POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

MANDARYNKI PÓŹNEJ ODMIANY CIACULLI

Moje cytrusowe szaleństwo zawlokło mnie do Palermo. I chociaż na ulicach sycylijskiej metropolii rosną drzewka cytrusowe (nie próbujcie tego jeść – to odmiana gorzkiej pomarańczy, nadająca się wyłacznie do przeróbki na dżem, poza tym ze wszelkimi  ulicznymi zanieczyszczeniami), to akurat nie o te mi chodziło. Buszując po sieci na temat rozmaitych cytrusów wpadła mi w oko nazwa późnej odmiany Ciaculli. A cóż to za dziwo??? Okazało się, że są to mandarynki. Właśnie mandarynki, a nie żadne słodziste klementynki bez pestek!

Krótki opis mandarynek późnej odmiany Ciaculli

Mandarynki później odmiany Ciaculli nazywane są przez tubylców „marzuddu” (włoski klasyczny: marzolo), czyli takie, które dojrzewają w marcu. Cechą charakterystyczną tej odmiany jest fakt, że jest to drzewo endemiczne, nie będące wynikiem krzyżówek ani żadnych akrobacji inżynierii genetycznej.

Owoce mandarynek późnej odmiany Ciaculli charakteryzują się mocnym aromatem, takim właśnie bardzo mandarynkowym i mają w sobie dużą zawartośc cukru. Pestek jest stosunkowo mało, a jasno pomarańczowa skórka jest dosyć cienka. Mandarymka późnej odmiany Ciaculli jest spontaniczną mutacją mandarynki odmiany Havana. Typową wyłącznie dla tego regionu. Ot, drzewo wyrosłe akurat w tym miejscu i tylko w tym miejscu najlepiej owocujące.

Tereny na których uprawia się późną odmianę mandarynek Ciaculli

Swój specyficzny przydomek mandarynki przyjęły od  nazwy miejsowości, w której stwierdzono największe zagęszczenie drzewek rodzących swoje owoce nieco później niż inne odmiany mandarynek. A miejsce jest nie byle jakie! Tak zwana Złota Dolina, to zaokrąglony skrawek terenu, którego sercem jest Palermo.

Był to teren prawie w całości przeznaczony pod uprawę mandarynek, wyglądał jak piękny ogród, w którym dojrzewały te specyficzne owoce. Niegdysiejsze 15.000 hektarów terenu niestety skurczyło się do dzisiejszych nieco ponad 200 hektarów. Głównie za sprawą zaborczej, ekspansywnej polityki budowlanej, a właściwie jej braku, bo kolejne konstrukcje odbierające teren aromatycznym mandarynkom są stawiane bez żadnych zezwoleń, metodami urągającymi wszelkim normom, wbrew prawu i w niektórych przypadkach całkowicie amatorsko. Budowlane koszmarki straszą wzdłuż i wszerz Złotej Doliny i im bliżej do granic miasta, tym jest ich więcej i gęściej są poustawiane.

Niektórzy dopatrują się w tym procederze udziału mafii. Na ten temat nie będę się wypowiadać, bo się nie znam, a tubylcy rzadko ten temat zgłębiają. Wracając zaś do zasadniczego wątku: uprawy mandarynek wspinają się na zbocza okolicznych wzniesień czasem aż do wysokości 250 metrów nad poziomem morza...

...i są od siebie porozdzielane tak zwanym suchym murem. Czyli poukładanymi jeden na drugim luźnymi kamieniami nie posklejanymi żadną zaprawą.

Na temat tajemniczego torowiska idącego w górę po prawej stronie zdjęcia napiszę w kolejnym odcinku artykułu o manadrynkach późnej odmiany Ciaculli.

Od pewnego czasu terenów pod uprawę niestety ubywało z każdym rokiem. Na szczęście są jeszcze na tym świecie prawdziwi bohaterowie, zapaleńcy, którzy z pełnym poświęceniem starają się ocalić od całkowitej zagłady ten skarb. Mówię tu o Konsorcjum „Il Tardivo di Ciaculli”. No, takiego czegoś nie mogłam przegapić! Obowiązkowo musiałam poznać tych, co nie dadzą wyginąć mandarynkom!

A jak wyglądała moja wizyta w konsorcjum? To już temat na osobny wpis. Zapraszam do lektury – zostanie opublikowany już wkrótce.

comments powered by Disqus