POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

OLIWA Z OLIWEK RAZ JESZCZE

Jako takie małe podsumowanie, to ostatni raz w tym sezonie potruję was tematem oliwnym.  Oliwa z oliwek to flagowy produkt regionu Toskania. Razem z winem Chianti. I chyba nie ma w Europie albo nawet na całym świecie takiej istoty ludzkiej, która by tego nie wiedziała. Oliwa z kolejnego, aktualnego zbioru jest powodem do dumy dla każdego Toskańczyka. Jak już pisałam w innym artykule, ubiegły rok był dla oliwek pasmem tortur i nieszczęść. Pogoda do tak zwanej nieokreślonej i upierdliwe pasożyty załatwiły plantatorom prawie wszystkie zbiory. Drzewka oliwne zostały zaatakowane prawie na całym terytorium państwa. Odbiło się to tak na jakości produkowanej oliwy, jak i na dodatkowych zabiegach tak plantatorów jak i tłoczarni (automatyczny korektor podsuwa mi tez wersję: tłoczarń - niech sobie gramatyczni gestapowcy wybiorą wersję bliższą ich duszy - nie zamierzam się upierać przy żadnej) musieli poczynić,  aby mimo wszystko chociaż trochę nadawało się to do spożycia i by można z tego było wyciągnąć chociaż częściowe zyski. 

Ale ten sam klimat, który poprzednio przyczynił się do katastrofy, tym razem załatwił na perłowo wszystkie szkodniki i żaden nie miał szans się rozwinąć i dokonać szkód na plantacjach. Nie trzeba było też używać broni chemicznej w czasie dojrzewania oliwek. Oliwki są zdrowe, przyzwoicie wyrośnięte i bez śladów jakichkolwiek zniszczeń.

Za każdą flachą czy metalową puszką z oliwą stoi cały sztab ludzi. Opieka nad drzewkami w czasie całej wegetacji od wczesnej wiosny, przycinanie gałązek, później zbiory oliwek, magazynowanie w odpowiednich warunkach, tłoczenie czy też późniejsze kontrole w specjalistycznych laboratoriach (każdy, nawet ktoś posiadający kilka drzewek, co jakiś czas podsyła efekt swoich starań do analizy) to wszystko angażuje ogromne ilości czasu energii i zasobów ludzkich.

Każdy region Włoch ma swoje specyficzne odmiany oliwek, z których wychodzi  oliwa o innych parametrach. Na przykład specjaliści uważają, że oliwa pochodząca z Sycylii ma nieco większą zawartość tłuszczu i jest łagodniejsza w smaku... Nie wiem, nie znam się, sprzedaję jak kupiłam, ale odpowiednie rezultaty takich analiz są publikowane w prasie profesjonalnej i na rozmaitych portalach internetowych. Dużo do powiedzenia ma też gust poszczególnych konsumentów. I jak to zawsze bywa w myśl zasady "każda pliszka swój ogonek chwali" Sycylijczyk powie że ichnia oliwa jest najlepsza na świecie, a z kolei Toskańczyk pokręci nosem na tę sycylijską twierdząc, że jest za tłusta.

Co do gustu i smaku, to w celu określenia jakości i nadania konkretnej nazwy poszczególnym oliwom, powoływane są specjalne komisje degustacyjne. Pewnie o tym też napiszę, jak się kiedyś na taką rozrywkę załapię.

Dawno nie było żadnej dygresyjki, to teraz, na koniec opowiem. Dwie. Scenki rodzajowe.

Pierwsza:  przyjechał z Polski klient. Kupił, co miał do kupienia, załadował sobie auto, po czym właściciel firmy, w której klient kupował, zaprosił nas wszystkich do restauracji na obiad. I tu w charakterze gwoździa programu wystąpiła oliwa z oliwek. Bo proszę sobie wyobrazić, że na przystawkę pan kelner przyniósł nam małe, białe talerzyki deserowe, flachę oliwy z oliwek, koszyk ze świeżutkim chlebkiem toskańskim, jeszcze cieplutkim oraz sól w słoiczku. Makaroniarz, który nas zaprosił, polał każdemu na talerz po trochu oliwy z oliwek, przykazał  to posolić, po czym maczać sobie w tym kawałki odrywanego chlebka. Wiecie jakie to jest pyszne??? I już nic tego potem nie było w stanie przebić. Ani spaghetti z sosem ragù alla bolognese, ani przepyszny befsztyczek krojony na cienkie jak papier plasterki, ani nawet naparsteczek czarnego szatana na koniec..

I druga: Zostaliśmy wraz z mężem zaproszeni na toskańska kolację do małego hoteliku. Cała maluteńka sala restauracyjna była dla sześciu sztuk - trzech par. I tu z kolei w charakterze przystawki wystąpiła "fett'unta" - dawniej przysmak biednych toskańskich  rolników, a dziś specyjał najwyższych lotów. Jest to kromka białego, nie solonego chleba toskańskiego, opieczona na lekko brązowawy kolor, natarta lekko ząbkiem czosnku, polana oliwą z oliwek i troche posolona. Można to jeść zarówno łapami prosto z talerza jak i nożem i widelcem, elegancko krojąc na drobne kawałki. Jedząc łapami wiadomo, że się człowiek umaże jak nieboskie stworzenie! No ale spróbować warto, bez względu na technikę jedzenia. Jest to pyszne nieziemsko, chociaż ja preferuję wersję bez czosnku, który według mnie zabija smak oliwy.

Potem oczywiście podano nam pierwsze danie i dwa drugie (nie do wyboru, tylko jedno po drugim, żeby się rzetelnie najeść!) oraz kawałek ciasta i kawę na koniec, ale co chlebek z oliwą to chlebek z oliwą!

Kto ma ochotę na pyszną oliwę z oliwek, to służę uprzejmie informacjami na temat drobnych niszowych producentów, którzy sprzedają krótkie serie tego bosssskiego płynu. Polecam, bo naprawdę jest o co się bić i zapraszam!