portretów, rękopisów oraz instrumentów muzycznych...

  ...tak samo jak słynna scena. No sami zobaczcie - zagracone jakimiś kląkrami, żelastwem...

...oświetlenie co najmniej mikre, całość robiła wrażenie brudnawego i zakurzonego. Nie,  stanowczo nie sprzyjało to wielkim uniesieniem muzycznym, o jakich się naczytałam i nasłuchałam! No, może jak na scenie produkuje się jakas sławna diva, to wystrój wnętrza jest ostatnią rzeczą, o której się wtedy myśli... Nie znam żadnej sławnej divy,nie oglądam występów tej kategorii nawet w telewizji, nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Może szkoda...

Rocznica otwarcia teatru La Scala

A teraz druga część posta - ta od rocznicy. No właśnie: 3go sierpnia 2016 przypada 238 rocznica otwarcia La Scali. Więc króciutki dodatek historyczny będzie, a bliżej zainteresowani tematem będą mogli sobie potem zgłębić w nieco bardziej naukowych opracowaniach.Teatro alla Scala, a popularnie przez wszystkich zwana  La Scala powstał(a?)  przez pożar. Wiem, brzmi absurdalnie, ale tak jest. Do 26 lutego 1776 mediolańczycy mieli swój teatr o nazwie Regio Ducale i znajdował się on mniej wiecej tam, gdzie dzisiaj wznosi się Zamek Królewski. Kiedy został zniszczony, ówcześnie panująca Maria Teresa Austriacka zdecydowała o budowie nowego, wyburzając przy tym chwiejący się trzynastowieczny kościół Santa Maria della Scala. Maria Teresa miała ambicje, by teatr był najwiekszy i najpiękniejszy i podobno potem nawet słynna Opera Wiedeńska została wybudowana na wzór La Scali. Ambitna kubitka, udało jej się. Ja, zupełnie nieobeznana w temacie o wiele więcej słyszę o La Scali niż o Operze Wiedeńskiej!

Poza tym opowiedziano mi, że La Scala w całym czasie swego istnienia nie służyła li tylko uniesieniom muzycznym najwyższych lotów. Kawałek czasu, prawie tuż po zbudowaniu,  pomieszczenia La Scali służyły mediolańczykom za jaskinię hazardu. Nawet podczas spektakli. Nie wiem, jak to tak można było... Weźcie sobie wyobraźcie coś podobnego w dzisiejszych czasach, nawet w dobie aktualnego rozpasania moralnego. Do tego palenie cygar i raczenie się alkoholem... A może lepiej nie publikować takich informacji? Świętej pamięci Bogusław Kaczyński, wielbiciel i propagator tego typu rozrywek, pewnie o tym wiedział, ale słówkiem na ten temat nie pisnął... Mogę się domyślać dlaczego...

Przed budynkiem La Scali znajduje się skwerek. Dzisiaj obsadzony gęsto przez turystów, ale kiedyś tego wcale nie było – naprzeciwko wznosił się szpaler kamienic, jak to pokazuje widoczek ściągnięty z netu.

Ciasno było i nieprzyjemnie, więc architekt dobudował do budynku La Scali jeszcze portyki, podcienie czy kolumnady – niech mnie poprawi jakiś eskpert z zakresu architektury... Chodziło o ewidentne i czytelne rozdzielenie ruchu pieszego od ruchu kołowego. W 1858 wyburzono wszelkie inne budowle znajdujące się naprzeciwko La Scali.

Dawne wydawnictwa muzyczne i firma sie tym zajmująca

A na tyłach teatru zaś zainstalowała się firma Ricordi. I to nie przez przypadek: w owych czasach wszelkie produkcje artystyczno muzyczne były pod kontrolą czegoś takiego, jak do całkiem niedawna były wydawnictwa muzyczne (aktualnie wypierane przez rozmaite iTunesy i inne takie internetowe wymysły). Wtedy oczywiście nie wydawało się nagrań, ale partytury (tu pozostawiam pole do popisu ekspertom tym razem od muzyki, bo dla mnie to temat całkowicie obcy). I jedna struna na scenie La Scali nie mogła brzęknąć, jeśli firma Ricordi nie udzieliła na to zgody! Kompozytorzy przybywali do firmy Ricordi sprzedać prawa do swoiej muzyki, rozpisywano to na partytury i mogli potem z tego korzystać studenci i muzycy z całej Europy. Chyba użyteczna insytucja, mimo wszystko.

Z teatrem zwązane są nazwiska najcięższego kalibru. Dość wspomnieć Giuseppe Verdi

Arturo Toscanini , Giacomo Puccini

Prawda, że się nieziemsko odchamiłam ? A miały być targi mebli...

 

 

comments powered by Disqus