POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

SCHYŁKOWO LETNI SZAŁ ZAKUPOWY WE WŁOSKICH OUTLETACH

Tytuł trochę ironiczny, z dwóch powodów. Przede wszystkim na złość wyszukiwarkom googla, bo jestem ciekawa ilu czytelników mi się trafi przypadkiem, szukając czegoś o modzie, a ja  jestem w tym temacie trochę marginalnie i raczej technicznie, a nie praktycznie. Obiecuję jedakże od czasu do czasu coś na ten temat  wrzucić. Może nie zawsze tylko o samej modzie, ale także i o tym jak moda powstaje, oraz o jej jeszcze wcześniejszych etapach czyli jak się produkuje przędzę i tkaniny. Jak kogoś to zaintereuje to zapraszam! Ale to później.

Na razie jednak wracam do chwilowej możliwości poczucia się jak rasowa blogerka modowa. W te ostatnie dni lata zdarzyło mi się wybrać do mekki najwyższej mody, gdzie królują outlety takich marek jak Prada, Gucci, Pucci, Ralph Laureen, Tommy Hilfiger, Michael Kors, ale także Disegual, Diesel, John Ashfield oraz Bennetton.

Malutką dygresyjkę zrobię. Kawał czasu temu przeczytałam w „Twoim Stylu” jakiś artykuł traktujący o modzie, gdzie autor (na szczęście nie pamiętam jego nazwiska) przywołał w tekscie taki zlepek pojęciowy: „... włoskie elegantki na ulicach Mediolanu i Florencji...” - koniec cytatu. Niedouczony jakiś i nie mający w ogóle pojęcia o otaczającym go świecie. „Włoska elegantka” to jest pusta fraza, dzisiaj prawie nie mająca jakiegokolwiek odniesienia do rzeczywistości i istnieje naprawdę niewiele przykładów, które można spotkać na ulicy. Teraz będę złośliwa, ale mnie takie pojęcie się kojarzy nierozerwalnie z egzemplarzami dużo powyżej sześćdziesiątki, odzianymi w ciężkie prawdziwe futro, z kilogramem złotej biżuterii wszędzie: na palcach, na szyi i w uszach (ach, po co umiar???), z połową pomarszczonej i wytapetowanej twarzy zasłoniętą ogromnymi cieniowanymi okularami przeciwsłonecznymi... Prawda, że zgroza?

No dobrze, to tak tytułem wstępu. A teraz do rzeczy. Kilka lat temu niedaleko Florencji w miejscowości Barberino di Mugello otwarto centrum handlowe, outlet  dla wielkich i średnich marek modowych.

Miejsce nazywa sie Barberino Designer Outlet ( http://www.mcarthurglen.com/it/barberino-designer-outlet/it/)  i jest to raj dla zakupoholików wszlekiej maści. Dla rzetelności informacji dodam, że raczej dla takich, co mają nieco bardziej wypchany portfel. I to jest właśnie drugi powód ironii zawartej w tytule tego wpisu.  Do sklepu Prady wlazłam specjalnie, bo w życiu nie byłam i z czystej ciekawości chciałam obejrzeć, jakie mają ceny. Fakt, nie stać mnie na Pradę, ale myślałam, że moje przerażenie będzie większe.



No właśnie,  nie chcę straszyć. Dla przeciętnego zjadacza chleba też się coś trafi. Mnie na luksusy nie stać, a mimo to udało mi się wrócić do domciu z trzema sztukami odzieży. Dwie dla mojej dużej dzidzi i jedną dla mnie.




Kurtka ramoneska ale uszyta nie ze skóry,  a z płaszczowego, czarnego, średnio grubego flauszu. Nie przepadam za długimi płaszczami, bo czuję się w nich jak carski urzędnik z powieści Gogola. Ciuch wypatrzony w sklepie ponad rok temu, ale niestety mieli tylko same małe rozmiary. A kurtka, szczególnie taka jak ta – nieco grubsza, musi pomieścić mnie oraz jakiś dodatkowy sweter. Raczej jesienno zimowy. No i właśnie w outlecie trafiłam na rozmiar w sam raz! No i jak tu nie wziąć??? Mój-ci jest!!!

No nie u Prady kupowane, to fakt, chociaż jak wlazłam do sklepu Prady to za jedne prześliczne butki, niekoniecznie z ostatniego sezonu życzyli sobie 259 euro. Z trudem, ale do przełknięcia.

Podkreślam, że są to ceny outletowe, czyli niekoniecznie z najaktualniejszych kolekcji, jakieś końcówki serii, oraz  niesprzedane pojedyncze sztuki. Ale cały czas bardzo dobre jakościowo, z doskonałych materiałów wykonane.

Pod względem architektury miejsce przywodzi na myśl Main Street z Dzikiego Zachodu, małe uliczki z miast północnej Europy, czy w porywach nawet Eurodisneyland, ze swoją kiczowatą, sztuczną zabudową, nieudolnie usiłującą naśladować przykłady architektury przez duże „A” z całej Toskanii.


Ale czas się tu spędza miło, są bary, są lodziarnie, toalety, ławeczki poustawiane wzdłuż głównej alei spacerowej.

Jak widać pogoda nie dopisała i stąd mało ludzi. Normalnie jest tu tłok, że nie ma gdzie nogi postawić!

No i oczywiście sklepy z ciuchami... Mhmmmmmm... Raj dla babskiej duszy!




Przymierzanie, oglądanie, przebieranie w kilometrowych korzytarzach między wieszakami! Trochę irytujący jest fakt, że nie na wszystko mogę sobie pozwolić. Jak bym mogła, to bym wróciła do domu z nieco wiekszym bagażem!

Fajne uczucie przymierzania rozmaitych ciuchów! Oczywiście selfie z lustra obowiązkowe! Za mną szpalery wieszaków z ciuchami!

Może trochę informacji  ogólnych i organizacyjnych. Szczególnie  dla turystów zwiedzających Florencję, a chcących się wybrać na ciuchowe zakupy w ramach przerwy  między katedrą, Placem Michała Anioła a muzeum Uffizzi. Od Florencji dojeżdża się tam wjazdem na autostradę Firenze Nord, a zjeżdża na Barberino.




Potem są już brązowe drogowskazy na „outlet”. Trzeba uważnie je śledzić, bo od zjazdu z autostrady droga prowadząca do samego miejsca jest nieco pokręcona.



Godziny otwarcia centrum handlowego: od poniedziałku do piątku  od 10.00 do 20.00, a w sobotę i niedzielę od 10.00 do 21.00. Proszę, cały tydzień szaleństwa!