POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

WŁOSKIE TRADYCJE ZWIĄZANE Z OKRESEM ŚWIĄTECZNYM

Listopad ze swoimi atrakcjami się  skończył, w sklepach szaleństwo świątecznych zakupów właśnie  w toku, a do napisania tego artykułu natchnęła mnie psiapsiółka mieszkająca w kulturze anglosaskiej, która to kultura stworzyła coś takiego jak Black Friday. I ta psiapsiółka publicznie napisała na Facebooku, że nie rozumie tego całego zgiełku związanego z ową okolicznością.

Już od kilku dni bombardowana reklamami, że "w tym tygodniu taniej", "tylko dzisiaj taniej" i tym podobnymi, w końcu się ugięłam i zajrzałam do dobrego wujka googla co to jest za jakies takie nieznane mi święto... I od razu powiem, że się rozczarowałam. Otóż myślałam sobie że to coś w rodzaju s.Patrick's Day albo Guy Fawkes Day... No że niby coś o podłożu historycznym, wiążące się z jakimś ważniejszym wydarzeniem, ciekawą osobistością albo co... A tu gie. Rozczarowanie po całości. Okazało się bowiem, że jest to obrzydliwe zachęcanie do niczym nie powstrzymanego przep...nia kasy. Owszem, lubię i umiem wydawać pieniadze. Rzadko jednakowoż mam po temu okazję, bo na ogół brak mi podstawowego rekwizytu dla takiej działalności, ale zmuszanie mnie do robienia tego kiedy indziej niż mi się podoba i w innym niż przeze mnie przewidzianym tempie, uważam za lekkie przegięcie.

Upublicznione przemyślenia psiapsiółki natchnęły mnie by poszukać i Wam opisać niektóre włoskie tradycje związane z okresem świątecznym. Nie mogę napisać Bożego narodzenia, bo jak się z zaskoczeniem dowiedziałam grzebiąc w naukowych materiałach i w Internecie, to Boże narodzenie wcale nie jest najważniejszym świętem w ludowej tradycji starych Włoch. Dopiero od niedawna się takim stało ze względu na globalną amerykanizację, czy wręcz"anglosaksonizację" obyczajów. Nie można też niestety pominąć aspektów typowo komercyjnych...

Tradycyjne włoskie święta

Ale jak wrócić do tak zwanych "korzeni", ludowych przekazów z dawnych czasów, to się okaże, że dużo więcej znaczyły dla ówcześnie żyjącej ludności takie święta jak Epifania (aktualnie powiązanie ze świętem trzech króli), Karnawał, Wielki Post, czy Wielkanoc. Co do tych dwóch ostatnich, to nie raz słyszałam chyba też - albo właśnie - od nich czyli od kościoła katolickiego, że Wielkanoc to ważniejsze święto niż Boże narodzenie... Kto bardziej ode mnie jest w temacie, to może skorygować. Nie upieram się.

Kolejne takie bardziej świętowane święta, to nadejście wiosny oraz wszystkich świętych i zaduszki, teraz  przerabiane importowanym Halloweenem.

Choinka

Choinka? To też przykład nakładania się na siebie kultur. Wyobraźcie sobie, że jeszcze w latach sześćdziesiątych świeżo ubiegłego wieku włoscy specjaliści od folkloru i tradycji przedstawiali choinkę jaki coś bardzo egzotycznego.

Jasełka

Włosi na ogół całe wieki robili "makietę" , bardzo realistyczną, żłóbka z dzieciątkiem. Tradycja żłóbka jest nadal kultywowana i w okresie przedświątecznym ładnie zaaranżowane żłóbki można spotkać na ulicach, a nie tylko w kościele. Tu na zdjęciu żłóbek we Florencji. Widoczny wakat w sianku zostanie obsadzony dopiero w nocy z 24go na 25 grudnia.

Panettone czyli coś na słodko

 Jest to rodzaj ogromnie wyrośniętej baby, pioruńsko słodkiej i tłustej. W dodatku poutykanej wewnątrz bakaliami, ktorym tradycja nadała symbolikę życzenia prosperity i dobrobytu. Z tego co tu, we Włoszech  widzę, to ów rarytas robi karierę także w Polsce. Przywożą go prywatnym importem do ojczyzny Polacy pracujący czasowo we Włoszech.

Ciasto pochodzi z Mediolanu. Początki tradycji jego wypieku ginie w mrokach dziejów. Wtedy był to prawdziwy rarytas, graniczący z luksusem, mało komu dostępny wśród biedniejszej ludności.

W czasach kiedy wprowadzano ten wypiek w Mediolanie i okolicach, to do Toskanii na przykład nie od razu dotarł. Toskania miała swoje ciasto, co się  zwie pan di ramerino, taki rodzaj spłaszczonego placka z zapieczonymi wewnątrz listkami rozmarynu.

Ceppo czyli pniak

Słodkości słodkościami ale Toskania ma jeszcze jedną oryginalną tradycję. Te związaną z pniakiem, czy też karczem jak kto woli. Jest to duży kawał pnia, takiego od drzewa.  Im większy tym lepszy. Wrzucało się go do kominka (gdzie podówczas przygotowywano posiłki) i miał się palić jak najdłużej, tak by wystarczyło go aż do nadejścia nowego roku.

Miało to symbolizować koniec starego roku i żeby wszystko, co złe się wydarzyło w starym roku się wypaliło i odeszło w nicość. Jak myślicie, tradycja została do dnia dzisiejszego? Została, ale ponieważ już nie wszyscy dysponują odpowiednich gabarytów kominkiem, a osobiste ścięcie dużego drzewa i przyniesienie go do domu, naraża autora czynu na przygody z paragrafami kodeksu karnego, tak więc pniak dotrwał do naszych czasów w formie żarcia, a ściślej biorąc słodkiego ciasta uformowanego w pniak właśnie i zdobiącego stoły bożonarodzeniowe.

Nie przypomina wam trochę naszego makowca?

Jak widać tradycji i osobliwych dziwowisk z nią związanych nie brakuje. Jak się natknę na kolejne, wystarczająco ciekawe, by je opisać to bardzo chętnie się nimi z Wami podzielę.

No to dzisiaj było  pogadane. A foty częściowo podkradane z netu.