POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

KRÓTKIE WPROWADZENIE W TEMAT SIENY

O Sienie można bez końca, dlatego ja tylko tytułem wstępu opiszę to, co w Sienie rzuca się w oczy jakoś najbardziej, a potem pewnie będę sukcesywnie dodawać kolejne artykuły na ten temat.
Kto lubi "podróżować" palcem po mapie, analogowo, lub bardziej nowocześnie  - pomarańczowym ludkiem z google maps wirtualnie przechadzać się ulicami różnych miast, to niech sobie zobaczy dokładniej, co prowadzi do Sieny od strony Florencji. Jedna odnoga autostrady nieodpłatnej!!!! Rano to się tam jeszcze jakoś można dostać, ale jak się wraca... W gigantycznym korku! Zderzak w zderzak, lusterko przy lusterku! I tak zawrotną prędkością, że człowiek by na piechotę szybciej dolazł!
Ale za to miasto wynagradza aż w nadmiarze te wszystkie tortury. Miasto jest rewelacyjnie przygotowane parkingowo na najazd całych tabunów turystów. Dojeżdża się tam w trudnych warunkach i ja za każdym razem trafiam tam od innej strony, bo nie potrafię się w tej całej organizacji dojazdów i parkingów zorientować (od czegoś w końcu jestem blondynką!) ale za to potem uczta dla duszy!
No sami spójrzcie, że jest na czym oczko zawiesić:


Miasto jest położone na samych wzgórkach. Uliczki prowadzą stromo pod górę, by potem w pewnym miejscu spadać w dół na pysk. Do tego stopnia, że zalęgło się we mnie przekonanie, że w takim garbatym mieście to w ogóle siłownie są zbędne. Człowiek idzie na głupi spacerek i wraca do domu z jęzorem jak krawat, schetany do nieprzytomności... I jakoś do niedawna wydawało mi się to szalenie oryginalne i warte opisania, do czasu kiedy niedawno na Sycylii poznałam parę miast, przy których Siena ze swoimi pagórkami może się schować. Ale o tym oczywiście będzie w odpowiednim temacie.
Spacer po mieście sobie mimo wszystko uskuteczniłam.


didascalia




Zabytki zabytkami, pełna kultura pełną kulturą, a gacie za oknem suszą się swoją drogą. Co za ekshibicjonizm cholerny! Żadnej ochrony danych osobowych i najintymiejszych szczegółów życia!

Główny plac Sieny to miejsce dosyć szczególne. Przez cały rok normalnie dostępny dla hord turystów i tylko w sierpniu odbywa się tu COŚ. 
Plac zostaje ogrodzony, cały posypany żółtym piaseczkiem...
Dygresyjka:
Jak byłam mała, to dostałam na kolejne urodziny komplet kredek, nieco większy niż tradycyjne komunistyczne 12 sztuk (kto jeszcze pamięta komplet kredek TAKTYKA????). Sześćdziesiąt sztuk czeskej marki Koh-i-noor powalało swoją urodą i specyficznym zapachem! No i między innymi znajdowała się tam kredka o tajemniczej nazwie koloru "siena palona". Pomijam fakt, że czytałam to po polsku przez "eś", ale całe życie zastanawiałam się, co to za jakaś nazwa koloru??? Kolor sam w sobie można by bliżej określić jako hm... rozwolnienie... I do tego ta głupia nazwa!!!! I dopiero kilkanaście lat temu do mnie dotarło, jak przeczytałam na opakowaniu kredek mojego dziecka nazwę tego samego koloru po włosku: "terra di Siena bruciata", czyli spalona ziemia Sieny...
Koniec dygresyjki.
I to właśnie taką żółtą ziemią z okolic Sieny posypuje się cały plac, by mogła się na tym odbyć mordercza gonitwa koni i ludzi!
Całe miasto jest podzielone na dzielnice, tzw "contrady" i każda contrada wystawia do tego wyścigu swojego jeźdźca i swojego konia pod barwami własnymi contrady. Bieg polega na tym, że wygrywa kto pierwszy obiegnie ten plac ileś tam razy dookoła. Przy czym  nie ma w tym żadnych reguł. Jeździec może zlecieć, koń dobiegnie sam, to contrada wygrała. Koń nogi połamie, jeździec się doczołga do mety, to contrada wygrała. Można się walić po łbach (ludzkich i końskich), podstawiać haka, zwalać wzajemnie z tych koni, wszelkie chwyty dozwolone! Niech się Hiszpania ze swoją corridą schowa!
Wygrana contrada potem świętuje całą noc na porozstawianych specjalnie w tym celu po całym osiedlu stołach. Koń, o ile nie połamał nóg, to też w tym bierze udział. No cudo! Mówię Wam! Oczywiście informacja o wygranej contradzie idzie w wieczornych wiadomościach na cały kraj jako jedna z pierwszych, zdaje się że przebijając w tym zakresie wieści z Bliskiego Wschodu! A wygrany jeździec to bohater narodowy. Nie dziwię się... Biorąc pod uwagę ten brak wszelkich zasad i że przebrnął przez to żywy!

Bez koni zaś plac prezentuje się w ten sposób:
didascaliadidascaliadidascalia

Jak widać plac jest wyłożony rudą cegłą. Od razu powiem,  że latem na takiej patelni można uświerknąć z gorąca. Między innymi dlatego piękna fontanna jest oddzielona ozdobnym płotkiem od całości. I przede wszystkim od turystów. Gdyby nie zapora, to dam sobie łeb uciąć, że wszyscy by sobie w tym nogi moczyli. I zgadnijcie jaki kolor by ta woda wtedy miała, co?
didascalia


didascalia

Zwróćcie uwagę, gdzie siedzi gołąb na drugim zdjęciu... Właśnie dlatego je cyknęłam!

Na razie tyle... O Sienie jeszcze będzie!