POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

OGRÓD BOTANICZNY WE FLORENCJI PO PRZEJŚCIACH

Dzisiaj zapraszam na wycieczkę do ogrodu botanicznego we Florencji. A część fotek, które wybrałam do tego artykułu będzie raczej towarzyszyć w ramach ozdoby, a nie jak to zwykle bywa jako ilustracje odnoszące się do konkretnego fragmentu tekstu. Bo jest naprawdę na czym oczko zawiesić. Roślinki, jak zwykle, zapewniają raj dla wzroku! Życzę przyjemnego oglądania!

 

Zniszczenia w ogrodzie botanicznym we Florencji po ulewie z września i po wichurze z marca.

Wybrałam się na ponowne otwarcie ogrodu botanicznego we Florencji. A ponowne to dlatego, że  był zamknięty z powodu szkód wyrządzonych najpierw we wrześniu ubiegłego roku przez krótką, gwałtowną i silną ulewę, a potem przez wichurę sprzed kilku miesięcy. Tak ulewa jak i wichura załatwiła kolejno wielowieczne, duże okazy, będące wartościowe tak z botanicznego jak i historycznego punktu widzenia.

Bo ogród botaniczny we Florencji  powstał w rok 1545, w celu uprawy roślin zielarskich. Uprawiano tu rozmaite ziółka, takie o właściwościach leczniczych, wykorzystywanych przez rozmaitych medyków, jak i dla celów kulinarnych.  Jest to jeden z trzech najstarszych tego typu ogrodów. W owych czasach byla to wspaniała lokalizacja, zapewniająca odpowiedni mikroklimat. Roślinki mogły się czuć tu bezpieczne mając i ciepełko i odpowiednią wilgotność.

Dzisiaj ogórd botaniczny znajduje się prawie w samym centrum miasta, wśród całej glątwy ruchu samochodowego, objeżdzającego ogród z trzech stron (z czwartej znajduje się budynek katedry botaniki i geologii tutejszego uniwersytetu) i doprawdy trudno mi uwierzyć w istnienie jakiegokolwiek mikroklimatu. Ale roślinki mają się nieźle, mają doskonałą opiekę i tylko złośliwe siły natury dokonały zniszczeń.

Jedno z nowych urządzeń - akwarium dla roślinek pływających...

 

No właśnie.  Poległy wielowiekowe wysokie drzewa.  A specjalista, jeden z opiekunów ogrodu mówi, że ponad dwadzieścia ogromnych wiekowych drzew uległo zniszczeniu podczas ulewy. Gwałtowne porywy wiatru porozwalały porozstawiane wszędzie donice z mniejszymi roślinkami. Szkody zostały oszacowane na prawie milion euro, a są to tylko szkody materialne liczone w roślinach, sprzęcie i specjalistycznych budynkach. A wartość emocjonalna? Wszyscy jak jeden: specjaliści biologowie, kuratorzy, ogrodnicy, panie oprowadzające po ogrodzie opowiadali nam, że po tym jak się człowiek przyzwyczaił do obeceności takiej czy innej roślinki czy olbrzymiego drzewa w danym miejscu, teraz ziejący pustką trawnik naprawdę szarpie za serce...

 

Jedna z pań oprowadzających stwierdziła też, że na szczęście ogrodowi przyszło z pomocą miasto. Tak w osobie władz miejskich, które nareszcie dostrzegły  zgłaszane milion razy wcześniej potrzeby ogrodu, jak i w wielu osobach mieszkańców Florencji, którzy spontanicznie się zgłosili do pomocy w usuwaniu szkód i uprzątaniu pobojowiska jakie pozostawiły po sobie siły natury. Cały czas można się zgłaszać dopisując się na listę pomagających. Jest to jakoś organizowane i nawet działa. Ponadto utworzono konto bankowe, na które można wpłacać dowolne kwoty jako pomoc finansową. A i sami pracownicy ogrodu zorganizowali sprzedaż drobnych roślinek, za drobną sumę, z serii „co łaska, ale nie niżej niż 5 euro”. Nie mogłam wziąć żadnej, bo po wizycie w ogrodzie byłam jeszcze namówiona na służbowe spotkanie, chociaż z miłą chęcią bym coś przygarnęła, więc zostawiłam im samo co łaska.

 

 

Ogród nie powala ogromem, mimo to jest podzielony na sektory tematyczne. Niestety mapka którą dostaje się przy wejściu  określa tylko nazwy sektorów. Przyznam się że mnie by satysfakcjonowała mapka z nazwami co większych roślin i z określeniem na jakich stanowiskach się znajdują. Ogród ma swoją stronę internetową i pocztę mailową, to pewnie im podpowiem... Poza tym są dwie murowane szklarnie i siedem mniejszych szklanych konstrukcji oraz kilka prawie że inspektów, służących do przechowywania roślin przez okres zimowy.

Na zdjęciu poniżej nowe urządzenia ocieniające szklarnię. Poprzednie uległy całkowitemu zniszczeniu.

Ze względu na święto ponownego otwarcia ogrodu wejście było gratis – normalnie bilet kosztuje 3 euro więc warto zainwestować – i były zorganizowane zwiedzanie z przewodnikiem. Królowały dwie tematyki – zbiór nasion oraz ciekawsze okazy ogrodu botanicznego. Udało mi się załapać na obydwie. A takie wizyty z przewodnikiem biologiem czy botanikiem są organizowane często i warto z tego skorzystać, bo można się dowiedzieć naprawdę ciekawych rzeczy! Ogrodnicy zawsze służą informacjami. Można ich pytać o co się chce, związanego z roślinami oczywiście. Nawet dają swoje służbowe namiary mailowe, po czym na wysłane maile odpowiadają! Wiem, bo sama torturowałam jednego. Zaraz napiszę o co.

Jak się okazuje zbieranie nasion to wcale nie dłubanie głupich pestek! Czynność jest obwarowana rozmaitymi przepisami , z uwzględnieniem zasad higieny, potrzeb rozmaitych placówek naukowych rozsianych po całym świecie i przeprowadzanych co jakiś czas prób kiełkowania.

Zebrane nasionka należy oczyścić, podsuszyć skatalogować i zakonserwować. Szczególnie nasionka roślin zagrożonych wymarciem gatunku. Ciekawa rzecz: tak wiele mówi się o zwierzętach na wyginięciu i że należy zadbać o to, by zachować gatunek... Jakoś nigdy nie słychać głosów broniących roślin, które też zagrożone są wyginięciem. Zajmują się tym właśnie ogrody botaniczne na całym świecie.

 

Identyfikacja tajemniczej roślinki

Jedną ze sztuk której nie potrafiłam nigdy ogarnąć jest rozpoznawanie roślinek. O ile nie jest to coś naprawdę ewidentnego typu brzoza, truskawka, czy cytrus, to nie umiem samym tylko spojrzeniem na roślinę tego rozpoznać. Gorzej: nawet nie bardzo wiem jak poszukać. Rośliny bowiem mają wiele cech morfologicznych kwalifikujących je do takiej czy innej grupy czy gatunku. Na ogół nie zależy mi na poznaniu nazw roślinek, które mam na balkonie, ale od prawie dwóch lat mam roślinkę, osobiście wysianą z nasionka przywiezionego z Sycylii, co nikt mi nie umie powiedzeć co to jest. Ile razy trafiam na jakiegoś ogrodnika, botanika, czy choćby pasjonata z ogromną wiedzą, to zawsze torturuję go tym jednym pytaniem. Fotkę roślinki albo mam przy sobie w telefonie, albo dosyłam mailem ofiarom mojego molestowania. I tym razem, znalazłszy się w towarzystwie samych specjalistów nie omieszkałam wykorzystać sytuację i podręczyć eksperta identyfikacją mojej tajemniczej roślinki.  Roli esperta podjął się jeden sympatyczny (i nawet przystojny!) ogrodnik. Dał radę podsyłając mi na maila nazwę mojego balkonowego zielska. Otóż jest to Melia azedarach. I jest to trujące... Szkoda, bo wdzięcznie i szybko rośnie, nawet w dużej donicy. Zdjęcie u góry przedstawia drzewko tak jak sie prezentuje na dzień dzisiejszy.

Obsuwę również zaliczylam. Ale sami przyznacie, że zobaczyć coś takiego w ogrodzie botanicznym to tak jakby trochę źle się kojarzy, nie?

 

Wyłowiłam cały czas tego samego ogrodnika (no mówiłam, że przystojny!) i zadałam mu ironiczne pytanie czy aby taki widok nie przynosi wstydu ogrodowi botanicznemu?

No właśnie. Jest taki powiedzonko: nie pytaj bo się DOWIESZ. Zostałam równie ironicznie powiadomiona, że to jest fizjologiczny stan roślinki cebulkowej, której po okresie wegetacyjnym soki muszą z powrotem spłynąć do cebulki, by potem roślinka miała siły wybić w kolejnym sezonie. Nie wolno pędów obcinać!  No, utarł mi nosa! Było siedzieć cicho!

 

Moje ukochane rośliny

Już pewnie wspominałam i napewno jeszcze nie raz o tym napiszę, że cytrusy bezpardonowo zawładnęły moim sercem. Oba regiony włoskie, które kocham najbardziej akurat w cytrusy obfitują, chociaż każdy w innym zakresie. Na Sycylii cytrusy rosną w ilościach przekraczających ludzkie wyobrażenie, ale w większośći jest to produkcja nastawiona na owoce do konsumpcji, natomiast Toskania wybrała sobie cytrusy ozdobne jako działalność sztandarową w tej tematyce! I tak w jakim ogrodzie botanicznym, czy przynależnym do willi medycejskiej się nie ruszysz, tam zawsze trafi się choćby na skromną kolekcję moich ukochanych roślinek!

Moja radość dla oczu i szał dla innych zmysłów!

Techniczne zaplecze ogrodu botanicznego we Florencji

Przez szybę udało mi się sfotografować laboratorium znajdujące sie na terenie ogrodu. Zapomniałam zapytać co się tam robi, ale obiecuję że uzupełnię wiedzę!

 A tu również zaplecze dla ogrodników. Poza kosiarkami do trawnika i dużymi narzędziamy, to wszystko inne bym chciała mieć! Takimi ustrojstwami ogrodnicy dbają o ogród:

 

 Jaki jest najdogodnieszy moment na zwiedzanie ogrodów Florencji?

Zapraszam do ogrodów Florencji. Nie tylko do botanicznego! Florencja ma kilkanascie miłych i ciekawych miejsc związanych z roślinami, które naprawdę warto obejrzeć. Njlepiej zrobić to w okresie wiosenno letnim.

Ustalając datę wizyty wcześniej, można się załapać na zwiedzanie miejsc z przewodnikiem: botanikiem, czy historykiem sztuki/architektury, bo wiele miejsc jest związanych z rodem Medyceuszy, a tam historia ma dużo do powiedzenia.