POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

TŁUMACZENIA I MEDIACJE POLSKO WŁOSKIE. NAUKA JĘZYKA WŁOSKIEGO.

Dzisiaj chciałabym poruszyć dosyć ważny w moim mniemaniu temat. Mianowicie chodzi mi o moją pracę. Ostatnimi czasy bardzo spsiałą przez wyczyny Google translator, co ludzi będących w temacie przyprawia niemalże o zawał. Pewnie znowu będę wyważać otwarte drzwi, ale nic mnie to nie obchodzi.  Będzie to manifest tłumaczki i mediatorki.  Wpis będzie tym razem bez zdjęć, oprócz oczywiście tytułowego - a to tylko dlatego by zadowolić system.

Język obcy dla początkujących. Nauka języka obcego.

Język obcy właśnie dlatego nazywa się obcy, że nie posługujemy się nim od urodzenia, po kolei: gaworząc, sepleniąc, krzycząc, popełniając wszelkie możliwe błędy, by w końcu móc się posługiwać mową ojczystą na przyzwoitym poziomie. Sami nie zdajemy sobie sprawy, jak głęboko zakorzeniony jest w nas nasz język ojczysty, jego specyficzne zwroty i wyrażenia, idiomy i związki frazeologiczne. Nie zdajemy sobie z tego sprawy dopóki nie spróbujemy nauczyć się innego języka.  I wtedy w wielu przypadkach zaczyna się dramat. Bo wymowa… Bo gramatyka… Bo trudno zrozumieć… Bo ortografia… A przecież język dla nas “obcy” jest czyimś językiem ojczystym. Czasami naprawdę warto zmusić się do lekkiego wysiłku umysłowego i wejść w logikę danego języka.  Nie powinno to się okazać bardzo trudne, biorąc pod uwagę, że my Polacy jesteśmy użytkownikami jednego z najtrudniejszych języków świata! Dość wziąć za przykład:

Angielski: two second

Polski: dwa dwie dwoje dwóch dwaj dwiema dwom dwoma dwojga dwojgu dwojgiem dwójka dwójki dwójkę dwójką dwójce dwójko...

Jestem w trakcie opracowywania krótkiego przewodnika dla początkujących, jak uczyc się języka włoskiego, nie dręcząc się niepotrzebnie gramatyką. Która pewnie i tak prędzej czy później wejdzie Ci do głowy, ale z początku nie powinienieś sobie nią zaśmiecać umysłu. Na początkowym etapie nauki będzie ci ona wyłącznie przeszkadzać. Co z tego że będziesz umieć wyrecytować odmianę czasownika zwrotnego w trapassato remoto, jeśli na pytanie zniencka zadane przez Włocha, czujesz taką tajemniczą blokadę umysłową, czerwienisz się, aparat mowy odmawia ci posłuszeństwa, a ręce się pocą? Przecież na codzień jesteś normalny, aktywnie funkcjonujesz w świecie i nie masz problemów z trafieniem po pracy do domu...

Przecież językiem obcym chcesz się posługiwać! Chcesz nim mówić, rozumieć co do Ciebie mówią i sam być zrozumiany! Nie daj się zaskoczyć, spóbuj pouczyć się moim systemem gotowych zwrotów i wyrażeń, które uratują Cię w niejednej „kryzysowej” sytuacji w kraju Dantego i Michała Anioła! Zapytaj mnie na Facebooku, napisz do mnie maila, dowiedz się więcej!

Język obcy dla zaawansowanych. Tłumacz języka obcego.

Jeśli jesteś szczęśliwym znawcą jakiegokolwiek języka obcego w stopniu przynajmniej średniozaawansowanym, to sam przed sobą się przyznaj, ile razy zdarzyło Ci się musieć odpowiadać na pytania mniej zaawansowanych adeptów wiedzy językowej: A jak będzie po (angielsku, niemiecku, hiszpańsku, francusku, rosyjsku, duńsku, węgiersku czy chińsku- nieporzebne skreślić) jakieś słowo czy wyrażenie. Albo może ktoś Ci podsunął do przetłumaczenia kilka zdań, czy list. I nagle się okazało, że niby już porządnie się danym językiem obcym posługujesz, a jednak przetłumaczenie czyichś myśli natyka się na nieznane dotąd tajemnicze przeszkody, z których faktu istnienia nie zdawałeś sobie dotąd sprawy. Odczuwasz jakąś dziwną blokadę umysłową, odpowiednie słówko, czy zwrot nie od razu przychodzi ci do głowy... Autor tłumaczonego tekstu używa specyficznych sformułowańzagmatwanych i nieintuicyjnych skrótów myślowych, z którymi kompletnie nie umiesz się zidentyfikować, lub w ogóle posługuje się mową wiązanąPoezja i literatura nieco wyższych lotów niż instrukcja obsługi elektrycznego młynka do kawy, to prawdziwy postrach tłumaczy! A co powiedzieć, kiedy znajdziesz się w sytuacji, gdy trzeba przetłumaczyć dokumentację medycznąPrzetłumaczyć wyrok sądowy? Skrypt z zakresu fizyki kwantowej? Protokół z sekcji zwłok? Dokumenty ubezpieczeniowe?

Czy da radę znać się na wszystkim?...

Pytanie trochę retoryczne, ale właśnie dlatego kocham moją pracę, bo jest tak wszechstronna i codzień stawia przede mną nowe wyzwania, sprawia, że nie umiem i nie mogę się nudzić, a przy okazji poznaję nowe światy, dotąd dla mnie niedostępne!

Język obcy dla zaawansowanych. Mediator i reprezentant.

Swego czasu robiłam tu we Włoszech kurs mediatora językowego i kulturowego. I jak to już nie raz mi się zdarzyło, nazwanie rzeczy po imieniu otworzyło mi oczy na całe mnóstwo aspektów z tym zwiazanych. Bo tłumacz i jego praca swoją drogą, a porozumienie między dwiem kulturami nawet tak sobie bliskimi jak polska i włoska - swoją!

Przykładzik? Proszę uprzejmie! Numer jeden: też Ci przeszkadza głośne gadanie w środkach komunikacji publicznej? W poczekalni u lekarza? Na poczcie?... No. To mnie też. Włoski temperament znany jest z głośnego gadaniazamszystej gestykulacji i jeszcze paru innych atrybutów bycia Włochem w naszym północnoeuropejskim pojęciu. Nieraz jadąc tutejszym autobusem uprzytamniam sobie, że głośno tu jest jak na targowisku... Ale i tak Włosi się nie mogą równać z obywatelami Somalii, Nigerii czy Senegalu obecnymi w naszym mieście, którzy potrafią wsiąść do autobusu, jeden z przodu, drugi z tyłu, zasiąść na wolnych miejscach i potem nadal kontynuoować swoją rozmowę, krzycząc na cały autobus. Przejaskrawiam, fakt, ale tak rozmawiających, przez pół autobusu, widziałam wielokrotnie. Nawet jak stoją blisko siebie, to gadają głośno. Strasznie jest to irytujące w momencie, kiedy znajdujesz w polu rażenia obcej, zupełnie niezrozumiałej mowy, którą ktoś ci wykrzykuje tuż nad uchem! Nie muszę zgadywać, co sobie każdy Europejczyk pomyśli... „Cóż za brak wychowania! Wracajcie skąd przybyliście” etc... To te najdelikatniejsze. Jak się jednakowoż okazuje, wszystko ma swoje wytłumaczenie! I tu przydaje się otwartość umysłowaumiejętnośc akceptacji odmienności kulturowej i zwykłe zrozumienie. Zostało mi tu wytłumaczone przez rodowitą Afrykankę (RPA ale białą, potomkinię Holendrów osiadłych tam swego czasu) takie wykrzykiwanie tego, co się chce powiedzieć, podyktowane jest właśnie dobrym wychowaniem. Wyjawiła mi, że mówienie szeptem, czy nawet zwyczajnie cicho, jest brane jako mówienie źle o kimś lub o czymś, a to przecież bardzo nieładnie! No i masz! Autobusowe i pocztowe krzyki Somalijczyków nadal mi przeszkadzają, ale teraz już przynajmniej jakoś to potrafię zaakceptować i nie wcinać się w cudza kulturę, narzucając komuś moje kanony saoir-vivre’u!

Powyższy przykład jest dosyć jaskrawy. Ostatecznie rzadko zdarza Ci się natknąć na kulturę afrykańską w takiej bliskości. Ale już kiedy prowadzisz na przykład interesy z Włochami, to wydaje ci się, że będzie to mniej bolesne? Otóż „nic bardziej mylnego” jak mawia Radek Kotarski z internetowego programu Polimaty.

Przykład drugi: Dość wspomnieć o takiej oczywistej przeszkodzie w prowadzeniu biznesu, jak godziny pracy! Kto już pracuje z Włochami to wie, że ich czas pracy w ciągu dnia jest podzielony stosunkowo długą przerwą obiadową. Która potrafi bardzo namieszać w kontaktach między przedsiębiorcami. Szczególnie, gdy do załatwienia jest sprawa pilna, w razie niezałatwienia której pojawiają się duże straty! No bo kto, jak nie osoba znająca włoskie podejście do życia, stosunek do upływającego czasu, a także do samej pracy, będzie w stanie wytłumaczyć polskiemu przedsiębiorcy niepodważalną i niezbywalną potrzebę zjedzenia obiadu akurat o pierwszej w południe, kiedy zamówiony i opłacony ciężko zarobionymi pieniędzmi transport czeka pod zamkniętą bramą firmy, bo właściciel właśnie wciąga w pobliskiej knajpie michę makaronu?! A ty tupiesz zniecierpliwiony, bo twoi odbiorcy czekają... No właśnie.

Pomoc w kontaktach handlowych polsko włoskich.

Na szczęście okazuje się, że nie wszystko ty sam, nie wszystko musi na tobie polegać, nie na wszystkim musisz się znać osobiście.

Z sukcesem ci się udaje prowadzić biznes? To już bardzo dużo! Masz firmę produkującą na przykład obuwie? To sam wiesz, ile z tym zachodu! Trzeba dbać o regularne dostawy, ugadywać się z kontrahentami, z dostawcami surowców i materiałów, z odbiorcami... Dopilnować, czy wszystko odbywa się w miarę regularnie, czy odbiorcy zapłacili, czy dostarczony materiał jest zgodny z zamówieniem, bo jak nie to trzeba walczyć... Trzeba bywać na rozmowach wstępnych, na targach, być na bieżąco we wszelkich nowinkach dotyczących tematu, jeździć na kursy, dokształcać się...

Na ogół jednak nie wszystko robisz sam! No powiedz, ile siwych włosów ci oszczędza dobry, zaufany księgowy! A znający się na rzeczy kierownik produkcji? Czy wreszcie mechanik – złota rączka, co - dam sobie głowę uciąć, że jest obecny codziennie na hali maszyn i pilnuje, czy każda maszyna działa jak należy. Taki mechanik zakładowy wie, lub przynajmniej powinien wiedzieć, że każda z tych maszyn daje mu jeść i że jeśli stoi bezużytecznie, to nie produkuje, firma nie zarabia, nie ma kasy na wypłaty, również na jego wypłatę...

Jeśli jeszcze twoja firma ma kontakty zagraniczne, ma zagranicznych dostawców, odbiorców, producentów podzespołów, podwykonawców itede, to jak to ogrnąć? Mam dla Ciebie gotową odpowiedź.

Fajnie jest mieć w zapasie mediatora i tłumacza na miejscu. Takiego kogoś od wszystkiego. Znającego miejscowy językmiejscowe zwyczaje, miejscowe kruczki i „tajemnice”. Wiedzącego, w które drzwi kopać w razie problemów, albo przynajmniej wiedzącego, gdzie i jak zdobyć niezbędne informacje! Na dodatek umiejącego się bezproblemowo dogadać z miejscowymi, znając ich narodowy charakter i wiedzącego czym można połechtać ich ego, a jakich zachowań uniknąć, by nie zaszkodziły interesom!

Zapewniam, że jest to olbrzymia oszczędność czasu i pieniędzy! Od razu wyjaśniam, dlaczego. Przykład pierwszy z brzegu: całkiem niedawno, łażąc za sprawami jednego klienta, natknęłam się na 3 osoby z Polski które - jak mi powiedziały, przyjechały specjalnie z Polski żeby zwrócić źle wykonany towar.  A przecież gdyby tylko skorzystały z pomocy zaufanego mediatora, który by dopilnował porządnego wykonania towaru, i przygotowania go w odpowiednim terminie do spedycji, to sam powiedz, o ile by sobie ułatwili życie! Po to właśnie przedstawiam moim klientom moją kompletną ofertę, żeby można było załatwić ich sprawy w sposób zorganizowany, uporządkowany i w miarę szybki (jak na możliwości makaroniarzy!) Dzięki takiemu nastawieniu, oszczedzasz sobie nerwów - zamieszania - kasy – czasu - zbędnych rozjazdów po nieznanych miejscach… (niepotrzebne skreślić, lub uzupełnić brakujące!) Czy też nieprzyjemnego wykłócania się z obcymi ludźmi, o rzeczy które tak naprawdę mogłyby być uzgodnione zawczasu, nawet zdalaczynnie pod twoją nieobecność i potem tylko dopilnowane przez osobę będącą stale na miejscu i mogącą na bieżąco doglądać najważniejszych spraw!

Rozważ więc, czy wysiłek znalezienia osoby  będącej na miejscu i załatwiającej wszystko za Ciebie, byś Ty mógł spokojnie prowadzić swoją działalność, wynagrodzenie jej pracy, jest w jakimś stopniu porównywalny z ewentualnymi stratami, opisanymi powyżej? Sam pewnie wiesz najlepiej, jakiego kalibru mogą to być straty!

Lista rzeczy, które na ogół wykonuję dla moich klientów, czy zleceniodawców jest długa. Napisz do mnie, zapytaj, dowiedz się wiecej, zajrzyj na moją stronę internetową, a w czasie wolnym, dla rozrywki poczytaj mojego bloga!

 

 

comments powered by Disqus