POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

ZAMEK SAMMEZZANO I JEGO TWÓRCA

Krótka historia wzgórza na którym wznosi się zamek Sammezzano

O miejscu, na którym wznosi się zasadniczy budynek zamku wspominają źródła historyczne opiewające historię starożytnego Rzymu, żeby nie powiedzieć etruskie. Na pozostałościach po działalności Etrusków czy Rzymian podobno miało zostać wzniesione coś w średniowieczu. Podobno tędy to właśnie jakoby miał przejeżdżać  Karol Wielki, wracając z Rzymu po chrzcie syna, udzielonym przez samego papieża.

Zamek w stylu eklektycznym/moresco został zbudowany w 1605 roku na życzenie rodziny Ximenes z Aragony, ale przez długi czas zanim jeszcze sam budynek został wzniesiony, tereny te przynależały do innych znanych rodów toskańskich i nie tylko: Altoviti, potem z woli Księcia  Cosimo (tak, Medyceusz!), posiadłość przypadła w udziale Giovanni Jacopo de’ Medici, który to opchnął niewygodny budynek Sebastianowi Ximenes. Ximenesowie byli w posiadaniu całości aż do ostatniego potomka – Ferdynanda (wnuka głównego bohatera mojej opowieści, o którym za chwilę). W historycznych zapisach z roku 1818 zredagowanych przez  pewnego inżyniera,  co się nazywał  Giusppe Faldi, znaleźć można opis jak prezentowała się budowla w owym momencie.  To ważne bo opisuje zupełnie inną postać zamku, zanim tenże wpadł w kreatywne łapki bohatera tego artykułu.

Markiz Ferdinando Panciaticchi Ximenes d'Aragona

Pan markiz - Ferdinando Panciaticchi Ximenes d’Aragona  to wulkan pomysłów,wizjoner, projektodawca, wykonawca i spiritus movens całej przebudowy zamku. Dostał w spadku burą, nudną bryłę budynku i zamienił ją w prawie że psychodeliczną orgię kolorów,  i mieszaninę stylów architektonicznych wschodu.

Urodził się  10 marca 1813 roku w rodzinie pochodzącej z Pizy. Z Pizy pochodzili, ale przenieśli się do Florncji i już w 1840 roku uchodzili za czwartą najbogatszą rodzinę w tym miejście, zaraz po rodach Corsini, Rinuccini i Torrigiani. Jak już wspomniałam, był człowiekiem miliona talentów. Bez wykształcenia uniwersyteckiego był architektem, inżynierem, botanikiem i bibliofilem. Kolekcjonował dzieła sztuki, wschodnią broń i był właścicielem jednego z pierwszych we Florencji laboratoriów fotograficznych. Tu ciekawostka: na zasadzie powiedzenia, że szewc bez butów chodzi, fakt, że zachowało się tylko kilka jego fotografii nieco zastanawia. Ja uważam, że nie lubił selfie. Ja też nie lubię. Znał się na optyce, nauce, polityce. Pisał poezje. Filantrop.  Uwielbiał kobiety...  Jeszcze czegoś brakuje?

Jak to się elegancko określa, był bogaty z domu, a dodatkowo przypadły mu w udziale posiadłości w momencie połączenia dwóch rodów Panciaticchi z Ximenesami.  Przebijając się przez mnóstwo informacji na temat markiza, natrafiłam też na notatkę, że jedną z jego posiadłości była Villa Torre degli Agli (wieża czosnkowa ahahhaah!), wraz z przyległościami, gdzie w ogrodzie uprawiano sławną acz rzadką odmianę drzewa cytrusowego BizzariaBizzaria to w dużym skrócie krzyżówka pomarańczy, cedratu i cytryny. O cytrusie Bizzaria jeszcze nie raz wspomnę przy innych okazjach, bo cytrusy to moje ukochane roślinki i na tym blogu będzie o nich dużo!

Wracając zaś do samego markiza i jego zamku: światowe życie we Florencji  go zmierziło, polityka tamtego okresu nie nastrajała optymizmem, przeniósł się więc z dala od miejskiego zgiełku, od skandali, plotek i tych wszystkich wątpliwych atrakcji, które oferuje życie wśród ludzi. Całe kolejne czterdzieści lat swego życia spędził na projektowaniu, finansowaniu i realizacji swego wizjonerskiego  pomysłu. Z całego kompletu zalet ciała i umysłu markiza nie wymieniłam jeszcze jednej rzeczy: facet miał cieżkiego fijoła na punkcie Wschodu. Architektoniczny styl tak Bliskiego jak i Dalkiego Wschodu pasjonował go niepomiernie, śnił mu się pewnie po nocach i jawił za dnia. Co najdziwniejsze to fakt, że człowiek mający tak sprecyzowane zamiłowania i kupę kasy na koncie, osobiście nigdy nie wybrał się w tamte strony. Nie. Jego „dziwactwo” polegało między innymi  i na tym, że nie pojechał ani do krajów arabskich, ani do Indii, ani do Chin. On sobie tę Arabię, Chiny i Indie sam stworzył u siebie w domu.

Zasobny w kasę markiz okazał się jednak patriotą w najaktualniejszym tego słowa znaczeniu. Otóż w celu ralizacji swoich najwymyślniejszych idei wcale nie sprowadził z dalekich krajów ekspertów budowniczych. Powierzył wykonanie każdej jednej cegiełki, dachóweczki, szkła czy glazury miejscowym rzemieślnikom. Wszystko, jak to się dzisiaj nazywa  - km 0. Odbywało się to na takiej zasadzie, że najpierw sobie swój pomysł rozrysowywał, projektował jakie płytki chce sobie na tej czy innej podłodze położyć, zanosił rysunek do rzemieślnika i rzemieślnik mu robił według rysunku. W jakimś archiwum znajdują się kartki z rysunkami markiza. Przypominam, że facet nie miał wykształcenia architektonicznego, a mimo to jego rysunki są zaskakująco profesjonalne! Osoby oblatane w temacie zamku i markiza powiedziały mi, że mnóstwo rzeczy też  sam zrobił, własnymi rękami. Wśród tylu zainteresowań i zajęć jeszcze i na to znalazł czas?!

Z ostatniej chwili

Nowinki w temacie zamku będę dopisywać co jakiś czas, bo dzieje się dużo. Przetarg sądowy, o którym wspominałam w poprzednim artykule o Sammezzano został odwołany z jakichś dla mnie jeszcze nie wyjaśnionych przyczyn. Wkrótce odbędzie się kolejna konferencja na tematy związane z akcją ochrony Sammezzano, postaram się w tym uczestniczyć i po kolei będę o wszystkim informować. 

A tu można głosować na zamek Sammezzano jako na ulubione miejsce, które ma dostać jakieś wsparcie. Pomóżmy zamkowi Sammezzano, bo sobie na to zasłużył no i twórca przestanie się w grobie przewracać... Oto link:

http://iluoghidelcuore.it/luoghi/4554

Wszelkie inne informacje o Zamku można odszukać na stronie internetowej stowarzyszenia Save Sammezzano, dzięki uprzejmości której mam dostęp do wszystkich najświeższych informacji. Jesteśmy w stałym kontakcie przez maile, fb messengera i osobiście. 

http://www.savesammezzano.com/

 

 

(Zdjęcie markiza zerżnięte z internetu. Musiałam zrobić zdjęcie zdjęcia z ekranu kompa, stąd paskudna jakość, z którą bardzo czytelników przepraszam. Inaczej nie umiałam tego zbić, chociaż tę czynność mam na ogół opanowaną...)