POLKA WE WŁOSZECH - BLOG

ZWIEDZAM EXPO2015

 KTO CHCE POJECHAĆ NA EXPO2015 DO MEDIOLANU? 

Zaproszona przez firmę Oranfrizer z Sycylii na event kuchenno pomarańczowy, wybrałam się na EXPO2015 do Mediolanu. Pomysł mi się spodobał od razu! Mnie tam nie trzeba dwa razy powtarzać! Jadę!

Trochę z nienacka ta propozycja uczstnictwa w evencie, ale takie to przyczyniają się do sprężenia się w sobie i zorganizowania czegoś, czego się nie planowało w przymusowo krótkim czasie. Po rozeznaniu się, czym najtaniej i najszybciej tam dojadę, zakupiłam bilety na dwa dni naprzód, co też dodatkowo dało mi zaoszczędzić jakieś pieniądze. Padło na pociąg. Te super szybkie przez moje miasto  przejeżdżają bez zatrzymywania, dlatego należało najpierw dotrzeć do Florencji, skąd Czerwoną Strzałą (Freccia Rossa) można się w nieprzyzwoicie krótkim czasie dostać do Mediolanu.

Czerwona Strzała poza głupią nazwą rzeczywiście odznacza się czerwonym kolorem...



...przynajmniej częściowo, a teraz dodatkowo jest obklejona EXPO2015.




To częściowo czerwone przypomniało mi stary kawał. Wiem, że suchar, ale mnie ciągle bawi.

Na peronie.

-          Panie jaki to jest pociąg?

-          Żółty.

-          Ale dokąd???

-          Do połowy…

Z tego toru odjeżdża.




Pociąg jest dłuuuuuugi nieznośnie. Na początku peronu jest wagon numer 1. Żeby dotrzeć do mojego, dziewiątego, to odnoszę wrażenie, że pół drogi do Mediolanu to już mam za sobą…




Czerwona Strzała pomyka naprawdę szybko! Obok leci autostrada, a my wyprzedzamy wszystkich i zostawiamy ich naprawde w tyle...




Na podwieszonym u sufitu monitorku oprócz zobrazowania osiąganej prędkości...



...idą naprzemiennie reklamy EXPO i Czerwonej Strzały. Oraz informacją że codziennie EXPO jest obsługiwane dwustutrzydziestoma dodatkowymi pociągami ze wszystkich zakątków makaroniarni.  A także na żywo obraz z końca pociągu, żeby nie było wątpliwości, że rzeczywiście to jest ta prędkość i tego pociągu. Jak by nie było widać przez okno… Biorąc pod uwagę że regionalny który miał mnie dowieźć do Florencji żeby załapać się na ten szybki, to już o szóstej rano miał ponad pół godziny opóźnienia, to faktycznie dowody na to że pociągi w makaroniarni w ogóle chodzą, po prostu są niezbędne! A, kolejny obrazek na monitorze to mapka z gpsa gdzie jesteśmy.



Zbytek łaski. Każdy teraz ma w telefonie gpsa i sama mogę sobie zobaczyć w którym miejscu trasy teraz jesteśmy.

Z Mediolanu centralnego pociąg do Rho fiera, tam gdzie odbywa się cała impreza, uciekł mi tuż przed nosem.




Następny dopiero po jedenastej a jest 9.15...



Szlag i zaraza... Na szczęście zakupiony bilet Trenord, spółki obsługującej północne Włochy nie musi być wyrzucony.





JAK DOTRZEĆ NA TERENY WYSTAWY EXPO2015

Informacj działa jak należy. Dzięki EXPO2015 na dworcu są porozstawiani funkcjonariusze kolei i informują mnie, że ze stacji metra Repubblica pociągi odpalają częściej  do stacji Rho fiera.



Faktycznie częściej. Docieram tam w pięć minut na piechotę i pociąg mam w ciagu kolejnych trzech minut. Żeby nie było za różowo to opóźniony. Jedną minutę.






Do terenów wystawowych EXPO2015 dociera się więc albo pociągami spółki Trenord z Mediolanu centralnego, na przykład jadącymi do miejscowości, co się nazywa Domodossola, linią żółtą, kierunek Novara, linią jasnozieloną i szarą, kierunek na Rho, oraz pomarańczową kierunek na Varese. W Rho fiera kończy również swój bieg linia czerwona metra M1.




Podróż od Piazza della Repubblica do Rho fiera zajmuje niecałe dziesięć minut.

I tu pierwsza niespodzianka: bilet wstępu na EXPO kupuje się jeszcze na dworcu Rho fiera, tuż po opuszczeniu pociągu. Mówię tak na wsiaki słuczaj, żeby moim czytelnikom oszczędzić latania potem z powrotem, spod bramy wystawy. Ja latałam, to wiem o czym mówię. W palącym słońcu, jakie tego dnia mi się trafiło i z ciężkim plecakiem na grzbiecie takie biegi nie należały do przyjemności.

No ale powiedzmy sobie, że kasy nie były jakoś specjalnie widocznie oznakowane no i  ciężko je było zobaczyć wśród  nieprzebranego tłumu jaki walił z kolejnych pociągów w stronę wejścia głównego na wystawę.



Wejście jest obwarowane bramkami jak na lotniskach, tymi do wykrywania broni w bagażu.



To stwarza dodatkowe spowolnienie, ale moje nożyczki do manicure, metalowy obgryzacz do paznokci i trzy aluminiowe szydełka, jakie zawsze ze sobą wożę, nie wzbudziły niczyjego zainteresowania.

Teren obiektów wystawy jest przeogromny, z olbrzymim potencjałem.

Kicz też niestety był obecny… Zdaje się że miało to promować zdrową żywność




… a gigantyczna mega kolejka dorastającej młodzieży kłębiąca się przed pawilonem coca coli istniała swoją drogą. Jak by tam co za darmo rozdawali…

Zresztą obecność coca coli i MacDonaldsa wśród głównych sponsorów, były zdaje się jednym z powodów protestów przeciwko EXPO2015 jako takiej.



No ale jak widać zadymiarze sobie powojowali na ulicach Mediolanu, eko oszołomy poprostestowały, a na wystawie tłumy były takie, że nogi nie było gdzie postawić! Jeszcze przed południem to jakoś uszło, ale już od wczesnego popołudnia odbywało się tam piekło na ziemi, szczególnie na tej głównej alei.

Organizatorzy, poza tym że wykonali i nadal wykonują kawał dobrej roboty – mówię to bezinteresownie, tylko i wyłącznie z pozycji zwykłej osoby zwiedzającej – to wykazali się dosyć specyficznym poczuciem humoru przy przydzielaniu miejsc dla poszczególnych państw.

Mianowicie umieścili Polskę obok Holandii.



Pomyłki w odróżnieniu “Poland” od “Holland” zdarzały się już w zamierzchłych czasach, jeszcze za ciężkiej komuny o nich słyszałm. Celowali w takich pomyłkach co lepsi Jankesi, a cytuję bodajże za Łysiakiem (autorem “Asfaltowego saloonu”) jednego: “Oooo Poland, Holland, Amsterdam, piękne miasto!!!”

No to będą kolejne pomyłki.

Jak się przyjrzycie zdjęciu powyżej, to tuż za tą nieszczęsną Holandią pawilon miał Watykan, co widać po częściowo na żółto ubarwionym budynkiem. To też ma swój posmaczek, że tak blisko Polski.



Z ciekawości, co też Watykan może mieć do zaoferowania na takiej niezwykłej wystawie, postanowiłam tam zajrzeć. Niestety zostałam przegoniona. Powód? Chciałam tam wleźć z plastikową szklanką z wodą gazowaną w ręku. Resztóweczką w dodatku. Nie to nie, łaski bez! Obróciłam się na pięcie i sobie poszłam. Kątem oka zobaczylam tylko, że ściany wnetrza były ozdobione jakimiś malutkimi obrazkami. Świętymi?....

Jakoś w żadnym innym pawilonie moje szwendanie się ze szklaneczką w ręku nie przeszkadzało. Co to? Kościół??? Do kościoła ze szklaneczka się nie pcham… Głupie szykany.

Wrócę jeszcze do polskiego pawiolonu. Przyjrzyjcie się jeszcze raz fotce. Pawilon polski jest obudowany dla ozdoby konstrukcją, która nieodparcie przywodzi na myśl skrzynki po owocach. Powiem więcej: po jabłkach. No i jabłka, pyszne polskie były rozdawane na stoisku przy wejściu. Ponieważ polskie jabłka mają teraz prawie że wydźwięk polityczny, dlatego uważam wystrój pawilonu za szczególnie trafiony! Gratulacje dla pomysłodawcy!

Na stoisku przy wejściu jeszcze jedna niespodzianka! Pan Karol Okrasa we własnej osobie rozlewa do mikroskopijnych, szklanych miseczek przepięknie pachnący sosik grzybowy!



Na selfie z osobistością medialną się nie zdobyłam, ale o autograf na planie wystawy poprosiłam!



O zasadniczym celu mojej podróży na EXPO2105 opowiem w osobnym artykule. Tu jeszcze wspomnę, że wbrew powszechnym opiniom, na przekór rozmaitym malkontentom, jako zwykła zwiedzająca mogę śmiało ocenić imprezę za bardzo dobrze zorganizowaną, ilość i oryginalność poszczególnych pawilonów zadowalająca, na każdym kroku restauracje, toalety, podobno było też miejsce gdzie można było sobie baterie w telefonie czy tablecie podładować. Nie znalazłam, mimo że potrzebowałam, bo techniczne oprzyrządowanie mi padło…  Wszędzie po całym terenie plączą się na biało ubrani wolontariusze-informatorzy, na ogół dobrze przygotowani. Są punkty z gratisowo rozlewaną wodą gazowaną i naturalną. Obsługa sympatyczna i profesjonalna. Nad bezpieczństwem czuwają oddelegowani karabinierzy, policjanci i wojsko oraz dodatkowo ochroniarze z jakiejś firmy ochroniarskiej.

Na zwiedzenie tego w całości, rzetelnie i metodycznie wydaje mi się że powinny starczyć dwa do trzech dni. Ja to obleciałam od dziesiątej trzydzieści do mnie więcej szesnastej trzydzieści. Ale miałam umówiony event, który swoje potrwał,  po którym zostałam jeszcze pogadać z moimi sycylijskimi znajomymi, nieco się zatrzymałam w pawilonie polskim, a kilkanaście pawilonów, do których nie było gigantycznych kolejek, zwiedziłam nieco po łebkach. I starczyło czasu.

A teraz najboleśniejsza sprawa: cena zwykłego biletu jednodniowego dla jednej sztuki, bez żadnych zniżek to 39 euro.

Ale oczywiście są rozmaite promocje, na które można się łatwo załapać, niektóre sklepy i sieci spożywcze dorzucają się do biletu, można też wygrać bilet wstępu na wystawę w ramach różnych konkursów. Zapraszam na oficjalną stronę EXPO2015, gdzie są podstawowe informacje.

http://www.expo2015.org/en/tickets

A tu dla zmotoryzowanych, informacja gdzie autko bezpiecznie zostawić:

http://www.parkvia.com/it-IT/parcheggio-citta/expo-milano-2015?gclid=CO36g-GUxMUCFePLtAodXCUAnA

Mam nadzieję tam jeszcze wrócić, dlatego chętnie służę wszelkimi informacjami, polecam swoje usługi jako przewodnik, bo na własnej skórze przerobiłam już dotarcie do celu, latanie za biletem, przejście przez bramki oraz zasadniczy punkt programu czyli zwiedzanie.