POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

MAKARON W SOSIE SEROWYM

Kolejny sposób na użycie cytryny

Zapraszam na kontynuację tematów kulinarnych na moim blogu! Tak jak obiecałam w temacie o cytrynach – dzisiaj pokażę, do czego bezpiecznie i z dużym prawdopodobieństwem sukcesu można użyć cytryny. I nie będzie to mój znienawidzony dodatek do herbaty!

Jak wspomniałam gdzie indziej, cytryna mało kiedy nadaje się do bezpośredniego spożycia. Nie znam osoby, która obierze sobie cytrynę ze skórki, podzieli na te takie małe kawałeczki i zje po jednym, smakowicie się oblizując. Kto tak ma, to niech się przyzna i przedstawi! Miło mi będzie poznać!

Wypicie samego surowego soku z jednej cytryny już jest wyczynem bardziej prawdopodobnym i o tym jeszcze będę pisać.

Pomysł na sos serowy odgapiony z restauracji hotelowej

Ale do rzeczy. Będzie dygresyjka. Na temat. Raz w życiu zdarzyło mi się być na tygodniowych wakacjach w hotelu. Średniej klasy, ale zupełnie przyzwoitym. Do plaży było o przejście przez ulicę, a wyżywienie było kompletne, o ile pamiętam. Czyli śniadanie, obiad i kolacja w hotelowej restauracji na parterze. Z widokiem właśnie na tę plażę. I tam raz w tej restauracji zaserwowano nam coś co w oryginale nazywa się „pasta ai quattro formaggi” a po ludzku makaron z sosem serowym. Danie w sumie proste, ale za to o wielkich walorach smakowych. I tak jak na ogół nie jestem zwolenniczką próbowania owych dań - jestem bowiem zakamieniałą konserwą kulinarną, tak tu spróbowałam i od razu się w daniu zakochałam! Być może przyczyniła się do tego moja namiętna miłość do wszelkich serów, a sery, jak sama nazwa wskazuje, są zasadniczym elementem tego dania. Zaraz po makaronie, ma się rozumieć! 

Oczywiście zapytałam kelnera, czy mógłby mi zdradzić sekret jak się ten specyjał przyrządza. Otóż, jak opowiedział mi przyprowadzony na miejsce kucharz, to danie ma jedną wadę: trzeba nad tym cały czas stać, intensywnie i w skupieniu uczestnicząc w każdym etapie produkcji smakołyku, ponieważ składniki są bardzo kapryśne. Lubią przywierać do patelni, przypalać się, potrafią się zwarzyć. I w ogóle przy przygotowywaniu czeka na nas mnóstwo pułapek, zasadzek i głupich niespodzianek! Więc zawczasu nawołuję do ostrożności! Ważna uwaga: wszystkie produkty należy zawczasu wyjąć z lodówki, bo istnieje możliwość, że wrzucane zimne do przygotowywanego sukcesywnie sosu, sprawią, że całość się zwarzy i nieco popsuje nam tak efekt wizualny jak i walory smakowe.

Makaron w sosie serowym - składniki

- makaron – ja opiszę na 3 – 4 osoby, więc tak po mniej więcej 100 gram na każdego biesiadnika.

 

- oczywiście sery. Zawsze po lodówce walają się jakieś niedojedzone resztki rozmaitych serów. Nawet jak lekko podeschnięte, to nic nie szkodzi, to się i tak uciera i potem rozpuszcza podczas przygotowania, więc różnicy nie ma. Proponuję tylko aby sery spleśniałe były spleśniałe tylko fabrycznie. Swojej lodówkowo wyhodowanej pleśni serowej raczej nie polecam wykorzystywać.

 

Jak widać na fotce, moje sery są rozmaitego pochodzenia: już gotowy utarty, do utarcia miękki, do utarcia twardy oraz w ser plasterkach. Po uwagę należy brać też fakt, że niektóre sery mają dosyć zdecydowany smak, i to właśnie taki ser o najbardziej charakterystycznych właściwościach nada smaku całej potrawie.

- masło – Włosi taką ilość masła, jaką do tego potrzeba, określają mianem „una noce di burro” czyli orzech masła (nie mylić z  masłem orzechowym!!!!) i jest to taka ilość, jaką się udaje otrzymać skrobiąc łyżeczką do herbaty twarde masło. Zwinie się Wam takie coś spiralnego i to jest właśnie taka ilość.

Na zdjęciu widać, że ja odkroiłam nożem, bo już wiem, ile mniej więcej potrzebuję.

- mleko – przynajmniej jedna szklanka

- mąka – jedna łyżka stołowa wystarczy

- odrobina przyprawy do zup – może to być w formie proszku...

...lub 1/3 kostki rosołowej. Z tym składnikiem radzę nie przesadzać, bo niektóre sery są bardzo słone i potem gotowego produktu nie da rady wziąć do ust!

- no i na koniec bohaterka tematyki cytrusowej na moim blogu – cytryna!

A konkretniej - sok z jednej, całej cytryny.

Przygotowanie sosu serowego

Na nieco głębszej patelni rozpuszczamy masło...

...dorzucamy do tego mąkę...

...i robimy coś w rodzaju zasmażki.

Dodajemy przyprawę w proszku, lub kawałeczek kostki rosołowej. Trzeba pilnować, żeby się ładnie wymieszało, ma być raczej bez grumków. No i żeby się oczywiście nie przypaliło.

Potem to zalewamy mlekiem. 

W tym momencie, czekając aż się zagotuje (uwaga, szybko się zagotuje – tego jest w sumie jeszcze dosyć mało) można sobie poucierać na dużych oczkach tarki cały zestaw serów. Można oczywiście  zawczasu poucierać te sery, przed rozpoczęciem przygotowywania, na spokojnie, bez obawy, że w międzyczasie przeoczymy jakiś etap produkcji i coś sie nam przypali!

Czekamy aż zawartość patelni lekko zgęstnieje, cały czas intensywnie mieszając. Powinno być o konsystencji średnio gęstej śmietany. Teraz dosypujemy wszystkie starte sery.

Cały czas pilnujemy mieszania! Powinno się wszystko ładnie rozpuścić na jedolitą masę.

W zależności od tego co potem tym sosem zamierzamy polewać to odpowiednio regulujemy gęstość dodatkowym mlekiem. Do makaronu ma być konsystencji gęstej śmietany, żeby ładnie przylegało. Natomiast do innych dań,  jak na przykład do polania mięsa lub gotowanego kalafiora, można nieco bardziej rozrzedzić, wedle uznania.

Cały czas pilnie mieszając dolewamy wyciśnięty sok z jednej cytryny.

Proponuję przez sitko, żeby nam pestki nie powpadały. A pestki wysiać w najbliższej doniczce!

Ugotować makaron „al dente”. Odlać, wrzucić do sosu i porządnie wymieszać. Przygotować porcje. Każdą dodatkowo można jeszcze ozdobić listkiem pietruszki.

Jak już opanujemy dobrze całą procedurę produkcji sosu, to się może okazać, że zdążymy zrobić całość w czasie kiedy będziemy gotować makaron. Wtedy oczywiście warto mieć przygotowane na podorędziu wszystkie składniki, już wyliczone i odmierzone, żeby je tylko dorzucać do patelni w odpowiedniej kolejności!

Życzę smacznego!