POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

SAMMEZZANO - NIEDOSTĘPNY WŁOSKI ZABYTEK

Są takie, wierzcie mi!

Myślałam ambitnie, że będę pierwsza, co opiszę po polsku coś szalenie oryginalnego, ale widzę, że się spóźniłam. Opisy miejsca po polsku już są na internecie. Dźgnięta w ambicję postanowiłam się więc postarać i zrobić to dogłębniej, zawierając najaktualniejsze wiadomości, bo dużo się zmieniło od czasu kiedy inne panie wbijały na neta swoje opisy.

Ostrzeżenie: to jest pierwszy z całej serii artykułów, który przygotowuję na ten temat. Będzie, zawile, rozwlekle i rozczłonkowanie... (przysłówek od przymiotnika rozczłonkowany – albo gramatyka polska nie dosięgnęła „wyżyn” zawartości moich zwojów mózgowych, albo ja nie posiadłam całej wiedzy z zakresu gramatyki polskiej – ortograficzno-gramatyczni gestapowcy mogą mnie pouczyć, jeśli wyrażą taką chęć).

Bo i temat jest niezwykle rozległy.

Uwaga: wszystkie zdjęcia dotyczące tematu Zamku Sammezzano zostały mi udostępnione przez Stowarzyszenie "Save Sammzzano" i publikuję je za ich zgodą.

Ale po kolei. Najpierw tytułem wstępu tradycyjna dygresyjka:  jestem prawie uzależniona od internetu. Lubię sobie oglądać  filmy i materiały na tematy, które mnie interesują. Nie wiem jak sądzą moi czytelnicy, ale według mnie w podsuwaniu rozmaitych ciekawostek prym wiedzie Facebook. I nie mówię tu o durnych filmikach pod tytułem „Kot na deskorolce” , ale o poważnych materiałach prawie naukowych. Dawno temu zdecydowałam, że nie będę miała śmietnika na fejsie, nie będę kolekcjonować przypadkowych osób i dawać lajka profilom, które mnie nie interesują, tylko dlatego że poprosiła mnie o to jakaś kumpela. Nic z tych rzeczy. Przeprowadziłam więc gruntowną czystkę etniczną, wykasowałam „znajomych”, których nie znam osobiście, ani z żadnych innych miejsc (forum o roślinkach na  przykład), a które nie wnoszą do mojego życia absolutnie nic, nawet „cześć” raz do roku żeby nie wyjść z wprawy... Ponadto „odlubilam” profile i stronki fejsowe instytucji czy osób, które również są odległe od moich zainteresowań. W ten sposób udało mi się oswoić  fejsa maksymalnie,  by był dla mnie źródłem nie tylko rozrywki, ale przede wszystkim wiedzy o życiu i świecie. Żeby uczył i wychowywał. Naiwne i pobożne to życzenie nigdy się nie spełni, bo zawsze się trafi jakiś (.....) co opublikuje durnego pranka... Ale pomarzyć wolno...

I teraz zaczynam przybliżać się do sedna. Otóż właśnie jakiś czas temu, wśród takich ciekawostek, czy to podsuwanych mi ustawicznie przez fejsa, czy to publikowanych przez moich interesujących znajomych trafiłam na serię prześlicznych zdjęć, mieniących się tysiącem barw, z podpisem Zamek Sammezzano, Toskania.

Najpierw odniosłam wrażenie, ż to jakiś żart. Długo mieszkam już w tej Toskanii, więc znam charakter i styl architektury tego miejsca. Zamek Sammezzano zbyt mocno odbiegał od moich wyobrażeń o toskańskiej zabudowie.

Kilka kliknięć na odszukanie kolejnych wiadomości, króciutka wizyta na Google Maps i jak nożem uciął skończyły się myśli o głupich żartach. Pojawiła się za to jedna myśl, bardzo intensywna: ja chcę to zobaczyć!

Dalsze grzebanie w sieci ujawniło fakty, które najpiejw mnie zniesmaczyły, potem podniosły ciśnienie oraz włosy na głowie, a na koniec dźgnęły mnie w tyłek, by podjąć jakąś akcję. Ten artykuł jest właśnie owocem tego ostatniego.

KONFERENCJA Z INICJATYWY STOWARZYSZENIA SAVE SAMMEZZANO

9 kwietnia 2016, w miejscowości Figline Valdarno, w historycznym budynku - aktualnie siedzibie rady miejskiej...

...odbyła się kolejna - jedna z wielu ostatnio - konferencja na temat aktualnej sytuacji, w której znajduje się zamek Sammezzano.

Ta konferencja jednakże tym się różniła od poprzednich, że ja w niej uczestniczyłam. Specjalnie tam pojchałam, nawet namówiwszy na wyprawę męża, no ogół niechętnego takim wyjazdom. No i dzięki temu teraz już znam temat, coraz bardziej i z coraz większym zainteresowaniem się w niego wgłębiam. Konferencję zorganizowała grupa młodych ludzi, działająca w Stowarzyszeniu pod nazwą „Save Sammezzano”

To oni, całkowicie gratisowo, z potrzeby serca inwestują swój czas i wysiłki, aby zabytek doczekał się odpowiedniego potraktowania. Bo jak się okazuje jest o co się bić. Starszy pan za panem prezesem Stowarzyszenia Save Sammzzano to wybitny włoski architekt Cosimo Bruno Pati.

Prelegenci uczestniczący w dyskusji: Francesco Esposito (właśnie prezes Stowarzyszenia),  Ethel Santacroce, Cosimo Bruno Pati, Lucrezia Giordano, Nunzia Pandoli, Sara Mohaddes, Kris Mantovani e Alessio Pesci.

JAK WYGLĄDA ZAMEK SAMMEZZANO?

Aktualnie budynek ma dwa fronty: tak zwany Słoneczny...

...i drugi Księżycowy (na zdjęciu lotniczym z początku artykułu). Zamek ma dwie wysokie kondygnacje. Już z daleka rzuca się w oczy, że budynek charakterem odbiega mocno od tradycyjnej zabudowy toskańskiej. Silne akcenty orientalne obecne na wszystkich czterech ścianach budynku przywołują na myśl budowle takie jak Taj Mahal w Indiach, arabskie meczety, czy dalekowschodnie pagody. I tak jak mocno nadgryziona zębem czasu, niegdyś dopracowana w każdym szczególe elewacja...

...wygląda na wyblakłą i pożółkłą, tak wnętrze potrafi jeszcze szokująco zakoczyć ostrością i wielością barw, totalną mieszaniną stylów i szczegółowymi zdobieniami pełnymi kolorytu i różnorodnościa form. Najciekawsze jest to, że każda z sal, każdy korytarz prowadzący do kolejnego pomieszczenia,  wykonane są z niesamowitą prezycją i dopracowaniem szczegółów, ale każde z nich  w innym stylu! Wszystko to, zgodnie z zamysłem autora i wykonawcy markiza Ferdinando Panciaticchi Ximens d’Aragona, o którym jeszcze dokładniej napiszę, ma odzwierciedlać  styl bliskiego czy dalekiego wschodu.

Już od wejścia dostaje się po oczach ilością i jakością barw.

Niestety kultura zachodu wyrobiła w nas przekonanie, że mury muszą być szare, beżowe, kremowe, na ogół kolorystycznie nawiązujące do użytego do budowy materiału. Jasny tynk, kamienie, no - w ekstremalnych przypadkach kolor, ale tylko jeden. W dawniejszych czasach w architekturze były obecne jeszcze złocenia. A tutaj? Orgia koloru, delirium barw, ekstaza form, gra świateł i precyzja wykonania nie opuszczają nas od samego wejścia po ostatnią z sal.

Dzisiaj zamek teoretycznie należy do jakiejś spółki włosko angielskiej, co się nazywa Sammezzano Castle Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Spółka zakupiła zamek w 1999 roku, odrestaurowała kilka najpilniejszych  rzeczy. Niestety w pewnym momencie kasa im się skończyła, odpuścili sobie ambitne plany odnowienia budynku i przeobrażenia go w jakiś luksusowy hotel z wypasionymi rozrywkami wewnątrz. No i wyszło na to, że od ponad 20 lat zamek jest pozostawiony sam sobie, niszczeje i z architktonicznej perełki powoli przekształca się w ruinę, niereperowany dach przecieka...

...a deszczówka cieknie po ozdobnych ścianach, tak – tych właśnie wycyzelowanych i odrobionych w każdym najdrobniejszym szczególe, z gipsu, stiuku, terakoty. Nie muszę chyba pisać, jak taka prawie ciągle ściekająca woda potrafi zniszczyć co tylko po drodze napotka...

 

Druga sprawa właściciel olewa totalnie swoją własność trochę na zasadzie psa ogrodnika – sam nie zje i drugiemu nie da. Tak naprawdę to zamku zwiedzać nie można, bo właściciel zabrania, ale zabrania trochę dziwnie. Ani tego nie ogrodził ani tego nie pilnuje i oficjalnie nikt się do tego nie może zbliżać. A nieoficjalnie? Całe hordy obiboków,  chuliganów, wandali czy zwykłych złodziei grasują po zamku, bezkarnie niszcząc i wykradając cokolowiek jeszcze pozostało do zniszczenia czy wyniesienia... Żałośc bierze i taka całkiem bezsilna złość, kiedy na przepięknej szalenie ozdobnej ścianie zobaczyć można prawie  metrowej szerokości, wydrapane ostrym narzędziem słowo określające... hmmm, jak by tu elegancko?... No, męskie, zewnętrzne narządy rodne...

Normalnie ręce opadają...

Ostatnio przedstawiciel stowarzyszenia Save Sammezzano spacerując w okolicach zamku (tak, tak - po posiadłości prywatnej, dostęp mają wszyscy, łazić najwyraźniej można!) zauważył brak rzeźby lwa, która do niedawna zdobiła kolumnadę przy tarasie jednej z większych sal zamku.

Drugiego lwa, bo pierwszego – po przeciwnej stronie kolumnady skradziono bodajże w 2006 roku... O lwach jeszcze będzie, bo to też fajna historia z dreszczykiem...

No sami widzicie, tragedia grecka się z tego robi...

Z ostatniej chwili: zamek jest wystawiony na sprzedaż aukcyjną, jako pokrycie długów spółki. Poprzednie opiewały na sumę 22 i 20 milionów euro jako cenę wywoławczą. Zostały odwołane, z braku ofert. Kolejna aukcja jest przewidziana na 24 maja 2016 roku i opiewa na sumę 15 milionów euro. Nie mam takiej kasy, ale nawet jak bym miała to i tak nic z tym bym nie zrobiła, bo jest to cena za samą nieruchomość: zamek z przyległym doń parkiem, o którym też będzie w kolejnych artykułach. A potem trzeba to jeszcze porządnie odrestaurować, znaleźć jakieś fajne przeznaczenie na taką oryginalną budowlę... Eksperci wypowiadający się na konferencji liczyli lekką rączką 100 milionów euro. Ktoś ma na zbyciu?

A państwo włoskie? – ktoś mógłby słusznie zapytać.  A Region Toskania?...

Państwo w osobie Ministra Dóbr Kultury, Działalności Kulturalnej i Turystyki, czyli dosyć znacząca osobistość, odpisało, że nie ma kasy. Krótko i na temat. Region Toskania ostatnio się zainteresował na tyle, że zwizytował zamek jakoś tak grupowo, widziałam nawet fotkę porozstawianych na schodach do zamku jakichś regionalnych dygnitarzy... Przybyli tu właśnie na zaproszenie stowarzyszenia Save Sammezzano. I jakoś tak odnoszę wrażenie, że żadnych konkretnych kroków nie podjęto.

Cała sprawa rozbija się o prawo własności. To jest prywatne. Ani miasto, ani region, ani państwo nie mogą się za bardzo wcinać z żadnymi ochronami zabytków i innymi tego typu akcjami. Jest jeszcze jedno stowarzyszenie - Komitet FPXA (skrót  od inicjałów markiza), które w porozumieniu z właścicielami udostępnia zamek dla zwiedzających. Odbywa się to może aż dwa razy do roku.

Na ostatnie  ogłoszenie o możliwości zobaczenia tego miejsca padł im serwer, bo w ciągu niecałej minuty wbiło się ponad 11 tysięcy zgłoszeń, chętnych do obejrzenia zamku jest zawsze mnóstwo. I wcale nie trzeba dodawać, że wszyscy są gotowi zapłacić każde pieniądze byleby tylko móc obejrzeć cudeńko architektoniczne. A tu gie. Rozczarowanie na całego, bo jak wspominałam  podejść da się całkiem blisko, ale brak możliwości wejścia do środka i obejrzenia tego wszystkiego porządnie, naraża wszystkich przypadkowych turystów - ale też tych co przyjechali tu specjalnie - na frustrację i złość.

Ambitne stowarzyszenie FPXAzebrało też jakieś drobne sumy na najpilniejsze prace renowacyjne czy zabezpieczające. I nic poza tym. A zamek stoi na deszczu, na słońcu, na wietrze i w ogóle wystawiony na wszelkie niedogodności tak klimatyczne jak i zakusy bandyckie. Niszczeje.

Kto chce wesprzeć akcję „Save Sammezzano” i podpisać petycję o ocalenie zamku to może tego dokonać na stronie:

https://www.change.org/p/savesammezzano-salviamo-il-castello-toscano?recruiter=129366130&utm_source=share_petition&utm_medium=facebook&utm_campaign=share_page&utm_term=des-lg-share_petition-custom_msg&fb_ref=Default

Podpis jest całkowicie gratisowy, nikt potem o nic nie truje czterech liter, a wspierając tę akcję, umocnicie naszą pozycję we wszelkich rozmowach na temat dalszych losów zamku.

Więcej w kolejnych artykułach, bo temat jest pasjonujący i będę się o niego bić tak samo jak o sycylijskie pomarańcze.