POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

NAJLEPSZE POMARAŃCZE SĄ NA SYCYLII

I nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. Za to ja zamierzam przekonać moich czytelników, że jest właśnie tak jak ja mówię. I to nie tylko teraz, tym jednym wpisem. Nie. Zamierzam napisać całą serię artykułów na temat tego najpiękniejszego i najsmaczniejszego owocu na świecie! I zacznę właśnie teraz, kiedy sezon na pomarańcze właśnie się skończył, tak żeby kolejne wasze pomarańczowe zakupy, te w przyszłym sezonie,  były już całkowicie świadome, dokonane na podstawie rzetelnej wiedzy, którą zdobywam specjalnie dla Was  właściwie z pierwszej ręki, bo od sycylijskich plantatorów pomarańczy i cytryn (w planach jest też plantacja późnej odmiany mandarynek koło Palermo). Zapraszam zatem do korzystania z wiedzy, bo czas na naukę i rozeznanie się w temacie jest - kolejny sezon na cytrusy na naszej półkuli rozpoczyna się pod koniec listopada.

Pomarańczowe wspomnienia

Zatem do rzeczy. No właśnie. Sezon na pomarańcze to okres zimowy. Tradycyjna dygresyjka: moje pierwsze spotkania z pomarańczami to na Boże Narodzenie jeszcze w przedszkolu, jak nam organizowano Mikołaja i każde dziecko dostawało worek z łakociami: cukierkami, ciastkami, orzechami włoskimi i pomarańczami. Odbywało się to w późnych latach sześćdziesiątych, za ciężkiej komuny i polityka się tu o tyle wtrącała, że owoce nie mogły przecież pochodzić ze "zgniłego zachodu". No i nie pochodziły. Za to pochodziły z Kuby. Takiej wyspy położonej  między obiema Amerykami. I jak teraz to mi się przypomina i dysponuję wiedzą na temat upraw pomarańczy, to włos mi się jeży na głowie i nie tylko tam. Była to bowiem gigantyczna profanacja pomarańczy, obsuwa, ohyda i w ogóle. Owoce były zielone (sic!), w twardej, pancernej skórze, nie dającej się oddzielić od zasadniczej części owocu, kwaśne i gorzkawe. A te takie "uszka" wewnątrz, to każde jedno opakowane było w twardą powłokę o konsystencji grubej, plastikowej folii przemysłowej, takiej, że prawie żadne zęby nie dawały temu rady. Żuło to się w nieskończoność, aż do utraty smaku, a wypluć było szkoda, ze względu na komunistyczne zaopatrzenie w sklepach... No, słowem grzech śmiertelny! Nieco później zaopatrzenie uległo poprawie, dziki kapitalizm przejął władzę nad rynkiem owocowo warzywnym i zaczęły do Polski docierać owoce z krajów, w których uprawa pomarańczy ma nieco więcej sensu. To cały czas nie jest bliskie ideału, ale już o niebo lepiej, niż równikowa plantacja na Kubie. Ale o tym w innym artykule.

Ostatnie pomarańcze w sezonie

Cały temat zacznę od tak zwanej d... strony, czyli od soku ze świeżo wyciśniętych pomarańczy. Materiału na sok dostarcza mi od początku tego roku firma rolnicza Guerci Fortunato z miejscowości Lentini, niedaleko Syrakuzy na Sycylii. O jego firmie też będzie kiedy indziej, teraz tylko wspominam, kto mnie z samego rana natchnął do napisania artykułu i do rozpoczęcia całej serii traktujących o cytrusach - właśnie od tematu śniadaniowego! Wczoraj bowiem dotarły do mnie ostatnie pomarańcze z tego sezonu, wraz z oliwą z oliwek, sycylijskim serem z orzeszkami pistacjowymi oraz z pysznym dżemem z czerwonych sycylijskich pomarańczy.

Jak zrobić pyszny sok ze świeżo wyciśniętych pomarańczy

A teraz opowiem o tym jak się robi porządny soczek z pomarańczy. Możliwe, że wyważam otwarte drzwi, ale co mi tam,  a nuż znajdzie się ktoś, kto nie wie.

Do zrobienia porządnego soczku z pomarańczy potrzebne będą:

- pomarańcze - ilość wedle apetytu, lub ilości chętnych do spożycia - dobra sycylijska pomarańcza średniego kalibru potrafi wypełnić trochę więcej jak pół zwykłej szklanki. Kto się więc lubi bawić w matematykę, to niech sobie policzy, ile mu potrzeba.

- wyciskarkę do cytrusów. Może być  zwykła i wtedy trzeba się więcej napracować...

... lub elektryczna...

...gdzie ten karbowany czubek się obraca i odwala za nas prawie całą robotę.

- pojemnik na sok. Szklanki lub dzbanek. Tu chyba wszystko jasne.

- sitko...

Ale tylko dla tych którzy nie lubią pić z tymi wszystkimi farfoclami (chociaż dobra pomarańcza, taka właśnie na sok, to nie pozostawia po sobie prawie w ogóle żadnych odpadów). Ja wolę pić przesączony przez takie rzadsze sitko. Sitka są różnej gęstości  - sama posiadam trzy różne do różnych produktów.

I do soku w pomarańczy używam tego najrzadszego, bo drobne farfocelki stanowią zasadniczy element specyjału, nadając mu smak i charakter.

- nóż do przekrojenia na pół każdej pomarańczy.

- komu pomarańcze są mimo wszystko za kwaśne to polecam łyżeczkę cukru. Ale jak spróbujecie raz prawdziwych sycylijskich pomarańczy, to zapomnicie o cukrze!

Każdy sobie myśli: - Ha, wielka mi filozofia, przekroić pomarańczę na pół... A właśnie że filozofia! Otóż okazuje się, że warto poświęcić na to nieco więcej czasu i nadkroić tę pomarańczę po "równiku" dookoła, delikatnie, tak żeby nożem dotrzeć tylko odrobinę w głąb owocu (jak na zdjęciu powyżej). I potem ukręcić obie części i oddzielić je od siebie lekko odrywając. Należy ponadto uważać, bo różne gatunki pomarańczy mają skórkę i to białe pod nią różnej grubości. 

Spytajcie się - każdy kucharz wam to powie: to białe tuż pod pomarańczową skórką  jest gorzkie, zawiera jakieś tam olejki eteryczne i nie nadaje się do jedzenia. Żeby więc to gorzkie miało jak najmniej styczności z nasze sokiem - warto tę pomarańczę przekroić w opisany przeze mnie sposób. Takie krojenie ma jeszcze dodatkowy aspekt. Ale to już dla wielbicieli pestek do wysiania. Zwykłe ciachnięcie pomarańczy na pół często pozbawia nas zasadniczego elementu do zabawy w ogródek. Łatwo przekroić taki skarb - jedną, jedyną pestkę w całym owocu. A jak się kroi po mojemu, to pestka na pewno ocaleje.

I ile radochy potem jak wykiełkuje!

Moje skarby z właśnie minionego sezonu.

Potem, już po przekrojeniu przystępujemy do czynności zasadniczej, czyli do wyciskania soku.

Ja się wycwaniłam i do soku z pomarańczy używam szklanki o pojemności 350-400 ml.

Potem się całość przelewa do szklanki przez to rzadkie sitko...

 

i oto efekt końcowy!

Świeżo wyciśnięty sok ze zdrowej, porządnej, sycylijskiej pomarańczy jest zwarty, jednorodny, powinny w nim pływać równomiernie drobne grumki miąższu owocowego. Kolor w zależności od odmiany pomarańczy powinien być od jasnopomarańczowego do prawie bordowo-czarnego.

Smacznego życzę!

A to moje śniadanko z dnia dzisiejszego!

W kolejnych artykułach postaram sie przybliżyć wszystkim moim czytelnikom rodzaje włoskich pomarańczy, ich "proces produkcyjny" oraz wszelkie inne tematy związane z uprawą, zbiorem, transportem i potem konsumpcją. Zapewniam, że będzie ciekawie i smakowicie!