POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

ZAPISKI Z PODRÓŻY DO MIEJSCOWOŚCI BIANCAVILLA

Byłam namówiona z panem plantatorem pomarańczy z okolic miejscowości Lentini. Są to tereny aż po horyzont wysadzane drzewami pomarańczowymi. Widok taki że kopara opada. W sam raz dla mojego cytrusowego fijoła. Chyba jeszcze aż tak do końca się nie zitalianizowałm, bo z zaskoczeniem i z rozczarowaniem odebrałam telefon z informacją, że nic z tego, pan od pomarańczy ma akurat coś ważniejszego do roboty. Znaczy się wystawił mnie rufą do wiatru! Zaraza jedna! U makaroniarzy taka zmiana planu, zapomnienie o umówonych spotkaniach, niedotrzymanie obietnicy, czy inne tego typu numery są niestety na porządku dziennym!

Jak pewnie już pisałam i jeszcze pewnie nie raz napiszę, że warto mieć w zanadrzu plan B, żeby nie przeżywać rozczarowania zbyt dogłębnie, tylko od razu modyfikować rozkład dnia, by nic nie stracił ze swej atrakcyjności.

Spięłam się więc porządnie, dowiedziałam się skąd i kiedy mniej więcej odpala autokar z Katanii do miejscowości Biancavilla.

Wykonałam szybki i krótki telefon do poznanego we Florencji na targach rzemieślniczych pana Castro, tego od oliwy z oliwek.
Nie mogę oglądać drzewek pomarańczowych?! To nie, łaski bez! Pooglądam sobie oliwne! Też nieźle!

Pognałam pędem na miejsce, z którego, jak mi wskazano, ma odpalać autokar. Niby że przystanek. No owszem słupek jest, tabliczka z napisem FCE jest.





FCE to skrót, ale taki żeby normalnemu człowiekowi zamącić w głowie, bo oznacza to Ferrovia Circumetnea, czyli koleje żelazne dookoła wulkanu Etna... Autokar jeżdżący pod flagą kolei państwowych.  Zapewniam, że to ani pierwsze ani tym bardziej ostatnie takie dziwowisko na Sycylii.

Wracam do słupka przystankowego. Słupek i tabliczka są, za to rozkład jazdy to marzenie ściętej głowy. Po częściowo przeprowadzonej na migi „rozmowie” z jedynym, w dodatku głuchoniemym, człowiekiem obecnym na przystanku, upewniam się że owszem, do Biancavilla autokary stąd startują. Głuchoniemy potem wsiada do czegoś innego, a ja nadal czekam na autokar. Nadzieja jak zwykle umiera ostatnia...

Ale nadciąga jakaś kubitka i ona już dysponuje obszerniejszymi informacjami. Autokary do miejscowości Biancavilla przejeżdżają tędy o 11.20 i jeżdżą co godzinę. Sprawdzam zegarek.  Jest 11.08. Mało czekania! Fuksik jak stąd do Warszawy!

Wbrew temu, czego by się można było spodziewać, autokar okazuje się prawie punktualny.



W dodatku wygodny i przejeżdża przez całą Katanię, zabierając po jednym – dwóch pasażerów z prawie każdego przystanku.









Cud miód i orzeszki taka podróż z nową komórą, co tylko nie pierze i nie prasue, a resztę to robi wszystko.

Mogę sobie strzelać foty przez szybę autokaru. Nie wszystkie wychodzą pięknie, ale jest opcja kasowania nieudaczników, z czego skwapliwie korzystam. Udane i ładne mogę sobie od razu publikować na fejsie, żeby moi znajomi pousychali z zawiści, bo jest czego zazdrościć!

Mogę na bieżąco pisać sprawozdanie z podróży, co tez chętnie czynię.

Mogę śledzić trasę GPSem gdzie jestem i czy „daleko jeszcze”.

W dodatku kierowca jedzie równo i ładnie, autokarem przyjemnie buja, na horyzoncie Etna otulona pierzynką z chmurek i w ogóle jej nie widać... 



Po drodze piękne widoczki... Żyć nie umierać!
Tu akurat plantacje pomarańczy. Owoców nie widać, bo sezon na pomarańcze to od połowy listopada do lutego-marca. W maju kiedy cykałam zdjęcie owocki miały z półtorej centymetra średnicy i były jeszcze całkiem zielone.


Między miejscowością, co się nazywa Misterbianco – (jak bogackiego naprawdę!) – i nieodparcie kojarzy się z nazwą środka do mycia sedesu, a kolejną – Paternó...



....znajduje się duża, szara, koszmarna bryła centrum handlowego Etnapolis.


(Fota zapożyczona z cudzego bloga)




Architekt, żeby z piekła nie wyjrzał, nie popisał się nie tylko umiejętnościami, ale także spieprzył totalnie krajobraz. Na ile się zdążyłam zorientować, to Sycylijczycy go nie lubią...

Nieco dalej bloki, co wcale na siedzibę biedoty nie wyglądają. Należy się chyba wyzbyć oklepanych zlepków pojęciowych, że południe Włoch to sama „bida z nyndzom”. Nieprawda. Nie sama.

W miejscowości Licodia wsiadają szkoły po skończonych lekcjach, więc koniec spokoju w autokarze.

Ale mimo wszystko bezporoblemowo docieram na prześliczny, skąpany w słońcu główny plac miejscowości Biancavilla. Plac pusty, nie wzbudzam niczyjego zainteresowania, nawet łażąc dookoła i cykając fotki co ładniejszych fragmentów architektury sakralnej miejscowego kościoła.


Państwo Castro przyjeżdżają po mnie w ciągu dwudzestu minut. Oni naprawdę się ucieszyli, że o nich pamiętałam i że chętnie tu przyjechałam!

Czym się poruszać po Sycylii?

Jeszcze dodatkowa uwaga dla wszelkich podróżujących po Sycylii. O ile nie macie do dyspozycji własnego środka transportu, to zdecydowanie polecam sieć połączeń autokarowych. Autobusy sa bardzo wygodne, nawet stosunkowo punktualne. Największe opóźnienie autokaru jakie mi się zdarzyło podczas moich wszystkich pobytów na Sycylii to dziesięć minut. Czyli właściwie bezbolesne. Jak się umie i chce to z kierowcą można pogadać, są uprzejmi i chętnie służą wszelkimi informacjami. Na przystanku potrafią wysiąść z autobusu razem ze mną i palcem pokazać mi dokładny kierunek w którym mam się potem udać.
Natomiast stanowczo odradzam poruszanie się koleją państwową. Oprócz kolejki FCE, która naprawdę objeżdża Etnę dookoła i jako jedyna jeździ w miarę regularnie i logicznie, to cała reszta to porażka. 
Za którymś kolejnym pobytem chciałam się wybrać południową częścią wyspy z bodajże Lentini do miejscowości Marsala na zachodnim krańcu Sycylii. Rozkład jazdy nie istniał oczywiście. Automat do sprzedawania biletów wyświetlił mi informację, że podróż będzie trwała coś z jedenaście godzin i zdaje się, że nawet miała zahaczać o stały ląd!!! Do tej pory nie mogę w to uwierzyć i bardzo żałuję, że nie udokumentowałam tego wariactwa choćby fotką monitora automatu!
Mimo wszystko Sycylia jest warta dokładnego obejrzenia, a po wszelkie informacje zapraszam do działu kontakt!



comments powered by Disqus