POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

ŚWIĘTO WŁOSKIEJ KONSTYTUCJI

Święto państwowe

Uprzedzam, że będzie trochę  poważnie i historycznie, bo drugiego czerwca Włosi obchodzą święto konstytucji, więc z własnej nieprzymuszonej woli chcę się przyczynić do rozpropagowania wiedzy na temat włoskiej konstytucji. Obiecuję, że postaram się by przeszło to jak najmniej boleśnie, chociaż zdaje sobie sprawę, że temat na rozrwykowo-informacyjnego bloga jest co najmniej niecodzienny. Ale spróbuję, co mi szkodzi.... 

Tym bardziej chcę to zrobić w miarę przystępnie, że na studiach,  na pierwszym roku miałam w drugim semestrze prawo konstytucyjne. Trochę nudna tematyka, oparta głównie na historii. I to historii Włoch, o której miałam baaaaardzo blade pojęcie. Coś z zakresu starożytnego Rzymu, jakies mrzonki na temat Garibaldiego oraz dosłownie kilka zdań wzmianki na temat Mussoliniego, który w odpowiednim dziejowo okresie spiknął się z Hitlerem i obaj trochę w historii świata narozrabiali. Z takim zapleczem, całkowicie bez wyobraźni, naiwnie, ale z dużą wolą nadrobienia braków, zapisalam się na studia prawnicze we Florencji. Przy czym okazało się, że moja ignorancja w zakresie historii Włoch do pięt nie sięgała ignorancji pani profesor od właśnie prawa konstytucyjnego, w zakresie aktualnej sytuacji polityki europejskiej. Bedzie dygresyjka a jakże!

Wspomnienia ze studiów

Otóż na jednym z pierwszych zajęć prawa konstytucyjnego wiedziona uczciwością i znajomością zakresu mojej własnej niewiedzy na temat historii Włoch (bądź co bądź jak się studiuje prawo, to odrobinę o tej historii należałoby wiedzieć!) podeszłam w trakcie przerwy w wykładzie do pani profesor i przestawiłam jej moją nieco głupią sytuację. Po czym zapytałam, czy i jakie lektury mam uzupełnić by chociaż trochę mniej odstawać z wiedzą od przeciętnego studenta... I tu nastąpił kulminacyjny punkt całej chwili, bo pani profesor się mnie zapytała czy umiem czytać. I nie było to pytanie ani złośliwe, ani ironiczne,  ani sarkastyczne. Nie. Dużo później zrozumiałam, że podyktowane było doświadczeniem pani profesor ze studentami z obcych krajów, w których niekoniecznie musiał funkcjonować alfabet łaciński. No ale co przeżyłam w owej chwili, to moje! W dodatku w ciągu dalszej rozmowy okazało się, że lektury mogę sobie dobierać według własnego uznania... Co też mnie nieco zdziwiło, ale już nie tak jak mój domniemany analfabetyzm. Potem prawo konstytucyjne zaliczyłam na całkiem przyzwoitą ocenę, więc chyba mój osobisty dobór lektury okazał się trafiony.

Włoska konstytucja

No ale wracając do zasadniczego tematu. Włosi na ogół lubią swoją konstytucję, raczej ją szanują, chociaż w ostatnich latach w obliczu permanentnego i ogólnonarodowego braku zatrudnienia, jej pierwszy artykuł traktujący o tym, że  Włochy są republiką demokratyczną  opartą na ludzkiej pracy, jest nieco wyśmiewany i brany pod włos...

Okoliczności historyczne powstania włoskiej konstytucji

Jeszcze w czasach kiedy Włochami rządził król, sytuacja podobnych tekstów była zgoła inna.  Król sobie rządził na zasadzie absolutyzmu. Tworzył ustawy jakie mu się podobały, swoim funkcjonariuszom nakazywał ich egzekwowanie, sędziom, których on nominował, pilnowanie czy wszyscy je respektują. Przy czym robił to w sposób nieco fanaberyjny, właśnie jak na monarchę przystało. Nie zawsze i nie wszystkim obywatelom przypadało do gustu takie postepowanie i na przykład jeden z kolejnych włoskich monarchów Karol Albert w roku 1848 został zmuszony przez ludność Piemontu (taki region na północy Włoch) do ustanowienia konstytucji, która przyjęła historyczną nazwę Statut Albertyński, i która nadawała obywatelom niektóre swobody obywatelskie, a nie tylko same obowiązki. Statut Albertyński przetrwał w swojej formie przez sto lat, najpierw jako konstytucja Królestwa Sabaudii, potem już całych Włoch, już tych zjednoczonych. Nie była to jednakowoż dobra konstytucja. Ograniczała nieco fanaberie króla, ale nie pochodziła od ludu. Poza tym właściwie nie była nadrzędnym prawem obowiązującym w państwie i można było stosunkowo łatwo uchylić jej postanowienia. Faszyzm we Włoszech szybko sie pozbył tego prawnego kaleki i wiadomo co wprowadził. Brak podstawowych swobód obywatelskich, wolności słowa, prasy i tych wszystkich rzeczy, które są dzisiaj na porządku dziennym oraz wynik paskudnej wojny sprawiły, że ludność odczuwała pilną potrzebę  napisania konstytucji takiej z prawdziwego zdarzenia. Nowy rząd włoski, super demokratyczny jak na owe czasy (bo na przykład po raz pierwszy dopuścił panie do urn) w przeprowadzonym referendum zapytał wszystkich Włochów, czy chcą być poddanymi królestwa, czy obywatelami republiki i móc głosować na swoich przedstawicieli w parlamencie. A tu wyhaczyłam dziś na fejsie wyniki owego referendum z podziałem na regiony.

No, na tak postawione pytanie odpowiedź była łatwa do przewidzenia. Ale porównajcie sobie ile głosów przeważyło. Polaryzacja społeczeństwa... Wybrani w dniu referendum  (właśnie tego drugiego czerwca 1946) przedstawiciele zajęli się dyskusją, jaką formę powinno przybrać nowe państwo demokratyczne. Biorąc pod uwagę, jak trudno znaleźć konsensus wśród Włochów, mogę sobie śmiało wyobrazić, co się na tych posiedzeniach działo! No ale w końcu udało się im wyłonić spośród siebie mędrców wystarczającego kalibru, (tak zwaną Komisję Siedemdziesięciu Pięciu), by byli w stanie napisać jakiś sensowny tekst nowej konstytucji. Tu też musiały się dziać sceny co najmniej dantejskie, bo dopiero po półtora roku, 1 stycznia 1948 nowa Konstytucja weszła w życie. To i tak nieźle, skoro w debatach uczestniczyli zwolennicy monarchii i republiki, katolicy i laicy, komuniści i liberałowie, socjaliści i separatyści (czyli zwolennicy ponownego podział kraju na małe państewka - ich idee do dzisiaj są nieźle odczuwalne nawet w zwykłych rozmowach jakie Włosi prowadzą w barze przy kawie!). Sami przyznacie, że to mieszanka co najmniej wybuchowa...

Konstytucja włoska oczami językoznawcy i jurystów

I tu ciekawostka: prawniczą burzę mózgów ostatecznego tekstu konstytucji korygował z lingwistycznego punktu widzenia członek Accademia Della Crusca (mówiłam, że to szalenie ważna instytucja!), Pietro Pancrazi. Narobił się biedaczek jak koń z pługiem, a i tak ojcowie konstytucji potem po nim poprawiali poszczególne zwroty i wyrażenia. No ale wszyscy to przyznają (i ja także, która sobie postudiowała każdy jeden artykuł do egzaminu!), że wyszła im z tego prawdziwa perełka! Aktualna konstytucja włoska to zbiór idealnie dobranych  słów i wyrażeń, zawierający zwroty bardo poprawne gramatycznie, nie pozostawiające przestrzeni na żadne niedomówienia i dwuznaczności, tekst jest jasny i czytelny. Po dogłębniejszym przestudiowaniu, wyrażający dosłownie wszystko to, co współczesna demokracja i nowoczesne państwo ma do zaoferowania. No słowem arcydzieło. Niestety wobec którego blado wypadają  buble prawnicze autorów dzisiejszych ustaw.

No, i w ten sposób uhonorowałam włoskie święto państwowe. Jak kogoś temat zainteresował to zapraszam do zadawania pytań - ale szczerze powiedziawszy zdziwię się bardzo, jak ktoś do mnie napisze w tej sprawie. 

 

 

comments powered by Disqus