POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

MOJA WIZYTA W WILLI MEDYCEUSZÓW W MIEJSCOWOŚCI POGGIO A CAIANO

Jak dotrzeć do willi medycejskiej w miejscowoci Poggio a Caiano?

Jak wcześniej już wspominałam, potomkowe Medyceuszów już nie istnieją. Żadni. No może jacyś z nieprawego łoża (prześliczny eufemizm!), ale tych nikt nigdy nie brał pod uwagę. A ja sobie obejrzałam dzisiaj coś, co zrobiło na mnie duże wrażenie. Wybrałam się mianowicie do pobliskiego miasteczka Poggio a Caiano, w celu obejrzenia kolejnej willi Medyceuszów, położonej na kolejnym malowniczym wzgórzu i pełnej kolejnych zatykających dech w piersiach historycznych tajemnic, przedmiotów i pomników. A także ulubionych roślinek Medyceuszów i moich: cytrusów ozdobnych. Bardzo wszechstronny i pouczający wypadzik. 


Krótka historia willi medycejskiej w Poggio a Caiano


Budowę willi w Poggio a Caiano zlecił Lorenzo de’ Medici w roku 1440.



Jego kolejni potomkowie mniej więcej do roku1520 ciągnęli budowę dalej, ale z rozmaitymi przerwami, spowodowanymi zawieruchami historycznymi i swoimi rodzinnymi przypadłościami. Willa została przeznaczona jako rezydencja letnia, co oczywiście wcale nie znaczy, że przyjeżdżano tu wyłącznie dla powylegiwania się na słoneczku. Wręcz przeciwnie. Willa gościła między innymi i takie wydarzenia jak na przykład ślub Alessandro de’ Medici z Małgorzatą Austriacką w 1536 roku (czyli stosunkowo krótko po zakończeniu budowy), czy ślub znanego z willi di Castello Cosimo I z Eleonorą z Toledo w roku 1539. Większość świeżo poślubionych przez kolejnych władców medycejskich kobiet zatrzymywała się tu przejazdem, by uczestniczyć na przykład w uroczystości nadania im jakichś miejskich przywilejów szlacheckich Florencji. Dostąpiły tego zaszczytu Giovanna Austriacka, pierwsza żona Francesco I oraz Cristina di Lorena, żona Ferdynanda I. Zdarzały się tu również tajemnicze i niewyjaśnione do końca zgony. Niektórzy podają, że powodem tychże zgonów były rozmaite choróbska, nękające ówczesne społeczeństwo, a zwolennicy teorii spiskowych podsuwają pomysł na tajemnicze zatrucia. W willi uwielbiał przebywać syn Cosima III – książęFerdynand, wielbiciel sztuki, który przekształcił willę w centrum kulturalne regionu. Nie wiem czy to z czasów tego Ferdynanda, ale w jednej z sal willi urządzono tu regularny teatr, ze sceną.




Sala nazywa sie Teatr Komedii i wzmianki o niej datują się jeszcze przed rokiem 1675,  kiedy to wielka księżna Marguerite Louise d’Orleans, żona Cosimo III, przebywała tu wraz z małżonkiem. Uwielbienie dla sztuki teatralnej swoją drogą, ale oni potrafili nawet sami w przedstawieniach uczestniczyć jako aktorzy. To już zakrawa na lekkie skrzywienie i przywodzi na myśl ekscesy teatralno sceniczne Nerona za czasów starożytnego Rzymu. Tak jak by dzisiaj się powiedziało, że mieli parcie na szkło, ahahahaha!!!!


Oto jeszcze kilka ciekawych akcentów wnętrza willi. To zdjęcie prezentuje fragment ozdobnego sufitu jednej z sal.



Po nich trochę ta teatralna pasja nieco przywiędła, potem wymarli ostatni Medyceusze i w roku 1772 całość została zmodernizowana i odnowiona przez wielkiego księcia Pietro Leopoldo Habsburskiego Lorena. 

Sala teatralna do dzisiaj służy za przybytek kultury, odbywają się tu jakieś koncerty i przedstawienia, tylko że trzeba krzesełka za każdym razem powstawiać, bo na codzień to jest to prawie puste pomieszczenie.



Ciekawe, zabytkowe meble... Nie wzgardziłabym takim mebelkiem dla ozdoby pokoju. Niekoniecznie bym się upierała przy oryginale, jakaś super podróba też by mogła być. Książki sobie w takim czymś trzymać, niezły lans!






A tu arras na całą ścianę. Tytuł dzieła nosi nazwę "Polowanie na łabędzia" i faktycznie łabądek na nim jest. Co prawda starałam sie uchwycić splot nitek, jako osoba zainteresowana wszelkimi babskimi pracami ręcznymi, ale okazało się, że całkiem przypadkiem uchwyciłam zasadniczą część tkaniny.



Do dzisiaj w sklepach z włóczką, przędzą i rozmaitymi nitkami sprzedaje się nici o podobnym splocie. Nazywa się to splot florencki, nić jest lekko połyskliwa, spleciona z dwóch cieńszych. Długa tradycja! W innym artykule postaram się opowiedzieć o tradycjach związanych z przędzalnictwem w Toskanii. Też bardzo ciekawy kawałek historii.

W roku 1737, po śmierci kolejnego Medyceusza, co się nazywał Giangastone, ponoć ostatniego potomka, willa przeszła w ręce książąt toskańskich Habsburgów-Lorena, którzy nadal używali willi w celach letniskowych, albo jako miejsce noclegowe w dłuuuuuuuugich podróżach między Florencją, Prato a Pistoją, co dzisiaj pociągiem zabiera około pół godziny do czterdziestu minut. I na myśl nikomu nie przyjdzie dzisiaj nocować na takiej trasie!

Po podbojach napoleońskich willa przeszła jakieś restrukturyzacje architektoniczne, zarówno wewnątrz budynku jak i w jego części zewnętrznej. Jakieś francuskie księżniczki tam pomieszkiwały. Odbywały się tam także potajemne schadzki miłosne, jak na przykład te między siostrą Napoleona, (która dokonała także dodatkowych przeróbek w sali teatralnej), a znakomitym skrzypkiem Nicoló Paganinim, który pewnie oficjalnie przebywał tu w celu poskrzypienia sobie na skrzypcach dla szerszej publiczności.

Tak uświetniony historią i znakomitymi postaciami zabytek w 1919 roku przeszedł w ręce państwa włoskiego. Natomiast przyległości, czyli stajnie książęce oraz dacza w Poggio a Caiano-Tavola trafiły do prywatnych właścicieli.



Skąd się wzięli Medyceusze?




Ten imponujący obrazek to drzewo genealogiczne wszystkich Medyceuszy. W celu odkrycia kto był praawdziwym protoplastą rodu zajrzałam do Wikipedii. Zawrót głowy, ile tego towarzystwa jest... Nie będę się wygłupiać i przepisywać Wiki, a tylko napomknę, że najstarsze źródła podają za kolebkę rodu miejscowość Mugello, a osobnik, kóry zasłużył sobie na miano protoplasty to Medico di Potrone, urodzony około roku 1046. Te same wikipediowe źródła podają, że tak ów Medico, jak i jego najbliźsi potomkowie mieli raczej do czynienia z rzemiosłem przędzalniczym, niż z medycyną, na co by wskazywało głupawe imię, czy przydomek.

Poza zawartością oranżerii, o której za chwilę, największe wrażenie zrobiła ma mnie tablica, stosunkowo historycznie wyglądająca, a przedstawiająca drzewo genealogiczne chyba wwiększości Medyceuszy od Gherardo de’ Medici...  




A tu mały fragment owej planszy, tak dla ukazania, jaką techniką to zostało wykonane:



...do ostatnich potomków!

Zwróćcie uwagę jak ubrany jest ów Gherardo. Kubraczk i mycka zupełnie jak u Dantego Alighieri!

Drzewa genealogiczne zawsze mnie zastanawiają z jednej prostej przyczyny. Otóż czyżby protoplasta rodu sroce spod ogona wypadł??? Mnie się wydaje, że należałoby sprawę jak już to potraktować poważnie i zacząć od Adama i Ewy... To by dopiero były meandry historyczne!




Ogród i oranżeria willi w Poggio a Caiano





Ciekawym kawałkiem posiadłości są również przylegające do willi ogrody. Nie tak rigorystycznie formalne jak te w willi di Castello, czy La Petraia, ale też niczego sobie. No i zawierające ciekawe okazy roślin. Ogród chociaż w pierwszych czasach swego istnienia prezentował się  całkiem okazale, jak widać na poniższym zdjęciu...



...na dzień  dzisiejszy jest nieco zapuszczony, chociaż w planach swoich kolejnych mieszkańców i użytkowników miał być przerobiony na przykład na ogród o charakterze angielskim. Chyba im nie wyszło. Brakło zapału czy spójnego konceptu. Ale flora jest rzeczywiście okazała i pięknie się prezentuje w zimowym słoneczku.





W bocznej części ogrodu za otwartymi wrotami znajduje się część ogrodu w której skonstruowaną nieco toporną oranżerię. Trzymane są w niej okazy cytrusów ozdobnych, prawdopodobnie pochodzących z kolekcji, które latem urzędują w willi di Castello, o których już pisałam http://ewamariapacini.it/pl/blog/villa-di-castello.html 






...lub w w ogrodach Boboli w centrum Florencji. 


Przez brudne szyby niewiele można było zobaczyć, słonko słabo tu zaglądało i wyszło mi tylko mało efektowne selfie  z brudną szybą w tle i lekkim zarysem roślin. Obraz impresjonistyczny można powiedzieć.







Moja ciekawska część duszy jednakowoż kazała mi zajrzeć za ogromne obdrapane wierzeje, za którymi w pełnej krasie ukazały się moje ukochane roślinki!

Na lewo i na prawo od wejścia same cytrusy!



Zapach świeżych, nieco wilgotncych liści wypełniał całe pomieszczenie...




Godziny otwarcia willi medycejskiej w Poggio a Caiano



Dużą atrakcją dla zwiedzających napewno będzie fakt, że nie jest przewidziany bilet wstępu! Wchodzi się gratis. W godzinach otwarcia willi panuje jednakowoż nieco dziwaczna zasada, że wpuszcza się poszczególne grupki osób w odstępach mniej więcej godzinnych. W czasie zwiedzania pilnują nas panie, co niestety są tu wyłącznie w celu pilnowania. Nic nie wiedzą, nic nie umieją powiedzieć i nie bardzo mają nawet ochotę rozmawiać. Ale w ramach rekompensaty za buractwo i nieuctwo od czasu do czasu zarząd muzeów we Florencji organizuje oprowadzanie grup wycieczek z profesjonalnym przewodnikiem, historykiem i pasjonatem, co oczywiście jest o wiele ciekawsze, niż samodzielne snucie się po salach i oglądanie wystawionych tu na widok publiczny mebli, obrazów, fresków, ciekawych plafonów, porcelany pewnie jeszcze z czasów Medyceuszów i innych zabytkowych skarbów.

Godziny otwarcia są uzależnione od pory roku. Latem dłużej, zimą krócej z wiadomych przyczyn.  Zainteresowanym osobom służę wszelkimi informacjami. Mogę też zorganizować taką wizytę z przewodnikiem. Zapewniam niezapomniane przeżycia!  Zasady i czas zwiedzania do uzgodnienia. Bardzo zapraszam!











comments powered by Disqus